Meksykańskie resorty turystyczne zamieniły się w strefy wojny. Po potwierdzeniu śmierci Nemesia “El Mencho” Oseguery, przywódcy kartelu Jalisco Nueva Generación (CJNG) – jednej z najbrutalniejszych organizacji przestępczych świata – Jalisco, Guadalajara i Puerto Vallarta stanęły w ogniu.
Ministerstwo Obrony Meksyku ogłosiło w komunikacie, że operacja wojskowa w regionie Tapalpa zakończyła się „repulsją agresji” i śmiercią siedmiu członków kartelu, w tym samego Mencho. Jednostki szturmowe zostały ostrzelane przez uzbrojonych po zęby gangsterów – z rakietnic, broni maszynowej i z pojazdów opancerzonych. W ogniu kontrataku zginęli napastnicy, a trzech ciężko rannych zmarło podczas transportu do Meksyku.
Wśród nich – człowiek, który całe dekady panował nad półświatkiem narkotykowym Ameryki Północnej.
CYNICZNYM OKIEM: Meksykańska armia ogłosiła sukces, a kraj pogrążył się w chaosie – jak zwykle po każdej wygranej wojnie z kartelami.
Państwo kontra paramilitarna potęga
CJNG to nie gang, to równoległa struktura władzy – dysponująca tysiącami uzbrojonych ludzi, czołgami terenowymi i rakietami zdolnymi zestrzeliwać śmigłowce. Oseguera zbudował organizację na styl armii, rekrutując byłych żołnierzy i tworząc własne „oddziały specjalne”. Ich dyscyplina i brutalność uczyniły z Jalisco region skolonizowany nie przez przestępczość, lecz przez hiperpaństwo finansowane kokainą, paliwem i krwią.
Według „Wall Street Journal”, Mencho przez lata kontrolował przemyty narkotyków, paliw i broni między Meksykiem, a USA, oplatając terytorium siecią powiązań z lokalnymi władzami. Ostatnie miesiące jego życia upłynęły na krwawej walce o kontrolę nad sąsiednim Michoacán, gdzie kartel tlił się w wojnie partyzanckiej z armią i rywalami.
Jego śmierć to nie koniec wojny, lecz początek masakry o schedę.
Miasta w ogniu, turyści w panice
Kilka godzin po komunikacie resortu obrony Guadalajara pogrążyła się w panice. Ulice zostały zablokowane przez płonące autobusy i ciężarówki – tak zwane narco‑blokady, znak firmowy CJNG. Lotnisko w Guadalajarze wstrzymało wszystkie loty po informacjach o ataku na terminal; podobnie postąpiło Puerto Vallarta, popularne wśród zagranicznych turystów.
Serwisy społecznościowe zalały filmy przedstawiające chaos: uzbrojeni mężczyźni przejmujący samochody, kłęby dymu nad autostradami, krzyki cywilów barykadujących się w sklepach. Władze federalne natychmiast wprowadziły jednostki Gwardii Narodowej i armii regularnej, ale skutkiem było tylko przeniesienie starć w nowe rejony.
Ambasada USA nakazała swoim obywatelom „natychmiastowe schronienie w miejscu pobytu” w stanach Jalisco, Tamaulipas, Michoacán, Guerrero i Nuevo León. W praktyce oznacza to, że pół zachodniego Meksyku znalazło się pod nieformalnym stanem wyjątkowym.
CYNICZNYM OKIEM: Turystom doradzono, by nie wychodzili z hoteli; kartel doradza im to samo, ale w bardziej przekonujący sposób.
Mit nieśmiertelnych bossów
Nemesio Oseguera był dla podwładnych człowiekiem z legendy – rolnikiem z Michoacán, który w ciągu dwóch dekad stworzył własne imperium narkotykowe. Przeżył kilkanaście zamachów, zestrzelił wojskowy helikopter, zdołał wymknąć się z okrążenia w dżungli i uciec z kraju pod fałszywym nazwiskiem. W świecie karteli krążyło powiedzenie: „Mencho nie ma dni wolnych, tylko dni zemsty”.
O jego głowę od lat walczyły zarówno meksykańskie służby, jak i DEA. Amerykanie oferowali za informacje 10 milionów dolarów nagrody, stawiając go na drugim miejscu listy najbardziej poszukiwanych baronów po El Chapo.
Teraz, według części analityków, powstałą po nim lukę wypełnią frakcje CJNG, które już rywalizują o tereny. Każda z nich ma swoje oddziały i własną armię logistyki. Dla rządu oznacza to, że zamiast jednej wojny, otrzymuje dziesięć mniejszych.
Kraj na skraju wojennej równowagi
Śmierć El Mencho nie jest zwycięstwem państwa, lecz przypomnieniem, jak mało z niego zostało. Kiedy USA doradza obywatelom, by nie opuszczali hoteli w kraju będącym ich sąsiadem, to znak, że granica między państwem, a przestępczością już się zatarła.
Meksyk od dekady prowadzi wojnę z narkotykami, ale w rzeczywistości walczy o swoją integralność terytorialną. Kolejni prezydenci deklarowali „odzyskanie kontroli”, podczas gdy w rzeczywistości kartel za kartelem przekształcał prowincje w prywatne księstwa, a policja federalna bardziej przypominała kontraktowych ochroniarzy niż stróżów prawa.
Zniszczenie CJNG, jeśli w ogóle możliwe, wymagałoby wojny o skali porównywalnej z tą w Kolumbii z lat 90. – a Meksyk nie ma środków, morale ani zaufania społecznego.
CYNICZNYM OKIEM: El Mencho nie żyje, ale jego kraj wciąż żyje jego metodą – za pomocą przemocy, zastraszenia i ciszy.
Turystyczne eldorado na ruinach państwa
Ironia losu – Guadalajara jest jednym z miast, które mają gościć mecze piłkarskich mistrzostw świata w 2026 roku. Dziś przypomina militarne pole minowe. Puerto Vallarta, niegdyś synonim luksusu, zamieniło się w ewakuacyjną strefę turystycznej paniki. Linie lotnicze anulują loty, hotele otwierają piwnice jako schrony, a rząd zapewnia, że „sytuacja jest pod kontrolą”.
Dla Meksyku to nie tylko polityczna katastrofa, ale też gospodarczy cios w sektor, który stanowi jedną z ostatnich zdrowych gałęzi gospodarki.
Śmierć Mencho jest końcem epoki, lecz nie początkiem spokoju. Kiedy państwo zabija króla kartelu, nie niszczy systemu – tylko decentralizuje zło. Każdy generał CJNG marzy teraz o własnym tronie i własnej wersji Tapalpy.
Dla Meksyku to sygnał bez złudzeń: wojna z narkotykami nie ma końca, bo nie walczy już z przemytem, lecz z własnym odbiciem w lustrze. I właśnie to odbicie, a nie Mencho, pali dziś jego miasta.


