Niemcy przez dekady były synonimem europejskiej potęgi przemysłowej. Dziś diagnoza brzmi inaczej. Eksport niemieckich samochodów do USA załamał się o 17,8 procent w ubiegłym roku, ogólny eksport do Stanów Zjednoczonych spadł o 9,4 procent do 146,2 miliarda euro, a całkowity wolumen handlu obniżył się o 5 procent. Rok sporów celnych z Waszyngtonem, nałożony na zaostrzone regulacje klimatyczne, obnażył strukturalne słabości, które przez lata były zamiatane pod dywan.
Chiński paradoks pogłębia obraz. Chiny wróciły na pozycję głównego partnera handlowego Niemiec – ale pod wzrostem obrotów o 2,1 procent kryją się niepokojące proporcje: niemiecki eksport do Chin spadł o 9,7 procent, podczas gdy import z Chin wzrósł o 8,8 procent do 170,6 miliarda euro. Chińskie firmy wyprzedzają niemieckich producentów nawet w tradycyjnym sektorze budowy maszyn – obszarze, który Niemcy uważały za swój bastion.
CYNICZNYM OKIEM: Niemcy przez dekady eksportowały samochody i maszyny, importując tanią energię z Rosji i tanie komponenty skądinąd. Ten model działał dopóki działał – i wszyscy wiedzieli, że jest kruchy. Teraz jest po prostu zepsuty, a politycy chwalą się odbiciem przemysłowym finansowanym długiem.
Energia, regulacje i strategiczna naiwność
Zależność energetyczna Europy – około 60 procent energii pochodzi z importu – ogranicza pole manewru geopolitycznego i wymusza nieprzyjemne wybory. Przekonanie, że kontynent może uwolnić się od tej zależności wyłącznie poprzez ekspansję odnawialnych źródeł energii, jest według analityków naiwne – i grozi katastrofą przypominającą deindustrializację, którą Niemcy już przechodzą.
Regulacyjny przerost i obciążenia fiskalne osłabiły produktywność. Porzucenie zasad wolnego rynku na rzecz – jak to ujmują krytycy – „moralizatorskiego planowania centralnego” sprawiło, że niemieccy producenci przegrywają konkurencję z podmiotami, które tych zasad nigdy nie przyjęły.
Chiny mogą w każdej chwili użyć dźwigni ograniczenia eksportu metali ziem rzadkich, jeśli Europa spróbuje chronić swoje rynki przed chińskim dumpingiem. Asymetrie strukturalne są zbyt wielkie, by cła mogły je wyrównać.
Jedynym kwitnącym sektorem jest zbrojeniówka
Krótkotrwałe odbicie przemysłowe, którym chwali się rząd, jest finansowane długiem. Odpływ inwestycji bezpośrednich rzędu 60-100 miliardów euro rocznie sygnalizuje, że kapitał nie wierzy w narrację o odbudowie.
Jedynym naprawdę kwitnącym sektorem jest obronność – która nie wytwarza dóbr konsumpcyjnych ani realnej wartości dla zwykłych obywateli, lecz dostarcza politykom tematów na rok wyborczy 2026.
CYNICZNYM OKIEM: Niemcy porzuciły tanią energię z Rosji, rynek chiński się kurczy, USA nakładają cła, a jedynym sektorem rosnącym bez dotacji jest ten, który produkuje rzeczy do niszczenia. Niemiecka Soziale Marktwirtschaft jako model społeczno-przemysłowy to już historia – pozostała nazwa i wspomnienie.
Diagnoza jest jasna.
Pytanie, czy ktoś w Berlinie ma odwagę ją przeczytać głośno?



