Filozof Friedrich Nietzsche uważał, że upadek religii chrześcijańskiej w Europie nieuchronnie doprowadzi do kryzysu społecznego, kulturowego i moralnego, ponieważ tradycyjna moralność oparta na wierzeniach religijnych nie mogła zostać utrzymana, gdy sama wiara osłabła lub została porzucona. Myśl ta nie była oryginalna, gdyż poeta i eseista Matthew Arnold stwierdził mniej więcej to samo w poemacie „Dover Beach”, napisanym w latach czterdziestych XIX wieku, choć opublikowanym dopiero w 1867 roku, jeszcze przed Nietzschem. Arnold pisał o cofającym się „morzu wiary”, którego „melancholijny, długi ryk” zwiastował zanik transcendentnego sensu życia.
Odpowiedzią Arnolda na ten problem była miłość międzyludzka, jedyne rozwiązanie dla moralnego, społecznego i intelektualnego chaosu, jak ujął to słynnym wezwaniem „Ach, kochajmy się, bądźmy sobie wierni nawzajem”. Rozwiązanie Nietzschego było zupełnie inne, gdyż filozof nie pochwalał dawnej moralności współczucia dla biednych i życzliwości dla obcych, którą uważał za podstęp, dzięki któremu słabi panoszyli się nad silnymi, podporządkowując ich sobie z wielką szkodą dla ludzkiej kreatywności. Sugerował zamiast tego, że silni mężczyźni powinni wziąć życie we własne ręce, nie poddawać się żadnemu autorytetowi i sami decydować o tym, co powinni robić, w pogoni za nadrzędną kreatywnością i dionizyjską radością.

CYNICZNYM OKIEM: Nietzsche marzył o nadczłowieku, a doczekał się specjalisty od kontroli zgodności. Zamiast dionizyjskiej radości mamy formularz BHP, zamiast woli mocy – politykę firmową w trzech egzemplarzach.
Cnoty oszalały, jak prorokował Chesterton
Zmiana wartości moralnych, do której doszło w nowoczesności, nie była tyle przewartościowaniem, o jakim marzył Nietzsche, co perwersją dawnych wartości. Pisarz G.K. Chesterton, znacznie bardziej realistyczny niż Nietzsche, ujął to celnie wkrótce po jego śmierci, twierdząc, że współczesny świat nie jest zły, lecz pod pewnymi względami o wiele za dobry, ponieważ jest pełen dzikich i marnotrawionych cnót. Według Chestertona kiedy religijny porządek zostaje roztrzaskany, spuszczone ze smyczy zostają nie tylko występki, ale również cnoty, które błąkają się samotnie i wyrządzają straszniejsze szkody.
Chesterton pisał, jak zacytowano w źródle, że „współczesny świat jest pełen starych chrześcijańskich cnót, które oszalały”, a oszalały dlatego, że zostały od siebie odizolowane. Niektórzy naukowcy dbają o prawdę, a ich prawda jest bezlitosna, podczas gdy niektórzy humanitaryści dbają tylko o litość, a ich litość bywa nieprawdziwa. Prawdę tych słów potwierdza niedawny przypadek z Anglii.
Walsall, czyli przewartościowanie wszystkich wartości w praktyce
Sean Egan, menedżer supermarketu w Walsall należącego do dużej sieci, pracował w firmie przez całe 29 lat od zakończenia szkoły, zanim został zwolniony za udział w fizycznej konfrontacji z notorycznym złodziejem sklepowym. Egan poprosił złodzieja, który miał na koncie co najmniej 100 wyroków, o opuszczenie sklepu, na co ten zareagował obelgami i agresją, plując na menedżera, a następnie został przez niego obezwładniony.
Złodziej zarzucił Eganowi napaść, a sklep zwolnił pracownika z 29-letnim stażem za niedopełnienie polityki firmy. Wywołało to oburzenie opinii publicznej, demonstrację pod sklepem, a wiele osób poprzysięgło, że nigdy więcej nie skorzysta z usług żadnej filii sieci. Firma wydała oświadczenie utrzymane w specyficznym języku menedżerskim, w którym niemal niemożliwe jest przekazanie prostej prawdy.
Korporacja oświadczyła, jak zacytowano w źródle, że posiada „bardzo jasne wytyczne, procedury i mechanizmy kontrolne w celu ochrony naszych współpracowników i klientów przed ryzykiem odniesienia obrażeń”, dążące do deeskalacji i spokojnego opanowania sytuacji. Wytyczne mają chronić pracowników przed narażaniem się na ryzyko, choć w praktyce chronią głównie samą firmę przed odpowiedzialnością i kosztami sporów sądowych.
W tym incydencie widać, że zarówno Nietzsche, jak i Chesterton mieli częściowo rację. Zdegenerowane współczucie dla wszystkich w formie abstrakcyjnej troski o zdrowie i bezpieczeństwo zachęciło występek do rozkwitu, podczas gdy akt heroizmu i posłuszeństwa obowiązkowi na poziomie wyższym niż zwykłe przestrzeganie procedur został potępiony i ukarany. Procedura jest dobra jako wskazówka, a w niektórych przypadkach niezbędna, na przykład przy pilotowaniu samolotu, ale tam gdzie oddaje się jej pokłony i czci jak zazdrosnego boga, prowadzi do bezmyślnego formalizmu i rażącej niesprawiedliwości.
CYNICZNYM OKIEM: Korporacja nazywa to ochroną pracowników, ale chroni głównie własny dział prawny. Lepiej, by towar znikał niż by ktoś pozwał firmę o siniaka, bo siniak ma cenę, a kradzież się amortyzuje.
Skala absurdu staje się widoczna w wymiarze sprawiedliwości obu stron tego konfliktu. Złodziej otrzymał wyrok 42 tygodni pozbawienia wolności, co przy automatycznym w Anglii 50-procentowym skróceniu kary oznacza 21 tygodni, a brytyjski rząd niedawno niemal całkowicie zniósł kary więzienia krótsze niż rok. Tymczasem 46-letni menedżer supermarketu stracił pracę w jedynej firmie, w której kiedykolwiek pracował, i niełatwo znalazłby inną, gdyby nie publiczne oburzenie. Jak ująłby to Nietzsche, nastąpiło przewartościowanie wszystkich wartości, choć w wersji, której sam filozof zapewne by się wstydził.



