Kalifornia, niegdyś marzenie przedsiębiorców i artystów, dziś coraz bardziej przypomina laboratorium samobójczej polityki. „Hollywood jest skończone, a najproduktywniejsi przedsiębiorcy właśnie się pakują” – napisał miliarder Bill Ackman na platformie X, komentując doniesienia New York Timesa, że Peter Thiel i Larry Page planują ucieczkę ze stanu, w którym nowa propozycja podatkowa może kosztować ich miliardy dolarów.
Podatek od sukcesu – nowy wynalazek Kalifornii
Propozycja, popierana przez lewicowy związek Service Employees International Union-United Healthcare Workers West (SEIU-UHW), zakłada jednorazowy 5-procentowy podatek od majątku osób wartych powyżej miliarda dolarów. Co więcej – miałby on obowiązywać z mocą wsteczną od 1 stycznia 2026 r.
To oznacza, że około 300 najbogatszych mieszkańców Kalifornii musiałoby oddać łącznie nawet 100 miliardów dolarów, by załatać rosnącą dziurę w publicznym systemie opieki zdrowotnej. Dla Larry’ego Page’a, współzałożyciela Google, to rachunek w wysokości ponad 12 miliardów dolarów.
Peter Thiel, inwestor i wizjoner Doliny Krzemowej, już wcześniej zarejestrował rezydencję na Florydzie i przenosi część firm poza Kalifornię. Page poszedł jego śladem – w grudniu trzy spółki powiązane z nim zostały oficjalnie zarejestrowane również na Florydzie.
Autor poleca: Kalifornia chce opodatkować uciekinierów. Nowy podatek od nieobecności
CYNICZNYM OKIEM: W Kalifornii już nie wystarczy być bogatym, by płacić podatki. Trzeba też być gotowym, że władze każą zapłacić za przeszłość.
SEIU-UHW, znany z antytrumpowskich protestów pod hasłem „No Kings”, reklamuje ten podatek jako „narzędzie sprawiedliwości społecznej”. Jednak, jak ujawniają niezależne źródła, ruch finansowały NGO-sy powiązane z lewicowymi miliarderami, a cała kampania była raczej pokazem politycznej propagandy niż realnej troski o system zdrowotny.
W rzeczywistości związek coraz bardziej przypomina polityczne ramię Partii Demokratycznej, finansowane przez tę samą grupę elit, które chwalą się walką z kapitalizmem, siedząc przy butelkach wina w domach za 50 milionów dolarów.
Ucieczka z Kalifornii – nowa gorączka złota
Według danych New York Timesa, dziś niemal każdy poważny inwestor rozważa ograniczenie działalności w Kalifornii. Floryda, Texas, Nevada i Arizona stają się nowymi kierunkami exodusu bogactwa. Trudno się dziwić – to stany z niższymi podatkami, mniejszymi regulacjami i większą wolnością gospodarczą.
Eksperci ostrzegają, że jeśli podatek od majątku przejdzie, Kalifornię czeka efekt lawiny. Gdy wyjadą miliarderzy i przedsiębiorcy, znikną podatki, znikną miejsca pracy, a problemy budżetowe tylko się pogłębią.
„Kalifornia zamienia się w pasożyta” – piszą analitycy. – „Nie tworzy już bogactwa, lecz żywi się sukcesem tych, którzy jeszcze coś produkują.”
CYNICZNYM OKIEM: Kiedy państwo zaczyna żyć z rozbierania swoich obywateli, nie potrzebuje już inwestorów – wystarczy mu komis do licytacji bankrutów.
Newsom i jego progresywna iluzja
Lewicowy gubernator Gavin Newsom, symbol nowego liberalizmu, od dawna lansuje politykę redystrybucji pod hasłem „równości społecznej”. Słynie z ekspansywnego finansowania świadczeń dla nielegalnych imigrantów, które pochłonęły miliardy dolarów z budżetu.
Zamiast reformować źródła wydatków, próbuje wycisnąć z najbogatszych ostatni grosz. To strategia krótkowzroczna – jak zauważa Bill Ackman, „to już nie rząd, to system, który zjada własne źródło energii”.
Problem w tym, że jednopartyjna dominacja Demokratów oznacza brak jakiejkolwiek odpowiedzialności. W efekcie stan, który niegdyś był ekonomiczną lokomotywą Ameryki, dziś pokrywa deficyt dławiącą biurokracją i nowymi podatkami.
Autorzy ustawy szacują, że podatek przyniesie do 100 miliardów dolarów. Ale ekonomiści ostrzegają: nikt nie płaci podatków w miejscu, z którego może uciec. Już dziś Floryda i Teksas notują rekordowy napływ rejestracji nowych firm oraz majątków przenoszonych z Kalifornii.
Efekt? Stan, który miał być rajem dla innowacji, staje się skansenem ideologii – pięknym, lecz pustym.
CYNICZNYM OKIEM: W Kalifornii nie trzeba już podpalać lasów, żeby zobaczyć, jak płonie. Wystarczy otworzyć budżet.
Wszystko wskazuje na to, że „złota Kalifornia” stała się symbolem własnej porażki.
Najpierw spaliło ją Hollywood, teraz ogałacają ją podatki. Bogaci wyjeżdżają, klasy średniej nie stać na czynsz, a programy socjalne nie mają finansowania.
Wielkie nazwiska – Thiel, Page, Musk, Ellison – wyjeżdżają nie dlatego, że mogą, tylko dlatego, że muszą.
Stan, który miał być przyszłością Ameryki, stał się dla wielu przestrogą: jak skończy kraj, który pomylił solidarność z grabieżą.
Kalifornia nie płonie od pożarów – płonie od własnych pomysłów.


