Chińska gospodarka pokazuje najsłabsze odczyty od kryzysu pandemicznego 2020 roku, a to tylko wierzchołek lodowej góry problemów. Produkcja przemysłowa spadła do 4,9% rok do roku, a sprzedaż detaliczna wykazuje najniższy wzrost od lat, mimo tradycyjnego październikowego sezonu zakupowego. Co gorsza, inwestycje w środki trwałe zanotowały spadek o 1,7%, zaś sektor nieruchomości leci na łeb, na szyję (-14,7% inwestycji), co odbiło się dramatycznie na firmach takich jak Evergrande czy Country Garden, które poniosły miliardowe straty.
CYNICZNYM OKIEM: Chińskie „bazooki” stymulacyjne – cięcia stóp procentowych i subwencje – nie tną recesji, tylko maskują objawy. Ten teatr iluzji nie zatrzyma spadku, bo niska wartość inwestycji zabija wzrost u jego źródeł.
Rynek nieruchomości – trzęsienie, które wstrząsa gospodarką
Załamanie rynku nieruchomości jest katastrofą nie tylko dla właścicieli mieszkań, ale dla całego systemu ekonomicznego. Zniszczony kapitał własny Chińczyków oznacza niechęć do wydatków i inwestycji. Pomimo oficjalnych danych, główny indeks nieruchomości spadł ostatnio o 82% i dalej nie wykazuje sygnałów odbicia.

Warto zauważyć, że dochody z nieruchomości i inwestycji stanowią aż 45% chińskiego PKB, co oznacza, że ich upadek to trzęsienie ziemi dla całej gospodarki. Brzmi to jak ekonomiczna pułapka, z której Chińskie rządzące elity nie potrafią się wyplątać.
Manipulacje i pułapka średniego dochodu – bomba zegarowa
Problemem chińskiej gospodarki jest także manipulacja danymi – spadek tempa wzrostu PKB do około 4,8% w III kwartale 2025 roku prawdopodobnie jest zaniżony i ukrywany za pomocą celowych działań. Według prawa Goodharta dane tracą na wartości, gdy stają się celem politycznym.
Co więcej, Chiny utknęły w pułapce średniego dochodu, z koniecznością budowy własnych technologii i przemysłu wysokiego stopnia zaawansowania, w czym znacząco odstają od krajów azjatyckich takich jak Korea Południowa czy Singapur.
Najpoważniejszą, choć najmniej zauważaną, przeszkodą jest demografia. Chińska populacja wynosząca około 1,4 miliarda ludzi ma spaść o połowę w ciągu najbliższych 50 lat. To największy załamanie demograficzne w historii świata, przekraczające nawet skutki X-wiecznej zarazy.
Jednocześnie zadłużenie Chin do PKB przekracza 300%, co jest katastrofalnym wskaźnikiem dla wzrostu gospodarczego. Nie da się wyjść z pułapki zadłużenia przez kolejne pożyczki; czekają nas jedynie bankructwo, hiperinflacja lub bolesna redukcja wydatków publicznych. Wszystkie te opcje niszczą kapitał lub hamują wzrost.
Chaos polityczny i dystans inwestorów
Do gospodarczej katastrofy dochodzi polityczny chaos. Prezydent Xi Jinping został w praktyce odsunięty na rzecz kierownictwa PLA, co wprowadza ogromną niepewność w chińskim kierownictwie i zapewne zniechęca kapitał zagraniczny.
Chiny znajdują się także w globalnym kontekście ujemnego wzrostu: podobne tendencje dotyczą Japonii, Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej, gdzie rośnie bezrobocie, a handel światowy się kurczy.
Nie daj się zwieść narracjom Wall Street o triumfalnym marszu Chin na szczyt technologii i AI. Chińska gospodarka stoi w miejscu, schwytana w sidła przestarzałych modeli wzrostu, katastrofalnego zadłużenia, katastrofy demograficznej i chaotycznego prowadzenia polityki.
CYNICZNYM OKIEM: Inwestorzy powinni trzymać się z daleka od Chin – nie z powodu ideologii czy wojny handlowej, lecz dlatego, że fundamenty ich gospodarki rozpadają się na oczach świata, a „smok” chiński zmienia się w ekonomicznego feniksa, który jednak nie chce i nie potrafi się odrodzić.
Chiny nie są już rywalem, który może pociągnąć świat do przodu. Są tocząca się potęga wbrew własnym ambicjom, która może stać się jednym z głównych motorów globalnego kryzysu gospodarczego i monetarnego najbliższych lat.


