Materiał źródłowy stawia mocną tezę polityczną, według której dzisiejsza Europa pokazuje, dokąd polityka Demokratów doprowadzi Amerykę. Autor zarysowuje w nim długą linię historyczną zagrożeń dla kontynentu. Tuż przed II wojną światową największym z nich miał być radziecki socjalizm, podczas samej wojny jawny socjalizm w formie faszyzmu w Niemczech i we Włoszech, a po niej, w czasach zimnej wojny, ponownie socjalizm radziecki.

Sedno argumentacji dotyczy powojennego modelu europejskiego. Zdaniem autora Europejczycy przyjęli wówczas socjalizm i zachwalali jego sukcesy, nie zdając sobie sprawy, że działał on tylko dlatego, iż USA opłacały koszty ich obrony. Według tej narracji dopiero upadek Związku Radzieckiego i spadek amerykańskich wydatków obronnych obnażyły prawdziwą cenę tego systemu.

Jakie koszty socjalizmu wylicza autor?
Lista zarzutów wobec europejskiego modelu jest w tekście długa i jednoznaczna. Autor twierdzi, że gospodarki stały się ociężałe, wskaźniki urodzeń się załamały, co wymusiło import siły roboczej z trzeciego świata, zazwyczaj muzułmańskiej. Do tego dochodzić ma implozja usług socjalnych obciążanych przez przybyszów, którzy, jak pisze, nigdy nic do nich nie wnieśli.
W tym ujęciu skutki sięgają znacznie dalej niż finanse. Autor wskazuje na pobłażliwą politykę wobec przestępczości oraz na przyjęcie idei zerowej emisji dwutlenku węgla netto, nazwanej „szaloną” i „autodestrukcyjną”. Jego zdaniem przez tę politykę Europa wycofuje się ze współczesnego świata w zimne, ciemne, przednowoczesne czasy, a wszystko to ma być właśnie tym, czego marksistowscy Demokraci chcą dla Ameryki.

Tekst zarzuca amerykańskiej lewicy długotrwałą fascynację kontynentem. Autor pisze, że Demokraci zawsze czcili Europę, a przez dziesięciolecia stroili sobie żarty z „prowincji”, nazywając zacofanymi wieśniakami mieszkańców tej części kraju, która nie przyjęła europejskiego wyrafinowania. Przywołuje przy tym słynne sformułowania czołowych polityków o wyborcach.
CYNICZNYM OKIEM: Najpierw nazywa się rodaków koszykiem żałosnych istot, a potem dziwi, że odpłacili tą samą monetą. Pogarda to jedyny towar eksportowy, który zawsze wraca z procentem.
W kwestii ochrony zdrowia autor wskazuje na brytyjski Narodowy System Zdrowia jako przestrogę. Przekonuje, że uspołeczniona medycyna nie jest tym, czym wydaje się Demokratom, bo pacjenci umierają, a czas oczekiwania nie ma końca. Jako dalszy etap tej drogi podaje Kanadę, gdzie, jak twierdzi, wobec braku innowacji i zachęt finansowych eutanazja staje się opcją preferowaną.

Co liczby mówią o europejskiej migracji?
Najwięcej miejsca tekst poświęca polityce otwartych granic, którą autor uznaje za szczególnie podziwianą przez Demokratów. Według niego od 2015 roku Europa, w tym Wielka Brytania, otworzyła na oścież swoje granice dla muzułmanów z całego świata. Imigranci ci mają być przy tym kosztowni, obciążając Niemców kwotą około 40 do 50 miliardów euro rocznie, choć niemiecka gospodarka jest o jakieś 80 do 85 procent mniejsza od amerykańskiej.
Autor przytacza dane mające dowodzić skali zjawiska. Powołuje się na badanie, według którego 56 procent Flamandów boi się, że są powoli zastępowani przez obcokrajowców, oraz na liczbę, zgodnie z którą prawie 73 procent osób poniżej 18 roku życia w Belgii ma pochodzenie imigranckie. Na tej podstawie prognozuje, że w ciągu jednego pokolenia Belgia stanie się krajem muzułmańskim.
Brytyjskie statystyki migracyjne autor traktuje jako przykład mylącej narracji rządu. Przyznaje, że gabinet premiera Starmera ogłosił spadek migracji netto o 171 000, lecz zaraz dodaje, czego ta przechwałka nie mówi. Całkowita liczba imigrujących do Wielkiej Brytanii wyniosła 813 000, czyli mniej więcej dwie trzecie populacji Birmingham.
Rozbicie tych danych ma pokazywać rzeczywistą wymianę ludności. Niski wynik netto jest równoważony emigracją, bo kraj opuściło prawie ćwierć miliona obywateli brytyjskich, a dokładnie 246 000 osób. Oznacza to spadek netto o 136 000 samych Brytyjczyków, zastępowanych głównie przybyszami spoza Unii – przybyło 138 000 obywateli Indii, 56 000 Pakistanu, 54 000 Chin i 47 000 Nigerii.
CYNICZNYM OKIEM: Rząd chwali się spadkiem salda, jakby ćwierć miliona uciekających rodaków było triumfem księgowości. Statystyka netto to sztuka pokazywania pustego domu jako pełnej szklanki.
Ostatni wątek dotyczy jakości usług medycznych przy imigracji z krajów muzułmańskich. Autor twierdzi, że lekarze kształceni w tamtejszych systemach mają problemy z adaptacją, na czym cierpią pacjenci. Wymienia przy tym konkretne zastrzeżenia dotyczące higieny oraz leczenia kobiet przez mężczyzn i odwrotnie, zaznaczając, że przywoływany raport jest stary.
Całość zmierza do jasno postawionego wyboru politycznego skierowanego wprost do amerykańskiego czytelnika. Autor pyta odbiorców, czy chcą, aby Ameryka poszła tą samą drogą co opisywana przez niego Europa. Jeśli tak, radzi głosować na Demokratów, a jeśli nie, mimo ewentualnej urazy do Donalda Trumpa, zachęca do oddania głosu na ruch MAGA.



