Morskie manewry BRICS. Ćwiczenia jedności dowiodły braku koordynacji

We wspólnym kursie każdy płynie w innym kierunku

Adrian Kosta
7 min czytania

Pierwsze wspólne manewry morskie państw BRICS – Will for Peace 2026 – które odbyły się w dniach 9–16 stycznia u wybrzeży Południowej Afryki, stały się czymś więcej niż tylko militarnym ćwiczeniem. To symboliczny test nowego układu świata, w którym coraz więcej krajów chce bronić morskich interesów poza zachodnim systemem bezpieczeństwa. Chińskie, rosyjskie, południowoafrykańskie i irańskie okręty przez tydzień manewrowały w pobliżu Simon’s Town – miejsca o wyjątkowej wadze strategicznej, łączącego Ocean Indyjski z Atlantykiem.

rpa

Zamysł był jasny: pokazać światu, że BRICS potrafi chronić własne szlaki handlowe bez amerykańskiego parasola. Ale, jak to często w geopolityce bywa, idea multipolarności zderzyła się z realnym rachunkiem korzyści.

CYNICZNYM OKIEM: BRICS chciał zademonstrować jedność na morzu. Zamiast tego pokazał, że we wspólnym kursie każdy płynie w innym kierunku.

Od forum gospodarki do projektu bezpieczeństwa

Dotychczas współpraca wojskowa krajów BRICS ograniczała się do sporadycznych manewrów bilateralnych lub trójstronnych. „Will for Peace 2026” to pierwsze w historii ćwiczenia pod oficjalnym szyldem organizacji. Według chińskiego eksperta marynarki, Zhanga Junshe, to „kamień milowy”, który wprowadza BRICS do grona struktur o własnym potencjale obronnym, a nie tylko dyskusyjnym.

W programie znalazły się scenariusze antyterrorystyczne, ratowanie zakładników, odzyskiwanie statków i ofensywne manewry morskie. Wszystko to pod hasłem ochrony bezpieczeństwa globalnych tras handlowych – żył gospodarki międzynarodowej, przez które przepływa 80% towarów świata.

W praktyce chodziło jednak o coś głębszego: zmniejszenie zależności od Zachodu. Dla Chin i Rosji, objętych sankcjami, wspólne działania to sposób na zademonstrowanie, że mogą bronić swoich ładunków i tankowców bez udziału flot USA czy NATO.

W ciągu ostatnich lat mnożą się incydenty, które w państwach BRICS postrzegane są jako piractwo pod przykrywką polityki. Tankowce z irańską, rosyjską czy wenezuelską ropą były zatrzymywane lub przejmowane przez siły sprzymierzone z Waszyngtonem. Każda taka operacja stawała się lekcją geopolitycznej zależności: nawet legalny towar może być zajęty, jeśli nie pasuje do „porządku międzynarodowego.”

Na tym tle „Will for Peace 2026” jawi się jako wyraźny sygnał: czas, by BRICS posiadał własny parasol morski. To nie deklaracja wrogości wobec USA, raczej ucieczka od ich arbitrażu. W multipolarnym świecie nowe mocarstwa nie chcą powtarzać błędów krajów OPEC – bogatych w surowce, lecz zdanych na cudze floty.

CYNICZNYM OKIEM: Każda cywilizacja, zanim wymyśli wartości, musi mieć flotę. BRICS właśnie próbuje ją znaleźć w mapie politycznej.

Pierwsza rysa na wielkiej mapie jedności

Ambicje jednak szybko napotkały na mieliznę. Południowa Afryka w ostatniej chwili obniżyła rangę udziału Iranu, przekształcając jego status z uczestnika na obserwatora. Oficjalny powód – kwestie proceduralne. Nieoficjalny – obawa przed gniewem Waszyngtonu.

Pretoria balansuje bowiem na cienkiej linie. Wciąż korzysta z amerykańskiego programu handlowego AGOA, który zapewnia jej miliardowe preferencje eksportowe. Utrata przywilejów oznaczałaby recesję, więc decyzja była szybka: dyplomatyczna neutralność zamiast ideologicznej solidarności.

Według doniesień irańska obecność na manewrach została wymyślona przez ambitnych generałów, a nie w pełni autoryzowana przez prezydenta Ramaphosę. Skutek? Ćwiczenia, które miały dowodzić „suwerenności strategicznej,” ujawniły raczej brak spójności i wspólnego dowództwa.

Indie – formalny filar BRICS i jedna z największych potęg morskich – w ogóle nie wzięła udziału, trzymając się własnych sojuszy z Zachodem w ramach QUAD (USA–Japonia–Australia–Indie). Równie ostrożnie zachowały się nowe państwa BRICS+, takie jak Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, których floty pozostają pod ochroną amerykańską.

Ostatecznie „Will for Peace 2026” stał się manewrem czterech – nie dziesięciu – członków BRICS. I choć oficjalnie ogłoszono sukces, reszta świata zobaczyła ćwiczenia o ograniczonym zasięgu i politycznym cieniu kompromisów.

CYNICZNYM OKIEM: Nawet w „sojuszu równych” zawsze ktoś jest równiejszy – szczególnie gdy w tle słychać dolary z Waszyngtonu.

Morze jako pole testowe multipolaryzmu

Mimo wewnętrznych pęknięć przedsięwzięcie ma swoje znaczenie. Dla Chin to legalizacja ich dalekomorskiej obecności i narzędzie soft power wobec Globalnego Południa. Dla Rosji – dowód, że nie została całkowicie izolowana. Dla Iranu – symbol międzynarodowego uznania mimo sankcji.

Dla Południowej Afryki to z kolei próba utrzymania pozycji „niezaangażowanego pośrednika.” Pomimo podważenia własnej niezależności, kraj zachował wizerunek mostu między Wschodem a Zachodem, choć raczej z wątłą konstrukcją.

Ćwiczenia można więc odczytać na dwóch poziomach:

  • Operacyjnym: rzeczywista wymiana doświadczeń w zwalczaniu piractwa i zabezpieczaniu konwojów.
  • Symbolicznym: deklaracja chęci stworzenia alternatywnego systemu bezpieczeństwa mórz, w którym więcej niż jedna cywilizacja ma prawo patrolować wody globalnego handlu.

Multipolarny ocean, jednokierunkowa zależność

W teorii multipolarny świat ma być równoważny, w praktyce jednak większość jego uczestników balansuje między niezależnością a potrzebą zachodnich rynków. BRICS chce tworzyć „nową architekturę morską,” ale nie ma jeszcze wspólnej definicji, kto ma w niej dowodzić.

Jeśli za kilka lat projekt rozwinie się w system stałych patroli lub wspólnego dowodzenia, może zmienić układ sił w globalnym handlu. Ale na razie to pilot – ambitny, lecz niekoniecznie spójny.

CYNICZNYM OKIEM: „Will for Peace” miało chronić światowy handel przed wrogami. Największym wrogiem okazała się jednak polityczna grawitacja – każdy statek BRICS ciągnie w inną stronę.

Manewry pokazały, że BRICS dopiero uczy się współpracy militarnej – ma siłę symboliczną, ale brak struktury i zaufania. W efekcie świat otrzymał mieszany sygnał: tak, multipolaryzm się materializuje, ale wciąż jest daleki od równoprawności.

Tam, gdzie Chiny i Rosja widzą w morzu nowy teatr wpływów, mniejsze kraje widzą pole ryzyka. A to oznacza, że rewolucja morska pod flagą BRICS na razie pozostaje na etapie próbnych manewrów, z których każde kolejne będzie musiało odpowiadać na pytanie:

Czy multipolarny ocean to współdzielone morze, czy po prostu kolejne pole bitwy o narrację?


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *