Nie stać ich na życie, więc chcą „spalić system”. Młodzi wybierają radykałów

Drożyzna wpycha młodych w ramiona skrajnej prawicy i lewicy

Adrian Kosta
6 min czytania

W Ameryce dorosłość przestaje być nagrodą – staje się karą. Ponad półtora miliona młodych dorosłych więcej niż dekadę temu mieszka znów z rodzicami. Nie dlatego, że chcą, ale dlatego, że nie stać ich na życie na własny rachunek.

W ciągu kilku lat czynsze w Chicago wzrosły o 40 proc., podobnie koszty posiadania samochodu, a składki ubezpieczeniowe i medyczne szybują bez końca. Dług studencki od 2000 roku powiększył się czterokrotnie, a płace na starcie kariery nie nadążają za inflacją.

To nie „kaprys pokolenia Z”, ale realny kryzys dostępności czegokolwiek. Młodzi Amerykanie przeczuwają, że „amerykański sen” – własny dom, praca i stabilność – został przesunięty poza zasięg ich życia.

Ekonomia sfrustrowanych. Drożyzna z biurokratycznym podpisem

Gdy polityczne elity opowiadają, że „zoomersi mają lepiej”, liczby ich brutalnie korygują. Niskie bezrobocie nie ma znaczenia, gdy większość ofert to tymczasowe, niskopłatne etaty albo stanowiska, które lada chwila przejmie sztuczna inteligencja.

Młode pokolenie reaguje złością – i ucieka na skrajności sceny politycznej. Od demokratycznych socjalistów, którzy obiecują miliarderskie podatki i socjalne mieszkania, po radykalnych nacjonalistów, którzy winą za drożyznę obarczają imigrantów. Oba obozy karmią ten sam lęk: że system już nie działa, a rząd gra przeciwko młodym.

CYNICZNYM OKIEM: Jeśli 25‑latek słyszy, że jest „w najlepszym momencie życia”, a właśnie liczy centy na koncie – znajdzie sobie polityka, który mówi „prawdę”, nawet jeśli jest demagogiem.

Paradoks polega na tym, że to właśnie państwo, które ma pomagać, regularnie podcina skrzydła młodym. Od lat gospodarka amerykańska nasiąka populizmem – pożyczanym raz z lewej, raz z prawej strony.

Z jednej strony – ograniczenia, pozwolenia, wysokie podatki i przepisy o kontrolowanych czynszach, które tłumią budownictwo. Z drugiej – taryfy celne i ulgi dla emerytów, które sztucznie zawyżają ceny domów. Każdy polityk chce uchodzić za obrońcę „zwykłych ludzi”, ale jego decyzje kończą się rachunkiem właśnie dla nich.

Przykładów nie brakuje: kalifornijska „Propozycja 13” zamroziła podatki od nieruchomości – i sprawiła, że ceny domów eksplodowały, bo właściciele nie sprzedają. Floryda, chcąc pomóc seniorom, planuje całkowite zniesienie podatku majątkowego dla emerytów – kolejny gwóźdź do trumny młodych kupujących.

W Nowym Jorku socjalista Zohran Mamdani obiecał masową budowę mieszkań finansowanych z podatków i rozszerzenie kontroli czynszów. Brzmi dobrze – dopóki nie policzy się kosztów. W Chicago podobne „tanio” budowane jednostki kosztowały podatników po 700 tysięcy dolarów za mieszkanie.

Miasta, które wybrały inny kierunek, pokazują, że działa tylko liberalizacja. Austin i Minneapolis – z luźniejszymi przepisami budowlanymi – zaczęły przyciągać młodych, bo tam podaż mieszkań rośnie, a czynsze spadają. Nie przypadkiem Minneapolis odrzuciło kandydata-socjalistę – populizm traci sens, gdy mieszkanie naprawdę tanieje.

Rynek pracy? Tylko dla zdeterminowanych

Na rynku pracy młodzi dostali cios z innej strony. Postulat 15‑dolarowego minimum był moralnie słuszny, ale ekonomicznie zabójczy. W Chicago burmistrz Brandon Johnson zlikwidował niższe stawki dla pracowników z napiwkami. Skutek: fala bankructw i masowe zamykanie restauracji, które nie mogły sprostać kosztom.

Kiedy zniknęły zachęty do zatrudniania młodych, ich bezrobocie znów ruszyło w górę. W odpowiedzi politycy zaproponowali rozwiązanie typowo biurokratyczne – miejskie programy pracy finansowane z podatków. W efekcie prywatne etaty znikają, a w ich miejsce pojawiają się sztuczne „miejsca pracy” z magistratu.

Po drugiej stronie barykady, młodzi konserwatyści karmieni są narracją, że winni są imigranci. Postaci takie jak Nalin Haley czy Jarrod Wright, idole skrajnej prawicy z YouTube’a i podcastów, przekonują, że cudzoziemcy na wizach H‑1B zabierają miejsca pracy.

To populizm w czystej postaci. Zamykanie rynku nie tworzy nowych stanowisk – a pogłębia braki kadrowe i podnosi ceny usług. Tymczasem taryfy Donalda Trumpa podniosły ceny samochodów i materiałów budowlanych – a więc i barierę wejścia w „amerykański sen”.

Rezultat? Bardziej zamknięta gospodarka, droższe życie i więcej frustracji.

Jak przywrócić marzenia?

Rzeczywista droga do odbudowy pokolenia Z nie wiedzie ani przez socjalny raj, ani przez autarkiczną twierdzę. Trzeba otworzyć rynek, nie ideologie.

  • Ograniczyć biurokratyczne bariery w budowie mieszkań – uprościć pozwolenia, znieść niepotrzebne regulacje estetyczne i podatkowe.
  • Zreformować licencje zawodowe i wymogi dyplomowe, które blokują młodym dostęp do lepiej płatnych zawodów.
  • Zamiast redystrybucji – podatkowe ulgi dla pracy i innowacji.

Bo młodzi nie potrzebują zasiłków ani przywilejów. Potrzebują szansy – i wiary, że ich wysiłek coś znaczy.

Pokolenie wchodzące dziś w dorosłość patrzy na Amerykę nie jak na kraj szans, lecz jak na system zamkniętych drzwi. Jeśli kolejne rządy tego nie zmienią, polityczne skrajności staną się normą.

Amerykański sen nie umarł – po prostu został wyceniony zbyt wysoko. Tylko rozsądne reformy, które przywrócą prawdziwą mobilność i otworzą rynek dla młodych, mogą sprawić, że znowu stanie się czymś więcej niż nostalgią z podręcznika historii.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *