Muzyka leczy w szpitalu. Działa lepiej niż protokoły medyczne

Poczucie normalności w miejscu, gdzie nic nie jest normalne

Adrian Kosta
3 min czytania

Na brytyjskich oddziałach intensywnej terapii noworodków wydarzyło się coś, czego nie da się zaprogramować żadnym medycznym protokołem – muzyka zaczęła przywracać dzieciom spokój, a rodzicom nadzieję. W ramach projektu organizacji Music in Hospitals & Care, przeprowadzonego w 2025 roku, ponad tysiąc ciężko chorych niemowląt mogło usłyszeć 90 godzin muzyki granej na żywo – gitar, skrzypiec i głosów niosących łagodną melodię wśród aparatury.

Badania opisane w magazynie BMJ potwierdzają, że nawet najcichszy śpiew potrafi obniżyć tętno i tempo oddechu wcześniaków, a niektóre dzieci w czasie występów zasypiają lub śnią spokojniej, mimo że wokół trwa kliniczna rutyna. To nie placebo – to biologiczna odpowiedź na harmonię.

CYNICZNYM OKIEM: Nikt nie wymyśliłby skuteczniejszej terapii – działa bez skutków ubocznych, a kosztuje tylko odrobinę empatii.

Kołysanka, której nie mierzy aparat

Neonatolog Jay Banerjee z Imperial College Healthcare NHS Trust przyznaje, że dla rodzin z oddziałów intensywnej terapii muzyka to często jedyny język, którym można jeszcze mówić z dzieckiem. „Rodzice słyszą swoje dziecko, dzieci słyszą swoich rodziców, a przez chwilę wszyscy przestają bać się ciszy maszyn” – opisuje lekarz.

Muzykolożka i wokalistka Mica Bernard wspomina momenty, gdy śpiew dosłownie uspokajał tętno dziecka. „Widzę, jak rośnie poziom tlenu. To fizjologia emocji – dowód, że muzyka jest częścią naszego kodu biologicznego” – mówi.

Rodzice, którzy często nie mogą nawet dotknąć swojego dziecka, uczestniczą w sesjach muzycznych jako współbrzmiący opiekunowie, a nie bierni obserwatorzy walki o życie. „Niektórzy płaczą, gdy śpiewam po raz pierwszy – to bezpieczny sposób, żeby w końcu dopuścić emocje, na które wcześniej w tym miejscu nie było przestrzeni” – opowiada Bernard.

Dźwięk przywraca normalność

Gail Scott-Spicer z Imperial Health Charity podkreśla, że muzyka przywraca poczucie normalności w miejscu, gdzie nic nie jest normalne. „Oddział intensywnej terapii jest przytłaczający, pełen światła, alarmów i strachu. Jeśli w tym świecie pojawia się kawałek melodii, robi się miejsce na oddech – dla dzieci i dla dorosłych” – tłumaczy.

Projekt Lullaby Hour, realizowany od 2017 roku, stał się już stałym elementem szpitalnej terapii nie tylko dla noworodków, lecz także dorosłych w stanie krytycznym. Dla pielęgniarek, lekarzy i rodzin to chwila resetu, w której monitor przestaje być jedynym miarą życia.

CYNICZNYM OKIEM: W epoce medycyny robotów i monitorów odpowiedź na lęk i bezradność znalazła się tam, gdzie zawsze była – w piosence, którą człowiek nuci drugiemu człowiekowi.

Bo nawet na oddziale intensywnej terapii można usłyszeć coś więcej niż sygnał alarmu – można usłyszeć, że jesteśmy jeszcze żywi.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *