Południowe przedmieścia Bejrutu zamieniły się w czwartek w scenę paniki i masowego exodusu. Izraelska armia wydała nowe nakazy przymusowej ewakuacji, rozszerzając obszar potencjalnych nalotów o gęsto zaludnioną dzielnicę Jnah, przylegającą do jedynego międzynarodowego lotniska w stolicy Libanu. Tragiczna ironia sytuacji polega na tym, że wielu cywilów, którzy uciekli przed środowymi atakami na centrum Bejrutu, schroniło się właśnie w rejonie Jnah – teraz muszą uciekać ponownie.

Dzień wcześniej uderzenia izraelskich sił powietrznych w całym Libanie doprowadziły do śmierci co najmniej 250 Libańczyków, a ponad 1400 osób zostało rannych. Były to najcięższe ataki w tej wojnie. Izraelski minister obrony Israel Katz nie krył satysfakcji, oświadczając, że operacje zadały „bardzo silny cios w twarz Hezbollahu, pozostawiając go oszołomionym i zdezorientowanym głębokością penetracji oraz skalą uderzenia”.
CYNICZNYM OKIEM: Minister celebruje „cios w twarz”, a libańskie szpitale liczą bandaże – semantyka wojny zawsze wygląda lepiej z bezpiecznej odległości gabinetu.
Szpitale na granicy wydolności, a dyplomacja na granicy fiaska
Sytuacja humanitarna jest dramatyczna. Według Światowej Organizacji Zdrowia libańskim szpitalom może zabraknąć ratujących życie zestawów medycznych do urazów w ciągu kilku dni. Zapasy bandaży, antybiotyków i środków znieczulających są bliskie wyczerpania. Poszukiwani są dawcy krwi.
Tymczasem Hezbollah twierdzi, że prowadzi starcia lądowe z izraelską armią w rejonie Bint Jbeil w południowym Libanie – zaledwie 5 kilometrów od granicy z Izraelem. Liban jest przekonany, że Izrael dąży do de facto aneksji tego obszaru.
Stawka wykracza daleko poza granice Libanu. Jeśli izraelskie bomby będą nadal spadać, może to sprowokować irańskie ataki odwetowe na Izrael. Huti w Jemenie również zagrozili podjęciem działań. Wszystko to mogłoby doprowadzić do załamania kruchego zawieszenia broni między USA, a Iranem w przededniu sobotnich rozmów w Pakistanie.
Na tym tle pojawił się wymowny sygnał z Waszyngtonu – NBC podało, że Trump poprosił Netanjahu o ograniczenie bombardowań Libanu, aby wspomóc negocjacje z Iranem. Minister Katz odpowiedział jednak ostrzeżeniem, że IDF jest „przygotowane i gotowe do stanowczego działania, jeśli Iran ostrzela Izrael”, nawiązując do setek pocisków balistycznych wystrzelonych w stronę Izraela w ostatnich tygodniach.

CYNICZNYM OKIEM: Trump prosi o ograniczenie bomb, Izrael odpowiada gotowością do eskalacji – to taki Bliski Wschód, gdzie „prośba sojusznika” to raczej sugestia do rozważenia przy kawie.
Hezbollah dołączył do walk w połowie marca, a sytuacja na południu Libanu przypomina coraz bardziej wojnę pozycyjną. Cywile uciekają w kierunkach, które jutro mogą okazać się równie niebezpieczne jak miejsca, z których właśnie uciekli.



