Tragiczny pożar w kompleksie mieszkaniowym Wang Fuk Court w północnej dzielnicy Tai Po w Hongkongu pochłonął życie co najmniej 44 osób, a około 279 nadal jest uznawanych za zaginione. To najśmiertelniejszy pożar budynku w Hongkongu od ponad 50 lat. Kompleks składa się z ośmiu 32-piętrowych bloków, z prawie 2000 mieszkań, zamieszkiwanych przez około 4800 osób.
Pożar wybuchł w środę po południu i rozprzestrzenił się błyskawicznie po bambusowych rusztowaniach, które owijały budynki w trakcie poważnej renowacji. Bambus jest nadal powszechnie stosowany jako materiał konstrukcyjny do rusztowań w Hongkongu, mimo że władze od dawna naciskają na przejście na bezpieczniejsze metalowe konstrukcje. Nieodpowiednie i łatwopalne materiały remontowe tylko przyspieszyły rozprzestrzenianie się ognia.

Strażacy walczyli ze śmiertelnym żywiołem przez 18 godzin, mając do dyspozycji ponad 200 pojazdów gaśniczych i 100 karetek. Walka była utrudniona przez wysoką temperaturę, spadające elementy konstrukcji i gwałtowne wiatry, które podsycały płomienie.
CYNICZNYM OKIEM: Gdy ogień szaleje na bambusowych rusztowaniach, w centrum metropolii tysiące ludzi staje oko w oko z tragedią, a kilkudziesięcioletnia tradycja budowlana staje się pułapką śmierci.
Rażące zaniedbania i aresztowania
Śledczy znaleźli w budynkach wysoko łatwopalny styropian przymocowany do okien na każdym piętrze, co znacznie pogłębiło tragedię. Trzech mężczyzn związanych z firmą budowlaną, która prowadziła remonty, zostało aresztowanych i oficjalnie podejrzanych o nieumyślne spowodowanie śmierci. Wśród nich są dwaj dyrektorzy i konsultant inżynieryjny.
Rząd Hongkongu i prezydent Xi Jinping wyrazili kondolencje i wezwali do pełnej mobilizacji w walce z pożarem oraz do ograniczenia ofiar i strat.
Ta katastrofa jest także dotkliwym ciosem dla władz, które mogą zostać zmuszone do szybszego eliminowania bambusowych rusztowań i zaostrzenia kontroli nad materiałami budowlanymi.
Reakcje i sytuacja na miejscu
Pożar sparaliżował ruch w dzielnicy Tai Po – zamknięto fragmenty głównych dróg, a mieszkańcy ewakuowani do tymczasowych schronisk. Doświadczający tragedii mieszkańcy opisywali, jak widzieli płomienie pochłaniające ich domy, a dziesiątki osób wciąż były uwięzione w budynkach.
Mimo opanowania pożaru, dym i niewielkie ogniki wciąż utrudniały akcję ratunkową o świcie, a służby kontynuują poszukiwania i ratowanie ocalałych.
Pożar w Tai Po to dramatyczny apel o bezpieczeństwo przeciwpożarowe w gęsto zaludnionych miastach, gdzie tradycyjne metody budowlane i niedbalstwo mogą kosztować życie setek osób.


