Bundestag w czwartek przyjął budżet na 2025 rok głosami CDU, CSU i SPD, ustanawiając nowy rekord wydatków publicznych – aż 503 miliardy euro, które mają przede wszystkim załatać rosnące luki fiskalne. Ta decyzja, podjęta z historycznym opóźnieniem wskutek rozbitej koalicji, odsłania dramatyczną sytuację finansową Niemiec i całej Unii Europejskiej.
Merz – kanclerz dyscypliny fiskalnej, który prowadzi do ruiny
Kanclerz Friedrich Merz oraz minister finansów Lars Klingbeil z SPD zdają się być gotowi jeszcze bardziej przyspieszyć tempo wydatków. Po około 4-procentowym wzroście budżetu w 2025 roku, planuje się kolejne zwiększenie do ok. 520-530 miliardów euro w roku następnym. Coraz większe transfery do funduszy socjalnych, wynikające z wolniejszego wzrostu gospodarczego, sprawiają, że państwo wpada głębiej w spiralę zadłużenia.

W ciągu ostatnich pięciu lat udział państwa w gospodarce wzrósł z 45% do 50%, co jasno pokazuje totalne przesunięcie sił ze sfery prywatnej do publicznej, prowadzące do nierównowagi ekonomicznej i społecznej.

CYNICZNYM OKIEM: Państwo w Niemczech coraz śmielej wyciąga ręce po więcej, wciskając się łokciami między prywatnych przedsiębiorców, jakby zupełnie nie zauważając, że im mocniej ściska, tym bardziej traci elastyczność i dynamikę. Nie buduje, a kwasi gospodarkę.
Merz, który jeszcze niedawno był symbolem dyscypliny fiskalnej, dziś przejdzie do historii jako lider, który obciął finanse kraju po bandzie. Wśród ukrytych, tzw. funduszy specjalnych, planuje się zadłużenie na 140 miliardów euro, łamiąc jednocześnie kryteria Maastricht i osiągając poziom długu ponad 65% PKB – co stopniowo odbiera Niemcom rangę “kotwicy kredytowej” dla strefy euro.

Do tego dochodzą deficyty krajów związkowych i gmin, które zmagają się z łącznym deficytem 36 miliardów euro przy słabej gospodarce.
Brak reform, chaos i bierne przyglądanie się upadkowi
Kampania kanclerza „dochód obywatelski” (Bürgergeld) została zarzucona przez koalicjantów z SPD, a nie pojawiły się także reformy strukturalne. Dyskusje o imigracji są zasłaniane przez chwilowe załagodzenia i pożyczki.
Rząd zbudował swoją strategię na iluzjach i łgarstwach, które ukrywane są w funduszach specjalnych, finansując kolejne wydatki zwiększające zadłużenie.

CYNICZNYM OKIEM: Cały ten system to domek z kart, którym rządzący machają, jakby chcieli zatrzymać upadek świata na plastikowej niestabilnej podstawie. A ceny, podatki i inflacja to jedyne, co pozostanie do rozdania zwykłym ludziom.
Tymczasem Francja, będąca kolejnym przykładem regionalnego kryzysu, nie jest w lepszej sytuacji z długiem przekraczającym 114% PKB i uczestnictwem państwa w gospodarce na poziomie 57%. Brak żadnych politycznych rozwiązań blokuje skuteczność działań.
Autor poleca: Francja tonie w długach, a EBC przykrywa to ułudą bezpieczeństwa
Cała Unia Europeska cierpi na zbyt rozrośnięte struktury państwowe, które nie tylko hamują rozwój produkcji, ale ją systemowo niszczą politykami dotowanymi przez Komisję Europejską.
Wzrost zadłużenia przekracza wszelkie proporcje realizmu gospodarczego i rynkowego. Moment, w którym państwa nie będą mogły refinansować długów częściowo nawet poprzez banki centralne, może oznaczać upadek – i to niezależnie od obecnej wartości długu.
To chwila prawdy, przed którą politycy zapewne będą chcieli uciec, lecz nie mają już dokąd.
Prosto do kolektywu socjalistycznego
Niemcy zmierzają ku kolejnej formie wielkiego państwa, przekształcając się w kolektyw socjalistyczny, w którym każdy aspekt życia społecznego i gospodarczego przeniknięty jest przez aparat państwowy finansowany kredytami i podatkami.
Brak dyscypliny fiskalnej i realnych reform społecznych staje się symbolem chaotycznego rozkładu polityczno-ekonomicznego niemieckiego państwa.
Nasz zachodni sąsiad znalazł się w punkcie krytycznym, gdzie polityka krótkowzroczności zderza się z bezlitosną gospodarką i potrzebą zmian.
W cieniu tej niepewności stoi pytanie, czy Europa zdoła przetrwać nadchodzący kryzys bez uszczerbku, czy też zatonie pod ciężarem własnych długów, politycznych gier i nierozwiązanych problemów społecznych.
Bo tak długo jak nie wyciągniemy ręki do prawdziwych reform, zamiast jedynie opowiadać o „zielonej transformacji” i kolejnych funduszach, czeka nas tylko ciągła walka o przetrwanie między bankrutującymi finansami, a rozsypującym się społeczeństwem.



