Miała to być prosta demonstracja – niemiecka streamerka Kunshikitty postanowiła w Sylwestra przejść ulicami Kolonii i udowodnić swoim widzom, że kobiety mogą czuć się tam bezpiecznie. Zamiast tego na żywo zarejestrowała dwa ataki, a transmisja zakończyła się jej płaczem i chaosem w tłumie.
Wideo natychmiast rozprzestrzeniło się w sieci – widać na nim kobietę w jaskrawej różowej stylizacji, wśród tłumu świętujących ludzi. Najpierw obrzucają ją petardami i butelkami, potem grupa mężczyzn zaczyna ją dotykać i popychać. Stream zostaje przerwany, a tysiące widzów oglądają moment, który przypomina o tym, w jakim miejscu Niemcy znaleźli się dekadę po noworocznej nocy 2015 roku.
CYNICZNYM OKIEM: Niemcy bardzo chcieli pokazać, że Kolonia się zmieniła. Udało się – teraz napady transmituje się w jakości HD.
Trauma, która nie mija
Wspomnienia tragicznej nocy sprzed dziesięciu lat nie zniknęły. Wtedy ponad 1200 kobiet zgłosiło napaści, rabunki i gwałty, głównie z rąk mężczyzn pochodzących z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Policyjne raporty potwierdziły, że ataki miały charakter zorganizowany, według schematu „taharrush gamea” – zbiorowego molestowania znanego z krajów arabskich.
Dziesięć lat później sytuacja wygląda podobnie, ale reakcja społeczna jest inna: mniej oburzenia, więcej bezradności. Dane niemieckiego MSW ujawniają, że w latach 2015–2024 Syryjczycy byli sprawcami ponad 135 tysięcy przestępstw, z czego ponad 12 tysięcy to gwałty i brutalne pobicia.
Na fali publicznego gniewu rośnie poparcie dla Alternatywy dla Niemiec (AfD), a jej liderka Alice Weidel zarzuca rządowi „całkowite fiasko polityki migracyjnej i bezpieczeństwa”. Jak pokazują sondaże, ponad połowa Niemek nie czuje się już bezpiecznie w przestrzeni publicznej.
CYNICZNYM OKIEM: Europa przez lata wierzyła, że integracja to kwestia dialogu. W Kolonii znów okazało się, że dialog trwa dopóki jedna strona ma mikrofon, a druga – tłum.
Europa w cieniu własnych granic
Problem nie ogranicza się do Niemiec. Szwecja boryka się z gangami etnicznymi i plagą gwałtów, Francja co roku zmaga się z zamieszkami i atakami nożowników, a Wielka Brytania wciąż nie rozliczyła sprawy grooming gangów w Rochdale i Telford.
Noworoczny incydent Kunshikitty stał się więc symbolem kontynentu, który wstydzi się własnego strachu. Niemieckie media głównego nurtu przez wiele godzin milczały o ataku, by dopiero po presji internautów przyznać, że streamerka naprawdę została napadnięta.
Odpowiedź polityków? Apel o spokój i „nieuogólnianie”. Ale coraz więcej Europejczyków widzi w tych słowach nie opanowanie, lecz kapitulację.
Trudno o większy paradoks: w kraju, który miał stać się wzorem tolerancji i bezpieczeństwa, kobieta nie może już bezpiecznie przejść ulicą, nawet jeśli w ręku trzyma nie broń, a telefon.


