Wielka Brytania stawia na energetykę jądrową jako sposób na ograniczenie zależności od paliw kopalnych, lecz jej ambitne plany od lat zderzają się z rosnącymi kosztami. Filarami tej strategii mają być dwie wielkoskalowe elektrownie – Sizewell C i Hinkley Point C – uzupełnione przez rozwijające się technologie małych reaktorów modułowych. Kraj koncentruje się na dywersyfikacji miksu energetycznego, by zwiększyć bezpieczeństwo dostaw oraz wesprzeć cele dekarbonizacyjne.
Problem w tym, że nuklearne ambicje nie potoczyły się zgodnie z planem. Oba projekty wywołały obawy z powodu opóźnień i rosnących kosztów, przy czym szacunki dla Hinkley Point C wzrosły niemal dwukrotnie wobec pierwotnych prognoz. Docelowo Londyn chce czterokrotnie zwiększyć moce jądrowe do poziomu 24 GW do 2050 roku.

CYNICZNYM OKIEM: Każda elektrownia ma uniezależnić kraj od kosztownych paliw, a sama puchnie w cenie szybciej niż rachunki, które miała obniżyć. Czysta energia, brudna arytmetyka.
Sizewell C i widmo przekroczonego budżetu
Projekt Sizewell C w hrabstwie Suffolk otrzymał pozwolenie na budowę w 2022 roku, zielone światło w 2025 roku, a działać ma około końca lat trzydziestych. Inwestycję finansują rząd, EDF Energy, Centrica, La Caisse oraz Amber Infrastructure Limited. W szczytowym okresie budowy ma powstać 17 000 miejsc pracy, w tym 7 900 w samym Suffolk.
Po uruchomieniu elektrownia ma produkować do 3,2 GW czystej energii. Wystarczy to do zasilenia nawet sześciu milionów domów. Rząd przewiduje, że realizacja pochłonie około 38 miliardów funtów.
Władze przekonują, że inwestycja przyniesie korzyści finansowe. Mogłaby ona dać około 2 miliardy funtów oszczędności rocznie w systemie elektroenergetycznym w porównaniu z innymi technologiami niskoemisyjnymi. To kluczowy argument w obronie ogromnych nakładów publicznych.
Nie wszyscy podzielają jednak ten optymizm. Sir Geoffrey Clifton-Brown, przewodniczący komisji finansów publicznych nadzorującej Narodowy Urząd Audytu, ostrzegł, że „Sizewell C to projekt o wyjątkowej skali, złożoności i znaczeniu dla podatników”. Dodał, że porównywalne inwestycje jądrowe wykazały dużą podatność na opóźnienia i przekroczenia kosztów.
Struktura własności pokazuje, kto ponosi największe ryzyko. Francuska firma EDF zainwestowała 1,1 miliarda funtów za 12,5 procent udziałów, podczas gdy rząd wyłożył 14,2 miliarda funtów jako udziałowiec większościowy. Narodowy Urząd Audytu obawia się, że bez właściwego zarządzania budowa może znacznie przekroczyć budżet, wydłużając czas zwrotu dla konsumentów, którzy finansują koszty przez podatki. Dlatego urząd wezwał rząd do ścisłego monitorowania, większej przejrzystości wobec parlamentu oraz zapewnienia opłacalności tych nakładów.
Lekcje z Hinkley Point i francuska przestroga
Wnioski potrzebne do budowy Sizewell C płyną wprost z Hinkley Point C, pierwszej elektrowni jądrowej wznoszonej w kraju od ponad dekady. Projekt zatwierdzono w 2013 roku, zielone światło dostał w 2016 roku, a ruszyć ma w 2030 roku – rok później niż pierwotnie planowano. Inwestycja należąca do EDF napotkała kilka opóźnień i podwyżek.
Ostatnią z nich ogłoszono w lutym, dodając do prognoz kolejne 2,16 miliarda funtów. Łączny koszt szacuje się teraz na około 35 miliardów funtów, czyli niemal dwukrotnie więcej niż pierwotne 18 miliardów z 2016 roku. Dyrektor generalny EDF Bernard Fontana określił nowe prognozy jako „bardziej realistyczne”, dodając, że termin uruchomienia w 2030 roku mieści się w przedziale niezmienionym od 2024 roku.
Po starcie Hinkley Point C ma zaspokajać około 7 procent krajowego zapotrzebowania na prąd. Krytycy obawiają się jednak, że obie elektrownie napotkają dalsze opóźnienia i znacznie przekroczą budżet. Niepokój podsyca jedyny inny projekt EDF z tym samym typem reaktora.
Francuska elektrownia w Flamanville stanowi tu ponurą przestrogę. Osiągnęła pełną operacyjność dopiero w grudniu, po ponad dwunastu latach opóźnienia, a jej koszt drastycznie wzrósł z początkowych 2,85 miliarda funtów do ponad 11,4 miliarda funtów.
CYNICZNYM OKIEM: Reaktor z Flamanville spóźnił się o dwanaście lat i podrożał czterokrotnie, a mimo to ma być wzorem. W energetyce jądrowej optymizm jest jedynym surowcem dostępnym od ręki.
Korzeń problemu tkwi w przepisach. W 2025 roku rządowy przegląd uznał Wielką Brytanię za „najdroższe miejsce na świecie” do budowy elektrowni jądrowych, w dużej mierze z powodu nadmiernie skomplikowanej biurokracji. Zespół Zadaniowy do spraw Regulacji Jądrowych ocenił, że „radykalny reset” przepisów mógłby przynieść „dziesiątki miliardów” oszczędności i odwrócić regres branży.
Przewodniczący zespołu John Fingleton nie pozostawił złudzeń co do skali potrzebnych zmian. „Nasze rozwiązania są radykalne, ale konieczne. Upraszczając regulacje, możemy utrzymać lub podnieść standardy bezpieczeństwa, jednocześnie w końcu dostarczając moce jądrowe w sposób bezpieczny, szybki i przystępny cenowo” – oświadczył. Cel 24 GW do 2050 roku pozostaje ambitny, lecz dzięki rozwojowi szerokiej gamy technologii jądrowych może okazać się możliwy do zrealizowania.



