Najdroższa lekcja nauki w historii Europy kosztuje miliardy każdego roku

O tym jak Niemcy zniszczyły własną potęgę jedną decyzją Merkel z 2011

Jarosław Szeląg
7 min czytania
Niemcy atom energetyka Merkel węgiel

11 marca 2011 roku trzęsienie ziemi o magnitudzie 9,0 u wybrzeży Japonii wywołało tsunami, które uderzyło w elektrownię jądrową Fukushima Daiichi. Trzy reaktory uległy stopieniu w najgorszej katastrofie nuklearnej od czasu Czarnobyla. Po drugiej stronie globu niemiecka kanclerz Angela Merkel podjęła decyzję, która na piętnaście lat określiła los europejskiej energetyki. Zaledwie pięć miesięcy wcześniej jej rząd przedłużył okres eksploatacji 17 niemieckich reaktorów jądrowych – teraz, z dnia na dzień, wyłączyła osiem z nich.

Decyzja nie miała jednak nic wspólnego z klęskami żywiołowymi. Za dwa tygodnie miały odbyć się kluczowe wybory regionalne, a Merkel była przerażona rosnącą siłą niemieckiej Partii Zielonych – formacji założonej w 1980 roku dosłownie na gruncie aktywizmu antynuklearnego. Kanclerz liczyła, że „uśmiercenie” reaktorów odbierze Zielonym ich najsilniejszy argument wyborczy. Gambit się nie powiódł – Zieloni i tak wygrali. Ale los energetyki jądrowej był już przesądzony. W ciągu trzech miesięcy niemiecki rząd zdecydował o wycofaniu się z każdego reaktora w kraju. Siedemnaście elektrowni generujących ponad jedną trzecią energii elektrycznej Niemiec – przy zerowej emisji dwutlenku węgla – skazano na likwidację w imię politycznego kalkulowania.

CYNICZNYM OKIEM: Merkel poświęciła jedną trzecią bezemisyjnej energii kraju, żeby wygrać jedne wybory regionalne. Przegrała je i tak. Trudno o lepszą definicję politycznej inwestycji z ujemną stopą zwrotu.

Niemcy zobowiązały się zastąpić elektrownie jądrowe panelami słonecznymi. W kraju, w którym słońce świeci rzadko, oznaczało to rosnące uzależnienie od gazu ziemnego – którego większość płynęła rurociągami z Rosji. Niemiecka Partia Zielonych, obsesyjnie skoncentrowana na zmianach klimatu, spędziła dekady na kampaniach mających na celu zamknięcie najczystszego, najbardziej wolnego od węgla źródła energii podstawowej znanego człowiekowi. Niewytłumaczalność tej strategii ujawniła się w pełni w lutym 2022 roku, gdy Rosja najechała Ukrainę. Niemcy przyłączyły się do zachodnich sankcji, Rosja ograniczyła dostawy gazu, a Berlin nie miał planu awaryjnego.

Węglowy powrót champions league

To, co nastąpiło potem, byłoby komiczne, gdyby nie było tak kosztowne. Niemcy – kraj pouczający cały świat w kwestii emisji dwutlenku węgla – gorączkowo przywróciły do pracy ponad 20 elektrowni węglowych. Zaimportowały 42 miliony ton metrycznych węgla, notując gwałtowny wzrost importu z południowej Afryki. Zrównały z ziemią wioskę Lützerath, by powiększyć kopalnię węgla brunatnego, odciągając siłą protestujących od buldożerów. Kraj, który miał być liderem zielonej transformacji, stał się importerem netto energii elektrycznej, kupując prąd z francuskiej sieci – oczywiście jądrowej.

Konsekwencje są namacalne. Ceny energii elektrycznej w Niemczech są obecnie najwyższe w Unii Europejskiej. Niemieckie firmy przestały być konkurencyjne przemysłowo ze względu na koszty energii. Gospodarcza potęga Europy osłabiła się własnymi rękami, a proces ten trwa do dziś.

I tak dochodzimy do marca 2026 roku, gdy Manuel Hagel, 37-letni kandydat partii byłej kanclerz Merkel, odwiedził szkołę podstawową. Przed kamerami ogólnokrajowej telewizji próbował wyjaśnić dzieciom efekt cieplarniany: „Między ziemią, a słońcem znajduje się atmosfera. A ponieważ staje się ona coraz cieńsza, słońce staje się coraz gorętsze. Powodem tego są emisje CO2 i tak dalej, i tak dalej. I to jest właśnie efekt cieplarniany”. Problem w tym, że jego wyjaśnienie jest całkowicie błędne – efekt cieplarniany polega na zatrzymywaniu ciepła wewnątrz atmosfery przez gazy cieplarniane, nie ma nic wspólnego z rzednięciem atmosfery ani z nagrzewaniem się słońca. Człowiek, który chce odbierać obywatelom kuchenki i pojazdy spalinowe w imię redukcji emisji, nie rozumie nawet podstaw nauki, na którą się powołuje.

Przyznać błąd i nic z tym nie zrobić

Upokorzenie Niemiec dopełniło się 10 marca, gdy przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen stanęła na Szczycie Energii Jądrowej w Paryżu i oświadczyła: „W 1990 roku jedna trzecia energii elektrycznej w Europie pochodziła z atomu, dziś jest to zaledwie blisko 15%. To zmniejszenie udziału energii jądrowej było wyborem; wierzę, że odwrócenie się Europy od niezawodnego, przystępnego cenowo źródła niskoemisyjnej energii było strategicznym błędem”. Ironia jest przezabawna – Von der Leyen jest Niemką, służyła w gabinecie Merkel, osobiście głosowała za wycofaniem się z atomu, a jej własna polityka w Komisji polegała na cichym wygaszaniu energii jądrowej. Teraz stoi na szczycie nuklearnym i mówi, że to był błąd.

W tym samym tygodniu obecny kanclerz Friedrich Merz nazwał rezygnację z reaktorów „błędem” i powiedział: „Żałuję tego”. Ale zaraz dodał: „Jest tak, jak jest, i teraz koncentrujemy się na polityce energetycznej, którą mamy”. Innymi słowy – wiemy, że popełniliśmy katastrofalny błąd, ale nie zamierzamy go naprawić.

CYNICZNYM OKIEM: Niemieccy politycy opanowali do perfekcji sztukę publicznego żalu bez konsekwencji. Przepraszam, żałuję, ale nic nie zrobię – to nie polityka energetyczna, to terapia grupowa z kamerami.

Stany Zjednoczone przynajmniej na razie idą w przeciwnym kierunku – niedawne dekrety wykonawcze mają zreformować licencjonowanie energetyki jądrowej, przyspieszyć projekty małych reaktorów modułowych i stworzyć pierwszy realny impuls dla amerykańskiego przemysłu jądrowego od dziesięcioleci.

Ryzyko jest jednak oczywiste – jedne wybory, jedna zmiana administracji i nowa ekipa polityków może zniszczyć cały ten postęp z dnia na dzień, dokładnie tak, jak zrobiła to Merkel w 2011 roku. Obfita i tania energia jest jedną z niewielu sił zdolnych skutecznie trzymać inflację w ryzach, napędzać wzrost i obniżać koszty życia.

Niemcy są piętnastoletnim studium przypadku pokazującym, jak jedna fatalna decyzja polityczna może osłabić nawet najpotężniejszą gospodarkę kontynentu. I właśnie dlatego posiadanie planu B ma sens – bo politycy, jak pokazuje historia, planu A potrafią zniszczyć w ciągu jednej nocy.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *