Podczas panelu w Davos, w towarzystwie sekretarza generalnego NATO Marka Rutte i prezydenta Polski Karola Nawrockiego, prezydent Finlandii Alexander Stubb wygłosił tezę, która natychmiast wywołała kontrowersje: „Europa może jednoznacznie obronić się sama – bez wsparcia Stanów Zjednoczonych.”
Deklaracja zabrzmiała jak polityczna prowokacja w momencie, gdy administracja Donalda Trumpa coraz głośniej kwestionuje sens dalszego finansowania NATO. Jak przyznał Stubb, „nowy porządek światowy” rodzi się pod auspicjami ONZ, ale eksperci ostrzegają, że to raczej pieśń idealizmu niż analiza potencjału kontynentu.
CYNICZNYM OKIEM: Fińczycy wierzą w samowystarczalność, bo mają system przymusowej służby wojskowej. Reszta Europy ma przymus kliknięcia „zaakceptuj regulamin”.
Europa bez parasola. Bruksela w cieniu Waszyngtonu
Stubb oparł swój optymizm przede wszystkim na fińskim modelu: obowiązkowej służbie wojskowej obejmującej niemal milion obywateli. Problem w tym, że reszta Europy nie podziela tej gotowości. Nawet tam, gdzie dyskusje o przywróceniu poboru się pojawiły – we Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii – społeczeństwa reagują chłodem, a młode pokolenie wybiera klawiaturę zamiast karabinu.
Z drugiej strony, realna siła militarna Europy opiera się na amerykańskiej technologii i logistyce. Większość krajów NATO korzysta z systemów uzbrojenia zaprojektowanych w USA – od samolotów F‑16 po rakiety Patriot, nie wspominając o amerykańskim wywiadzie satelitarnym, który od początku wojny w Ukrainie stanowił trzon obrony Kijowa.
Fakty są nieubłagane. Europa nie ma przemysłowej zdolności do długotrwałej wojny – ani zapasów amunicji, ani infrastruktury energetycznej, której sama pozbywa się w imię polityki klimatycznej. Rebelianckie pomysły o „unikaniu uzależnienia” od USA wydają się więc bardziej propagandowym placebo niż strategią.
Część analityków dopatruje się w nich desperacji – potrzeby podtrzymania wiary w sprawczość kontynentu, który zbyt długo polegał na amerykańskim parasolu militarnego komfortu. I choć Unia Europejska coraz częściej powtarza hasła o „strategicznej autonomii”, większość jej członków nadal oczekuje, że Stany Zjednoczone zapłacą rachunek.
CYNICZNYM OKIEM: Europa chce być niezależna, ale w abonamencie NATO i z gwarancją zwrotu środków w przypadku konfliktu.
Trump, mimo ograniczeń konstytucyjnych, nadal gra NATO na nerwach – wystarczy wspomnieć jego zapowiedzi dotyczące Grenlandii, które mogą doprowadzić do samorozpadu sojuszu bez jednego głosu Senatu. W Davos to napięcie było wyczuwalne: jedni mówią o samodzielności, drudzy szykują się na samotność.
Czy Europa rzeczywiście potrafiłaby się obronić bez USA? Odpowiedź brzmi: w teorii tak, w praktyce nie – chyba że wojna potrwa trzy dni i odbędzie się w godzinach pracy urzędów.
CYNICZNYM OKIEM: Jeśli Europa naprawdę wierzy, że poradzi sobie bez Ameryki, to może zacząć od prostszego zadania – odblokowania własnych granic bez konta w Pentagonie.


