To miała być cisza świąt, a skończyło się eksplozją oburzenia. W samą wigilię Bożego Narodzenia Departament Sprawiedliwości USA ogłosił, że „odnalazł” ponad milion dodatkowych dokumentów związanych ze sprawą Jeffreya Epsteina – i że ich ujawnienie potrwa jeszcze „kilka tygodni”. Tymczasem termin upłynął 19 grudnia, a w Kongresie narasta gniew i podejrzenia o celowe tuszowanie informacji o sieci powiązań z jednym z najbardziej kompromitujących skandali XXI wieku.
Milion papierów, jeden problem – brak przejrzystości
Według oświadczenia Departamentu, dokumenty pochodzą głównie z biur FBI i Południowego Dystryktu Nowego Jorku. Urzędnicy zapewniają, że pracują „całą dobę”, by usunąć dane ofiar i spełnić wymogi prawne.
„Z powodu ogromnej ilości materiałów proces może potrwać jeszcze kilka tygodni” – przekazał Departament.
Innymi słowy – zamiast ujawnienia prawdy, obywatele dostali kolejną porcję wymówek.
Republikanin Thomas Massie, jeden z inicjatorów ustawy Epstein Files Transparency Act, przyznał, że wolumen nowo odkrytych akt stawia pod znakiem zapytania skuteczność i uczciwość całego procesu.
Z kolei Demokrata Robert Garcia oskarżył administrację Trumpa o to, że „aktywnie uczestniczy w tuszowaniu roli współsprawców i wpływowych mężczyzn korzystających z usług Epsteina”.
CYNICZNYM OKIEM: W Waszyngtonie czas płynie inaczej – minuta redakcji liczy się jak miesiąc ciszy w aktach sprawy.
Kongres: żądamy audytu i grozimy sankcjami
Jeszcze przed ujawnieniem tej „milionowej” partii akt, 12 senatorów wysłało list do tymczasowego Inspektora Generalnego Donalda Berthiaume’a, żądając pełnego audytu prac Departamentu Sprawiedliwości.
W liście senatorowie zwracają uwagę, że ujawnione wcześniej dokumenty są nadmiernie ocenzurowane, mimo że ustawa dopuszcza jedynie bardzo wąskie przypadki redakcji.
„Każde ukrycie lub redakcja poza tym zakresem jest niezgodne z prawem” – podkreślili autorzy pisma.
Spośród sygnatariuszy jedenastu to Demokraci, a jedyną Republikańską podpisaną pod pismem jest Lisa Murkowski z Alaski – co pokazuje, że cierpliwość wobec DOJ kończy się po obu stronach politycznej barykady.
Tymczasem w Izbie Reprezentantów Massie i Ro Khanna rozmawiają o możliwości postawienia Prokurator Generalnej Pam Bondi w stan pogardy Kongresu.
„Możemy nałożyć karę finansową za każdy dzień zwłoki. Mamy rosnącą koalicję ponadpartyjną” – zapowiedział Khanna w programie Meet the Press.
Skandal z redakcjami – czarne, które nie ukrywa
Jakby tego było mało, DoJ zaliczył wpadkę godną amatora. Setki stron „ocenzurowanych” dokumentów okazały się… przezroczyste. Internauci odkryli, że wystarczy skopiować czarne pola i wkleić je do nowego pliku, by zobaczyć tekst pod spodem.
O błędzie szybko napisały The Guardian oraz The New York Times, publikując fragmenty, które ujawniają nazwiska i transakcje wcześniej ukryte przed opinią publiczną. Jeden z dokumentów dotyczył dwóch wykonawców testamentu Epsteina: Darrena K. Indyke’a i Richarda D. Kahna.
Z odczytanych fragmentów wynika, że:
„Między wrześniem 2015, a czerwcem 2019 Indyke podpisał czeki na ponad 400 000 dolarów dla młodych modelek i aktorek, w tym jednej byłej modelki z Rosji, która przez trzy i pół roku otrzymywała miesięcznie 8 333 dolary.”
Inny fragment ujawnia, że „oskarżeni próbowali ukrywać handel ludźmi i nadużycia seksualne, płacąc ogromne sumy uczestniczkom – w tym pokrywając koszty ich prawników.”
Dlaczego te fragmenty miały zostać utajnione? Departament jak dotąd nie odpowiedział.
CYNICZNYM OKIEM: Departament Sprawiedliwości najwyraźniej myli cenzurę z przezroczystością – skutki są tyleż komiczne, co kompromitujące.
Gdzie kończy się procedura, a zaczyna zasłona dymna?
Fakt, że DOJ – mimo przyjęcia specjalnej ustawy i terminu wskazanego przez Kongres – nie ujawnia akt na czas, a setki stron zawierają błędy techniczne i wątpliwe redakcje, rodzi pytania już nie o biurokrację, lecz o intencje.
„Czy system jest tak skorumpowany, że nawet po przeforsowaniu prawa i podpisaniu go przez prezydenta, wciąż nie potrafi wydać prawdy na światło dzienne?” – pytał Ro Khanna. – „Kogo chronią? Co ukrywają? Dlaczego?”
To pytania, które coraz głośniej stawiają nie tylko politycy, ale i opinia publiczna.
W sieci zawrzało. Wśród memów i żartów o „świątecznym cudzie redakcji”, coraz częściej przebija się cień gniewu – że po latach skandalu i samobójstwa Epsteina nadal niewiele wiadomo o jego sieci koneksji.
Departament Sprawiedliwości zapewnia, że „wszystkie materiały zostaną ujawnione zgodnie z prawem”. Jednak milion nowych dokumentów zapowiedzianych „na później”, nieczytelne redakcje i błędy w cenzurze sprawiają, że dla wielu to już nie kwestia procedury, lecz wiarygodności państwa.
CYNICZNYM OKIEM: Gdy rząd obiecuje „pełną przejrzystość”, zwykle oznacza to tylko, że światło zostało przygaszone.


