Coś pękło w amerykańskim społeczeństwie. Nie są to dane o bezrobociu, inflacji czy bezpieczeństwie wewnętrznym – choć te też potrafią niepokoić. Tym razem chodzi o zaufanie i tożsamość. Najnowsze badanie Gallupa pokazuje, że 40% młodych Amerykanek (w wieku 15–44 lat) chce na stałe opuścić Stany Zjednoczone. I to nie chwilowe marzenie o podróży – to deklaracja chęci emigracji.
To czterokrotnie więcej niż w 2014 roku, gdy podobne pragnienia wyrażało zaledwie 10% kobiet w tym wieku. Rekordowa liczba młodych Amerykanek dziś mówi: „Ten kraj nie jest już mój.”

Ameryka – kraj, z którego chce się uciekać
Jeszcze dekadę temu młode Amerykanki były wśród najmniej zainteresowanych emigracją w krajach rozwiniętych. W przeciwieństwie do Europejek czy Australijek, czekały na “amerykański sen” – stabilną pracę, rodzinę, dom i sens. Dziś ten sen zamienił się w pętlę długów, politycznej wojny i utraty sprawczości.
W 2025 roku aż 40% kobiet w wieku produkcyjnym chce wyjechać, podczas gdy wśród młodych mężczyzn taki zamiar deklaruje 19%. To największa różnica płciowa w historii badań Gallupa – 21 punktów procentowych. Nigdy wcześniej w żadnym kraju OECD nie odnotowano tak dużej rozbieżności między kobietami, a mężczyznami w kwestii chęci opuszczenia kraju.

CYNICZNYM OKIEM: Większość młodych Amerykanek najwyraźniej doszła do wniosku, że zrównanie szans płci jest możliwe tylko tam, gdzie nie ma wymaganego obywatelstwa USA.
Kanada, Nowa Zelandia i europejskie marzenia
Na liście wymarzonych kierunków znajdują się kraje, które jawią się jako antyteza współczesnych Stanów: spokojna Kanada (11%), zrównoważona Nowa Zelandia, romantyczne Włochy i bezpieczna Japonia (po 5%). Nie chodzi o klimat, pogodę ani nawet o język – chodzi o poczucie bezpieczeństwa i równości.
Młode Amerykanki nie uciekają od pracy ani od podatków. Uciekają od poczucia zagrożenia – fizycznego, społecznego i instytucjonalnego. Ameryka, która przez dekady sprzedawała światu mit wolności, wygląda dziś w oczach własnych kobiet jak miejsce, w którym wolność jest przywilejem, a nie prawem.

Odejście od instytucji – i wiary w nie
Wskaźnik zaufania młodych kobiet do amerykańskich instytucji – rządu, sądów, wojska, wyborów – spadł o 17 punktów od 2015 roku. To największy spadek wśród wszystkich grup demograficznych. Zaufanie do wymiaru sprawiedliwości spadło dramatycznie – z 55% w 2015 roku do zaledwie 32% w 2025.
Wszystko po tym, jak Sąd Najwyższy w 2022 roku unieważnił konstytucyjne prawo do aborcji (sprawa Dobbs v. Jackson Women’s Health Organization). Choć trend spadkowy zaczął się wcześniej, ta decyzja ostatecznie oderwała młode kobiety od państwa, które postrzegały już nie jako opiekuna, lecz jako nadzorcę.
CYNICZNYM OKIEM: Jeśli prawie połowa kobiet gotowa jest wyjechać, to nie bunt – to referendalny wynik nieufności wobec własnego kraju.
Polaryzacja większa niż ocean
Polityka w USA zawsze była sportem kontaktowym, ale w 2025 roku przypomina już wojnę okopową. Według Gallupa, różnica między zwolennikami, a przeciwnikami rządu w kwestii chęci emigracji wynosi 25 punktów procentowych.
To trzy razy więcej niż jeszcze dekadę temu.
Widać też wyraźnie, że zjawisko nie jest już tylko partyjne – to pokoleniowe i genderowe pęknięcie: 59% młodych kobiet identyfikuje się z Demokratami, ale nawet wśród nich popularne jest zdanie: “Jestem za Ameryką, nawet jeśli ona nie jest za mną.”
Zjawisko jest tym bardziej frapujące, że dotyczy w równym stopniu singielek, zamężnych i matek.
41% zamężnych kobiet i 45% singielek deklaruje, że chciałoby opuścić USA na stałe.
Wśród kobiet z dziećmi w domu – 40%.
Oznacza to, że gdyby te kobiety spełniły swoje marzenie, zabrałyby ze sobą nie tylko siebie, ale i przyszłe pokolenie Amerykanów.
Dlaczego właśnie kobiety?
Nie chodzi o ekonomię. Mężczyźni też czują inflację i inflacyjne kłamstwa. Problem leży głębiej – w systemowym poczuciu zawodu. Młode kobiety dorastały w świecie, który opowiadał im o Ameryce równości, profesjonalizmu i możliwości.
Zamiast tego zobaczyły kraj, w którym:
- ich ciała stały się polem politycznej bitwy,
- ich bezpieczeństwo zależy od kodu pocztowego,
- a ich wiara w instytucje jest żartem, którego nikt już nie chce słuchać.
Amerykański sen, eksportowany w jedną stronę
To, co dzieje się w USA, jest pierwszym w historii przypadkiem masowego odpływu kobiet z najbardziej rozwiniętego kraju świata – nie z biedy, lecz z rozczarowania. Amerykanki, które przez dekady wyznaczały globalne standardy niezależności, teraz szukają jej… poza Ameryką.
Ich gotowość do wyjazdu to społeczny sygnał ostrzegawczy: jedno z najbardziej wpływowych społeczeństw traci połowę swojego głosu.
Bo jeśli kobiety przestaną wierzyć we własny kraj, to prędzej czy później kraj przestanie istnieć – przynajmniej w znaczeniu, w jakim istniał dotąd.
CYNICZNYM OKIEM: Kiedy 40% kobiet marzy o wyjeździe, to nie problem migracyjny. To diagnoza społeczeństwa, które przestało oferować przyszłość.


