W sercu wojny toczącej się na wschodzie Europy, Ukraina dokonała decyzji, która wstrząsnęła opinią publiczną na całym świecie. Prezydent Wołodymyr Zełenski awansował pułkownika Andrija Bileckiego – założyciela i dawnego przywódcę kontrowersyjnego pułku Azow – na stopień generała brygady. Ten fakt odbił się szerokim echem, bowiem Bilecki jest postacią jasno kojarzoną z ideologią neonazistowską oraz ekstremizmem.

Kim jest Andrij Bilecki? Puszczająca w Europie czerwona linia
Bilecki to człowiek, który w 2014 roku założył pułk Azow, jednostkę militarną, której nazizm i ideologia białej supremacji nie są tajemnicą. W swoich wcześniejszych przemówieniach nie krył swoich rasistowskich przekonań, wielokrotnie podkreślając dążenie do przywództwa „białej rasy europejskiej” i nawoływanie do „ostatniej krucjaty” przeciwko „semickim podludziom”. Słowa te, żywcem wyjęte z najciemniejszych kart historii XX wieku, zostały wypowiedziane publicznie w 2007 roku.
Bilecki dowodzi obecnie 3. Korpusem Armijnym w ramach Operacyjnego Dowództwa „Wschód” Sił Zbrojnych Ukrainy i ma pod sobą Trzecią Brygadę Szturmową – formację bezpośrednio kontynuującą tradycję pułku Azow. Oficjalne profile jednostek podkreślają swe ukraińskie, nacjonalistyczne i „tradycjonalistyczne” dziedzictwo, włączając elementy ideologiczne zbliżone do dawnych ruchów faszystowskich.
Decyzja o awansie Bileckiego to dla wielu sygnał alarmowy. Nie jest to bowiem pionier z zatłuszczoną historią, ale figurant i aktywny promotor radykalnej ideologii, który łączy zdobytą władzę wojskową z powiązaniami politycznymi – Bilecki jest posłem oraz kluczowym działaczem partii Narodowy Korpus, znanej z wielokrotnych manifestacji z neonazistowskimi symbolami.
CYNICZNYM OKIEM: W idealnym świecie, gdzie reset polityczny po 2014 roku miał przynieść demokrację i europejskie wartości, takie osoby nie powinny dostawać najwyższych stopni zaufania. Tymczasem Ukraina, często przedstawiana jako wzór walki o wolność i demokrację, czyni ruchy, które w najlepszym razie można nazwać ryzykownymi, a w najgorszym – bezpośrednio zagrażającymi ideałom cywilizowanego świata.
Kiedy historia się powtarza
Jakby tego było mało prezydentowi Zełenskiemu towarzyszy także decyzja o nadaniu pośmiertnego tytułu Bohatera Ukrainy Andrijowi Parubijowi, marszałkowi ukraińskiego parlamentu i współtwórcy partii o jasnych neonazistowskich konotacjach. Parubij, który poniósł śmierć w sierpniu 2025 roku, był znany z używania symboliki nazistowskiej Wolfsangel przez swą partię.
Obalenie premiera Wiktora Janukowycza w 2014 roku zapoczątkowało wysoki wzrost wpływów skrajnej prawicy, przy jednoczesnym finansowym i politycznym wsparciu Zachodu, zwłaszcza USA.
Pułk Azow służy nie tylko jako formacja bojowa, ale jako nośnik ideologii, obecny w mediach, a czasem celebrowany jako bohater walki z rosyjskim agresorem. Tymczasem dawni naziści nikną w cieniu oficjalnej narracji i politycznych celów.
Propaganda i pozycja międzynarodowa
Raporty mediów, takich jak BuzzFeed i The Guardian, potwierdzają powiązania pułku Azow z neonazizmem i nacjonalizmem. Jednak w oficjalnym języku polityki narracja skupia się na suwerenności i wsparciu Ukrainy.
CYNICZNYM OKIEM: To klasyczny przykład, jak w grze geopolitycznej i wojnie medialnej na powierzchni ustawiane są kurtyny, które zasłaniają błędy, kontrowersje i bolesne prawdy – wszystko w imię większego celu i strategicznego sojuszu.
Czy Ukraina może prosperować jako państwo, które publicznie legitymizuje osoby z tak szokującą przeszłością? Co oznacza fakt, że osoby deklarujące otwartą nienawiść do innych grup etnicznych i religijnych awansują na najwyższe stanowiska wojskowe?
Kwestia ta zyskuje na znaczeniu w obliczu eskalującego konfliktu z Rosją i globalnego zainteresowania Ukrainą jako kluczowym graczem geopolitycznym.
W historii światła i cienia, podczas gdy narody walczą o wolność i sprawiedliwość, wir prymitywnych idei wciąż posiada moc pochłaniania ludzi. Awans Andrija Bileckiego to moment refleksji nad tym, jak głębokie są korzenie dawnej, ciemnej Europy, i jak rzucają cień na aktualne dzieje.
Wojna nie zna łagodności, a jej ofiary są często tylko pionkami na szachownicy większych gier – gra, której scenariusz co rusz zdaje się powtarzać z upiorną dokładnością.
– Czy świat naprawdę gotów jest zaakceptować takie postaci jako bohaterów? – to pytanie pozostaje otwarte.



