Przez dekady Berlin grał rolę potulnego mocarstwa – gospodarczego giganta, który militarnie chował się za plecami NATO i amerykańskim parasolem nuklearnym. Ten czas się kończy. Niemcy przechodzą najpoważniejszą transformację strategiczną od zakończenia zimnej wojny, a skala zmian powinna spędzać sen z powiek każdemu europejskiemu politykowi – szczególnie w Warszawie i Paryżu.
Nicolas Baverez, wpływowy francuski publicysta piszący dla opiniotwórczego „Le Figaro”, diagnozuje sytuację Niemiec jako kryzys egzystencjalny o czterech wymiarach. Demograficznie – populacja do 2025 roku skurczy się o 100 000 osób. Gospodarczo – po recesjach w 2023 i 2024 roku wzrost w 2025 roku to żałosne 0,2%. Społecznie – koniec epoki pełnego zatrudnienia, bezrobocie na poziomie 6,5%, fala zwolnień pochłaniająca 52 000 miejsc pracy w motoryzacji oraz 150 000 w metalurgii i elektronice. I wreszcie strategicznie – Berlin utknął między Ameryką Trumpa, która z protektora stała się predatorem, rosyjskim zagrożeniem militarnym a chińską nieuczciwą konkurencją.

Zbrojenia jako lekarstwo na wszystko
Odpowiedź kanclerza Friedricha Merza na ten splot kryzysów jest prosta i brutalna – „Niemcy przede wszystkim” oraz militaryzacja kraju. Zdaniem Bavereza, Merz znalazł w zbrojeniach rozwiązanie dosłownie wszystkich problemów jednocześnie. Zniesiono konstytucyjny hamulec długu, utworzono specjalny fundusz inwestycyjny o wartości 500 miliardów euro, a część potencjału przemysłowego – zwłaszcza fabryki samochodowe – przekształca się w zakłady produkujące broń.
Symbolem tej transformacji jest koncern Rheinmetall, producent czołgów Leopard 2, amunicji i systemów obrony powietrznej. Jego portfel zamówień zbliża się do 55 miliardów euro, firma inwestuje 600 milionów euro w zwiększenie mocy produkcyjnych i planuje wytwarzać rocznie 350 000 pocisków artyleryjskich.
Co więcej, Rheinmetall nawiązał współpracę z amerykańskim Anduril – symbolem nowego paradygmatu zbrojeń opartego na sztucznej inteligencji i automatyzacji. Niemcy nie tylko nadrabiają zaległości – próbują przeskoczyć do technologicznej awangardy.
CYNICZNYM OKIEM: Kraj, który dwie dekady temu rozmontowywał własną armię w imię pokoju, teraz przekuwa fabryki volkswagenów w zbrojownie. Widać denazyfikacja miała termin ważności.
Do 2025 roku Niemcy staną się czwartym największym eksporterem broni na świecie, wyprzedzając Chiny. Oprócz Rheinmetall rosną TKMS budujący okręty wojenne, Hensoldt produkujący radary i sensory, oraz Diehl Defence specjalizujący się w systemach obrony powietrznej. Sektor zatrudnia już niemal 400 000 osób, a niemiecki eksport broni osiągnął w 2024 roku rekordowe 13,2 miliarda euro. Każdy zainwestowany miliard euro generuje wzrost produkcji o 1,23 miliarda – to mnożnik, o jakim cywilne gałęzie przemysłu mogą tylko marzyć.
Francja pada, Polska obserwuje, Berlin dominuje
Baverez formułuje tezy dotąd niespotykane we francuskim dziennikarstwie głównego nurtu. Pisze wprost, że Niemcy podporządkowują Unię Europejską własnym celom, wykorzystując dominującą pozycję, jaką uzyskały po brexicie. Celem Merza jest kontrola nad Komisją Europejską i Parlamentem Europejskim, by przekierować niemiecki eksport zarówno na rynek europejski, jak i ku dynamicznym biegunom globalnej gospodarki – Chinom, USA, krajom ASEAN, Australii, Korei, Indiom i Ameryce Łacińskiej.
„To godne ubolewania, że Niemcy ratują własny przemysł i zbrojenia, ignorując, a wręcz przytłaczając swoich partnerów” – konkluduje Baverez.
Jeszcze ostrzej brzmi jego diagnoza dotycząca Francji. Według publicysty Berlin wykorzystuje „ruinę gospodarczą, niewypłacalność finansową i całkowitą kompromitację przywódców” Francji, by podkopywać jej ostatnie atuty w energetyce jądrowej, obronności, lotnictwie i sektorze kosmicznym. Niemcy budują potęgę na ambicji, militaryzacji i słabości „upadającej Francji”.
Baverez idzie dalej – to Niemcy ponoszą główną odpowiedzialność za strategiczne błędy osłabiające Europę od początku XXI wieku. Silne euro, deflacyjna odpowiedź na krach 2008 roku, jednostronne rozbrojenie kontynentu po 1989 roku, demontaż energetyki jądrowej, zniszczenie europejskiego przemysłu motoryzacyjnego po aferze Volkswagena, bezwarunkowe otwarcie granic dla imigrantów – to wszystko, zdaniem francuskiego publicysty, ma berliński adres zwrotny.
CYNICZNYM OKIEM: Niemcy wyzwoliły się z poczucia winy za II wojnę światową szybciej, niż Polska dostała reparacje. Suwerenność bez kompleksów brzmi pięknie – dopóki nie jest twoim sąsiadem.
Powrót niemieckiej potęgi niepokoi również polską stronę. Były premier Mateusz Morawiecki w artykule dla „Wszystko co Najważniejsze” ostrzega: „Jeśli Niemcy rzeczywiście przeznaczą 5% swojego PKB na zbrojenia, będzie to nie tylko największy wysiłek od czasów zimnej wojny, ale i punkt zwrotny dla układu sił w Europie.”
Morawiecki podkreśla, że to nie symboliczne gesty ani zagrywki wizerunkowe, lecz systemowa zmiana wymagająca uważnego monitorowania. Berlin artykułuje chęć przejęcia odpowiedzialności za bezpieczeństwo europejskie, szczególnie w Europie Środkowej – Mitteleuropa. Perspektywa dekady, nie dziesięcioleci.
Historia uczy ostrożności. Potencjał przemysłowy i militarny może być równie łatwo narzędziem obrony, co środkiem nacisku. Niemiecka zbrojeniówka dojrzewa w atmosferze politycznych zawirowań – AfD rośnie w siłę na wschodzie kraju, prowadzi w sondażach w niektórych landach i otwarcie kwestionuje powojenny konsensus wobec Rosji, UE, NATO i Stanów Zjednoczonych. Tymczasem firmy takie jak Anduril czy Palantir – kluczowe dla przyszłości zachodnich zbrojeń – pozostają praktycznie nieobecne na mapie decydentów w Warszawie. To sygnał, który powinien zapalić czerwoną lampkę.


