Kontrakty na miedź na London Metal Exchange (LME) osiągnęły rekordowe maksima na poziomie około 11 300 USD za tonę, skacząc o prawie 1% po Święcie Dziękczynienia w szaleńczym rajdzie zakupowym przed potencjalnymi taryfami ery Trumpa. Na Comex wzrost sięgnął 1,6%, rozwiewając spread US-Londyn – traderzy wpychają metal do USA, jakby nie było jutra. W tym roku miedź wzrosła o 30%, napędzana arbitrażem, awariami kopalń i obawami o zaostrzenie podaży.

Arbitraż wysysa globalne zapasy do USA, pogłębiając niedobory – reszta świata patrzy z zazdrością, jak Wujek Sam gwiżdże Dixie z pełnymi magazynami.
CYNICZNYM OKIEM: Traderzy gonią taryfy jak psy za własnym ogonem – Chiny na rekordowo niskim wykorzystaniu hut, a USA budują „strategiczne rezerwy” z cudzego metalu. Kto by pomyślał 12 miesięcy temu, że Ameryka będzie głównym graczem w miedziowym kasynie?
Globalny głód miedzi – kopalnie kaszlą, Chiny czekają
Rok naznaczony niespodziewanymi awariami: zamknięcie kopalni Grasberg, wyczerpywanie Kakalua, tarcie Codelco i słabość Collahuasi. Chińskie huty na rekordowo niskich poziomach, premie za miedź na maksimach – „Chiny nic nie mogą zrobić”.
Eksperci prognozują 12-15 tys. USD/tonę, pół miliona ton do USA w Q1 2026. „Matematycznie: niedobór podaży i wyższe ceny”.
Wzrost napędza nie tylko panika taryfowa, ale długoterminowy popyt z „Next AI Trade” i wielkich sieci energetycznych. Inwestorzy napływają na przyszłe niedobory – latem ci sami traderzy sprzedawali, a dziś kupują. „Kto by pomyślał 12 miesięcy temu, że Wujek Sam trzyma wszystkie asy”.
CYNICZNYM OKIEM: Miedź bije rekordy, bo AI żre kable, a Trump grozi cłami – genialny twist, gdzie emocjonalny melt-up traderów spotyka kopalniane kaca i chiński głód, a USA zbiera żniwa.


