Niemcy w energetycznej pułapce, a USA budują imperium atomowe

Google, Meta i Microsoft budują elektrownie jądrowe

Jarosław Szeląg
8 min czytania
energia jądrowa SMR transformacja energetyczna Niemcy geopolityka

W Tennessee i Alabamie rodzi się projekt, który może zmienić globalną mapę energetyczną. W ciągu najbliższych pięciu lat wspólne japońsko-amerykańskie przedsięwzięcie doprowadzi do uruchomienia kilku małych reaktorów modułowych typu BWRX-300, zaprojektowanych przez Hitachi i GE Vernova. Prawie jeden procent amerykańskiej produkcji energii elektrycznej – nieco ponad trzy gigawaty – zostanie dodany do istniejącego miksu energetycznego. Całość reprezentuje inwestycję rzędu czterdziestu miliardów dolarów i dołącza do szeregu inicjatyw napędzanych przez sektor prywatny w Stanach Zjednoczonych, gdzie Google, Meta i Microsoft są głęboko zaangażowane w budowę nowych mocy jądrowych.

Dla purystów ekonomii rynkowej istotne jest zastrzeżenie – to projekt hybrydowy. Większość finansowania pochodzi ze środków prywatnych, ale wsparcie eksportowe z Japonii oraz gwarancje odbioru i udogodnienia kredytowe stanowiące około jednego procenta całkowitego wolumenu zapewniają USA. Nie zmienia to jednak fundamentalnego wniosku: amerykański sektor prywatny stawia na atom z determinacją, która podważa twierdzenia niemieckich ideologów upierających się, że energia jądrowa nie ma przyszłości na świecie.

Niemiecka Energiewende – bilion euro w dym

Zamknięcie cieśniny Ormuz dopełnia dowodów na to, że niemiecka transformacja energetyczna nie tylko zakończyła się niepowodzeniem, ale zniszczyła setki miliardów, jeśli nie biliony euro. Można dojść do wniosku, że gdy dzieło eko-socjalistów zostanie ukończone, z dymem może pójść równowartość ponadrocznej produkcji gospodarczej Niemiec. To substancja ekonomiczna i gwarancja dobrobytu – a społeczne szkody tej polityki znacznie wykraczają poza to, co mogą przekazać same dane o PKB.

Statystyki są niepodważalne. Od 2004 roku produkcja energii elektrycznej w Chinach wzrosła o ponad 330 procent, w USA o około jedenaście procent, natomiast Niemcy straciły trzynaście procent swojej produkcji od szczytowego roku 2021 i są obecnie importerem netto energii. Dobrobyt wywodzi się z produkcji energii – wszelkie narzucone sobie w tym punkcie ograniczenia prowadzą społeczeństwo na drogę ubożenia.

Jak do tego doszło? Schemat przypomina piramidę ustaloną odgórnie. Kwestia zmian klimatycznych napędzanych przez CO2 zdominowała nie tylko politykę. Media sprzyjające państwu i korporacje ściśle powiązane z rządem przyłączyły się do gry, poddały się zasadom Merkelowskiej doktryny „braku alternatyw” i ustawiły na froncie egzekwowania nowych ram moralnych.

Po katastrofie w Fukushimie przypieczętowano odejście Niemiec od energii jądrowej – uznano ją za zbyt niebezpieczną i nieprzyszłościową. Przyszłość miała należeć do form energii, które według zielonego departamentu propagandy nie wystawiały rachunków. Prawie wszyscy politycy przyłączyli się do tego intelektualnego blackoutu, dokonując korekty partyjnego DNA w całym spektrum politycznym.

Ramy narracyjne zostały głęboko osadzone w świadomości publicznej przez wszechobecne wpływy organizacji pozarządowych. Łańcuch winy łączył każde działanie z rzekomo płonącą planetą, pomagając zainstalować mechanizmy dotacji i redystrybucji. Nawet najsłabsza krytyka tonęła w mieszance klimatycznego apokaliptycyzmu, moralnego sosu i infantylizmu w stylu Thunberg.

CYNICZNYM OKIEM: Niemcy zamknęły elektrownie jądrowe, bo bały się atomu. Teraz boją się rachunków za prąd, braku gazu i zamkniętej cieśniny Ormuz. Ewolucja strachu postępuje szybciej niż Energiewende.

Obok niestabilnej zielonej energii ma powstać megastruktura nowych rezerwowych elektrowni gazowych. Władze mówią o nawet pięćdziesięciu takich „zabezpieczeniach”, aby zapobiec dosłownemu stoczeniu się kraju w społeczny chaos podczas okresów braku wiatru i słońca, określanych niemieckim terminem Dunkelflaute. To, że ta grabież trwa nieprzerwanie w produktywnych sektorach niemieckiego społeczeństwa, a nawet przyspiesza, mówi wiele o stanie politycznego organizmu kraju – apatia wyborców łączy się z arogancją i ideologiczną głupotą na najwyższych szczeblach władzy.

Ameryka buduje imperium, Europa budzi się z opóźnieniem

W Stanach Zjednoczonych Donald Trump zapoczątkował zmianę już w 2016 roku – odejście od europejskiego modelu sztucznie ograniczanej produkcji energii w stronę zderegulowanego rynku. Hasło „Drill, Baby, Drill” przynosi korzyści USA jako eksporterowi netto ropy i gazu w obecnym kryzysie. Po drugiej stronie Atlantyku rozumie się, że autonomiczna kontrola nad mocami energetycznymi przekłada się bezpośrednio na dźwignię geopolityczną.

USA dążą do silnego dostępu do rynków energii, aby skuteczniej manewrować przeciwko Chinom, na przykład w obszarze pierwiastków ziem rzadkich. Wyłaniająca się amerykańska struktura potęgi energetycznej – kontrolująca wenezuelską ropę, wkrótce cieśninę Ormuz i zacieśniająca więzi z arabskimi państwami energetycznymi – prawdopodobnie skonsoliduje dominującą pozycję Ameryki w dającej się przewidzieć przyszłości.

Tymczasem Niemcy sprawiają wrażenie stojącego stawu, w którym odurzone żaby przyzwyczaiły się do odoru rozkładu. Świeży strumień przepływający obok nich jest niezauważany lub niemile widziany. Kanclerz Friedrich Merz, pomimo nieudanej transformacji energetycznej, ostentacyjnie odrzuca powrót do energii jądrowej – uosabiając destrukcyjnego ducha ideologicznego zaślepienia, zbyt często zmieszanego z dążeniem do władzy w Berlinie.

Pytanie brzmi: czy socjaldemokraci nadal będą wystarczać do sformowania kolejnej lewicowo-ekologicznej koalicji i kontynuowania globalistycznego projektu Merkel?

Pewne przebudzenie zachodzi jednak na poziomie europejskim. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w końcu zauważyła, z wieloletnim opóźnieniem, że w sektorze jądrowym coś się rusza. Taktycznie postępując zgodnie z brukselskim podręcznikiem, ogłosiła wsparcie dla istniejących i planowanych projektów jądrowych w całej Unii – we Francji, Polsce, Czechach, Rumunii, a nawet we Włoszech, gdzie rozważane są dalsze inwestycje.

Tama polityczna została przerwana i na podstawie inwestycji jądrowych można ocenić wysiłki Europejczyków na rzecz zachowania suwerenności narodowej przeciwko brukselskiej maszynie zielonej transformacji. Postęp technologiczny nie zatrzyma nawet europejskich utopistów.

Aby przeciwdziałać erozji swoich wpływów, von der Leyen zaoferowała „fundusz” w wysokości dwustu milionów euro. To żart na tle setek miliardów spalonych w zielonej gospodarce kolesiów. Stara się publicznie ustawić na czele karawany, która od dawna jest w ruchu – to pokaz siły, a nie realna polityka. Jest to jednak przynajmniej forma pośredniego przyznania, że ideologiczna, irracjonalna polityka zepchnęła stary kontynent głęboko w ślepy zaułek gospodarczy.

CYNICZNYM OKIEM: Von der Leyen odkrywa energię jądrową jak Kolumb Amerykę – z wieloletnim opóźnieniem, za cudze pieniądze i z flagą w ręku, jakby to był jej pomysł. Dwieście milionów euro na atom to jak plaster na amputowaną nogę.

Wejście w nowoczesne formy energii jądrowej, napędzane przez wolny rynek i wsparte reintegracją taniego rosyjskiego gazu w celu kupienia czasu, zburzyłoby mury tej jednokierunkowej ulicy. Jednak kanclerz postwzrostu Friedrich Merz nie wykazuje zainteresowania tą ścieżką – a lekcja historyczna i ekonomiczna najwyraźniej nigdy nie była rozważana na seminariach związkowych czy w zielonych think tankach. Niemcy mają wyjście z energetycznej pułapki tuż przed nosem – problem w tym, że nikt przy władzy nie chce po nie sięgnąć.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *