Państwowy gigant energetyczny Abu Zabi, ADNOC, przejął niemal całkowitą kontrolę nad niemiecką potęgą chemiczną Covestro, kupując ponad 95% akcji za około 15 miliardów euro. To symboliczny moment, który uwypukla utratę przez Niemcy swojej strategicznej pozycji w kluczowych sektorach przemysłu, a wyprzedaż niemieckich firm – przyspieszająca od lat – nabiera tempa.
Upadek giganta i presja gospodarcza
W lipcu kanclerz Friedrich Merz spektakularnie pokazał się na tle 61 prezesów niemieckich korporacji, obwieszczając inwestycje warte 631 miliardów euro. Już wtedy to medialne widowisko było w rzeczywistości próbą odwrócenia uwagi od prawdziwego stanu: niemiecka baza przemysłowa się kurczy, a firmy masowo przenoszą się za granicę. Produkcja jest duszona przez rosnące regulacje klimatyczne, eksplodujące koszty oraz nieprzyjazne otoczenie prawne.
Covestro, producent kluczowych materiałów – tworzyw sztucznych i poliuretanów – jest centralnym elementem niemieckiego przemysłu, współpracującym z motoryzacją, inżynierią czy budownictwem. Mimo tego, niemiecki sektor chemiczny działa dziś na 71% swojej zdolności produkcyjnej, co oznacza spadek o ponad 20% od 2018 roku. Firma notuje ujemne zyski netto, a jej EBIT spadł o ponad połowę z 2023 do 2024 roku do poziomu 87 mln euro. Wysokie koszty energii i regulacje z Brukseli wyniszczają konkurencyjność Covestro.
Szerszy trend: niemieckie korony za granicą
Ten proces to nie przypadek – to część szerszej wyprzedaży niemieckich „koronnych klejnotów” przemysłu. Trend zaczął się już w 2016 roku sprzedażą firmy KUKA chińskiej grupie Midea za 4,6 miliarda euro. Obietnice zachowania miejsc pracy i lokalizacji szybko zmieniały się w decyzje nastawione wyłącznie na zwrot z inwestycji, bez sentymentów i patriotyzmu.
Polityka niemiecka, skupiająca się na subsydiach i zaostrzających regulacjach, nie jest w stanie zatrzymać odpływu kapitału. W 2024 roku z Niemiec wypłynęło netto 64,5 miliarda euro inwestycji, a liczba ta może wzrosnąć w kolejnych latach, gdy koszt certyfikatów CO₂ zostanie podniesiony.
Kluczową rolę odgrywają też Stany Zjednoczone, które pod rządami Donalda Trumpa pokazały determinację w reindustrializacji kraju. Obietnica deregulacji, wykreślenia kosztownych eksperymentów z OZE oraz sprzyjająca polityka przemysłowa przyciągają niemieckie firmy inwestujące miliardy na amerykańskim rynku. Coraz więcej przedsiębiorstw, w tym Aurubis, Stellantis i Bosch, planuje wzmacniać swoje działania w USA.
Nie da się zrzucać winy wyłącznie na amerykańskie kuszenie. Niemiecka i unijna polityka zielonej transformacji, znana jako Zielony Ład, skutecznie dławi produkcję przemysłową. Narracja o religijnej wręcz czci dla Zielonego Boga – redukcji CO₂ – prowadzi do stopniowego upadku niemieckiego przemysłu, co próbuje się maskować politycznymi półśrodkami i też słabymi protestami elit biznesowych.
Autor poleca: Zielony Ład kruszy niemiecki przemysł – dramat energii i kosztów
Gospodarczy kręgosłup Niemiec słabnie
Z każdą kolejną wyprzedażą poluzowuje się kręgosłup niemieckiej gospodarki – Mittelstand, czyli sieć średnich i małych firm tak kluczowa dla kraju, traci miejsce w globalnej grze. Tysiące miejsc pracy zostało zlikwidowanych, a zatrudnienie w sektorze publicznym nie ukryje spadku wartości przemysłu.
Świętowanie kolejnych dotacji na samochody elektryczne jawi się jako deklaracja bankructwa ekosocjalistycznej strategii, która wpędza Niemcy w spiralę gospodarczej degradacji.
CYNICZNYM OKIEM: „Made for Germany” to dziś ironiczny mem – bo niemiecka potęga przemysłowa coraz bardziej przypomina pamiątkę z lat świetności, podczas gdy kapitał i know-how płyną na Wschód i Zachód, pod czerwonym światłem Zielonego Ładu.
Niemcy stoją na rozdrożu: albo radykalna zmiana polityki, albo dalsza utrata kluczowego przemysłu i pozycji w globalnym łańcuchu wartości.
Bez podjęcia realnych kroków kraj grozi ekonomicznym spadkiem, którego nawet najbardziej spektakularne medialne widowiska nie zakryją.


