Bondi Beach – symbol australijskiego słońca i beztroski – stało się wczoraj sceną tragedii, która wstrząsnęła całym światem. Dwóch napastników otworzyło ogień do tłumu uczestniczącego w uroczystościach żydowskich z okazji pierwszego dnia Chanuki. Zginęło co najmniej 12 osób, a 29 zostało rannych, w tym kilku policjantów. Premier Anthony Albanese nazwał tragedię „aktem złowrogiego antysemityzmu i terroryzmu, który uderzył w serce naszego narodu”.
CYNICZNYM OKIEM: W świecie, który coraz bardziej boi się słów, zawsze znajdzie się ktoś, kto zamiast mówić – zaczyna strzelać.
Strzały nad oceanem
Była godzina 6:47 wieczorem, gdy na Bondi Beach rozpoczęła się ceremonia zapalenia świec. Wśród ponad tysiąca uczestników byli rodzice z dziećmi, turyści, australijscy Żydzi i przedstawiciele lokalnych władz. Wtedy rozległy się serie z automatycznej broni.
Świadkowie mówili o „ludziach biegnących w panice, jak ryby w beczce”. Napastnicy stali na mostku prowadzącym do deptaka. W ciągu kilku minut padły dziesiątki strzałów. Na nagraniach australijskiej telewizji ABC widać ludzi kryjących się za ławkami, policjantów i ratowników niosących rannych na noszach.
Bohater wśród chaosu
Gdy jeden z napastników przeładowywał broń, nieuzbrojony przechodzień obezwładnił go gołymi rękami. Według świadków, to właśnie ten człowiek – którego nazwisko nie zostało ujawnione – uratował dziesiątki istnień. Drugi z terrorystów został ciężko ranny podczas interwencji policji.
Policja potwierdziła, że prowadzi śledztwo w sprawie potencjalnych ładunków wybuchowych (IED), które mogły znajdować się w pobliżu miejsca zdarzenia. Władze oznajmiły, że na razie nie ma dowodów na trzecią osobę, ale „śledztwo jest szeroko zakrojone i wciąż otwarte”.
Terroryzm z importu
Sky News i ABC Australia zidentyfikowały jednego z napastników. 24-letni Naveed Akram, znany służbom jako radykalny islamista, był jednym z dwóch mężczyzn, którzy otworzyli ogień. W sieci natychmiast pojawiły się informacje o jego związkach z ugrupowaniami ekstremistycznymi w Azji Południowej.
Wielu komentatorów określiło tragedię jako „rezultat porażki polityki migracyjnej” – echo ataków znanych z Europy: zamachów na jarmarki bożonarodzeniowe, ataków nożowników i strzelanin inspirowanych przez ideologię radykalnego islamu.
Analityk z Zatoki Perskiej Amjad Taha przypomniał, że już rok wcześniej ostrzegał przed rosnącymi nastrojami antyżydowskimi w Australii:
„Powiedziałem wprost: kiedy państwo pozwala, by antysemityzm kwitł, w końcu otwiera drzwi terrorowi. Nie da się oddzielić nienawiści od przemocy – jedno prowadzi do drugiego.”
Echo globalnej fali nienawiści. Demony, które wracają
W ostatnich miesiącach fala antysemickich incydentów przetacza się przez Zachód – od kampusów amerykańskich po ulice Londynu, Berlin i Paryż. W Australii szczególnie w zachodnim Sydney odnotowano wzrost aktywności grup radykalnych związanych z Bractwem Muzułmańskim, które otwarcie celebrują wydarzenia z 7 października i usprawiedliwiają terroryzm Hamasu.
Prezydent Izraela Izaak Herzog nazwał wydarzenia w Sydney „haniebnym aktem zła wobec ludzi, którzy przyszli uczcić światło” – nawiązując do symboliki Chanuki. Światowe organizacje żydowskie wezwały rządy zachodnie do „zerowej tolerancji dla przyzwolenia na antysemityzm pod maską wolności słowa”.
CYNICZNYM OKIEM: Zachód długo wierzył, że tolerancja to lekarstwo na ekstremizm. Dziś niektórzy zaczynają się zastanawiać, czy przypadkiem nie była jego papierową receptą.
Tragedia z Bondi Beach to najtragiczniejsza strzelanina w Australii od 1996 roku. W kraju, gdzie restrykcyjne przepisy dotyczące broni miały zapobiec takim wydarzeniom, ironia losu jest bolesna. Ochrona przed bronią nie ochroniła przed ideologią.
Premier Albanese zapewnił, że jego kraj „stanie w solidarności z narodem żydowskim”, ale wielu obserwatorów podkreśla, że słowa to za mało. W Australii toczy się już dyskusja o przyczynach: czy zawiodła polityka migracyjna, edukacja, czy naiwna wiara, że ekstremizm rozproszy się sam z siebie.
W obliczu tragedii społeczność żydowska w Sydney zapaliła świece Chanukowe pośrodku plaży jeszcze raz – w ciszy. Światło, które miało symbolizować cud przetrwania, rozbłysło w cieniu nienawiści.


