NATO znalazło nowy sposób na definicję pokoju – kupowanie amerykańskiej broni na miliardowym koncie życzeń. Sojusznicy ogłosili 12 lutego, że przekażą ponad miliard dolarów na dostawy systemów obrony powietrznej dla Ukrainy, licząc, że 2026 rok „będzie rokiem, w którym wojna się zakończy”. Słowa te, wypowiedziane przez brytyjskiego ministra obrony Johna Healeya, brzmiały jak echo konferencji sprzed lat, tylko kwoty wzrosły, a front się nie przesunął.
Po czterech latach wojny, zamiast pokojowego stołu mamy więc kolejny bilion weksli w dolarach amerykańskich i europejskim entuzjazmie. Bo przecież nic tak nie przybliża końca wojny jak bardziej zaawansowana broń i dobre intencje wygłaszane w Brukseli.
Parasole z dronów i rakiety w leasingu
Brytyjczycy rzucili 680 milionów dolarów na nowe systemy obrony powietrznej i rakiety. Norwegia, Holandia i Niemcy dołożyły wspólnie pół miliarda na zakup amerykańskiego sprzętu wojskowego. Niemiecki minister Johann Wadephul chwalił się też udziałem w projekcie „antydronowej kopuły” – wynalazku ukraińskiego przedsiębiorcy Pawła Jeliziarowa, który chce pokryć niebo nad miastami siecią tanich, 3D-drukowanych dronów przechwytujących.
Pomysł brzmi futurystycznie, jak z odcinka Black Mirror, ale w rzeczywistości to desperacka próba, by utrzymać nad Kijowem ciemność bez ognia – tak, by z nieba leciały już tylko zakłócenia, a nie drony.
CYNICZNYM OKIEM: W wojnie przyszłości każdy robi to, co potrafi – jedni produkują drony, inni podpisują czeki z zerami w nieskończoność. Wszyscy wierzą, że to waluta pokoju.
Niemcy, jak przystało na nowego militarnego realistę, dorzucają pięć rakiet przechwytujących pod warunkiem, że inni wyślą trzydzieści. Symboliczny gest, który bardziej przypomina negocjacje w klubie golfowym niż obronę kraju w stanie wojny. Ale w narracji NATO wszystko ma wymiar moralny – nawet kalkulacja magazynowa brzmi tu jak obietnica ratowania życia.
Wojna sponsorowana przez nadzieję
Szwecja i Dania dodały do arsenału systemy Tridon Mk2 – ruchome wyrzutnie zaprojektowane do eliminowania dronów i pocisków manewrujących.
Tymczasem sekretarz generalny NATO Mark Rutte apelował o większe wsparcie: „Ukraina potrzebuje naszej pomocy teraz bardziej niż kiedykolwiek”. Brzmi to jak obietnica trzeźwego stratega, choć w praktyce przypomina próbę gaszenia pożaru benzyną.
CYNICZNYM OKIEM: Każdy sojusznik NATO ma swoją definicję pokoju – Ameryka sprzedaje, Europa płaci, Ukraina walczy, a Rosja milczy tylko wtedy, gdy przeładowuje.
Jeśli rzeczywiście 2026 ma być rokiem zakończenia wojny, to jej koszt zapisze się nie tylko w dolarach i dronach. Historia już wie, że „wsparcie” to słowo, które z czasem staje się nową formą uczestnictwa. A zbrojenie w imię pokoju – najbardziej wyrafinowanym oksymoronem XXI wieku.



