Na brytyjskich oddziałach intensywnej terapii noworodków wydarzyło się coś, czego nie da się zaprogramować żadnym medycznym protokołem – muzyka zaczęła przywracać dzieciom spokój, a rodzicom nadzieję. W ramach projektu organizacji Music in Hospitals & Care, przeprowadzonego w 2025 roku, ponad tysiąc ciężko chorych niemowląt mogło usłyszeć 90 godzin muzyki granej na żywo – gitar, skrzypiec i głosów niosących łagodną melodię wśród aparatury.
Badania opisane w magazynie BMJ potwierdzają, że nawet najcichszy śpiew potrafi obniżyć tętno i tempo oddechu wcześniaków, a niektóre dzieci w czasie występów zasypiają lub śnią spokojniej, mimo że wokół trwa kliniczna rutyna. To nie placebo – to biologiczna odpowiedź na harmonię.
CYNICZNYM OKIEM: Nikt nie wymyśliłby skuteczniejszej terapii – działa bez skutków ubocznych, a kosztuje tylko odrobinę empatii.
Kołysanka, której nie mierzy aparat
Neonatolog Jay Banerjee z Imperial College Healthcare NHS Trust przyznaje, że dla rodzin z oddziałów intensywnej terapii muzyka to często jedyny język, którym można jeszcze mówić z dzieckiem. „Rodzice słyszą swoje dziecko, dzieci słyszą swoich rodziców, a przez chwilę wszyscy przestają bać się ciszy maszyn” – opisuje lekarz.
Muzykolożka i wokalistka Mica Bernard wspomina momenty, gdy śpiew dosłownie uspokajał tętno dziecka. „Widzę, jak rośnie poziom tlenu. To fizjologia emocji – dowód, że muzyka jest częścią naszego kodu biologicznego” – mówi.
Rodzice, którzy często nie mogą nawet dotknąć swojego dziecka, uczestniczą w sesjach muzycznych jako współbrzmiący opiekunowie, a nie bierni obserwatorzy walki o życie. „Niektórzy płaczą, gdy śpiewam po raz pierwszy – to bezpieczny sposób, żeby w końcu dopuścić emocje, na które wcześniej w tym miejscu nie było przestrzeni” – opowiada Bernard.
Dźwięk przywraca normalność
Gail Scott-Spicer z Imperial Health Charity podkreśla, że muzyka przywraca poczucie normalności w miejscu, gdzie nic nie jest normalne. „Oddział intensywnej terapii jest przytłaczający, pełen światła, alarmów i strachu. Jeśli w tym świecie pojawia się kawałek melodii, robi się miejsce na oddech – dla dzieci i dla dorosłych” – tłumaczy.
Projekt Lullaby Hour, realizowany od 2017 roku, stał się już stałym elementem szpitalnej terapii nie tylko dla noworodków, lecz także dorosłych w stanie krytycznym. Dla pielęgniarek, lekarzy i rodzin to chwila resetu, w której monitor przestaje być jedynym miarą życia.
CYNICZNYM OKIEM: W epoce medycyny robotów i monitorów odpowiedź na lęk i bezradność znalazła się tam, gdzie zawsze była – w piosence, którą człowiek nuci drugiemu człowiekowi.
Bo nawet na oddziale intensywnej terapii można usłyszeć coś więcej niż sygnał alarmu – można usłyszeć, że jesteśmy jeszcze żywi.


