Macron chce blokowania „fałszywych informacji” w Internecie

Media zatwierdzane przez rząd - oddzielając posłuszne od buntowników

Adrian Kosta
2 min czytania

Prezydent Francji Emmanuel Macron ponawia kampanię o drakońskie uprawnienia dla państwa do blokowania „fałszywej informacji” w mediach społecznościowych, spotykając się z furią konserwatywnych mediów i polityków, którzy widzą w tym totalitarny dryf ku „Ministerstwu Prawdy”. W piątek Macron wezwał parlament do natychmiastowego usuwania treści uznanych za dezinformację, proponując system „profesjonalnej certyfikacji”, który stworzyłby elitarną klasę mediów zatwierdzonych przez rząd – oddzielając posłuszne od buntowników.

Prawicowa prasa eksploduje: Journal du Dimanche Vincenta Bolloré potępia „totalitarny dryf” Macrona, ostrzegając przed pokusą państwowej cenzury. CNews i Europe 1 idą dalej – Pascal Praud oskarża prezydenta o osobistą urazę: „Majstrowanie przy wolności słowa to autorytarna pokusa człowieka, który stracił władzę i szuka jej poprzez kontrolę narracji”.

CYNICZNYM OKIEM: Macron, z arsenałem cenzorskim już w kieszeni, chce certyfikować prawdę – bo przecież rząd wie lepiej, co jest fałszem; samotny władca narracji, drapiący się po porażkach w sondażach.

Polityczny backlash – od Bardelli po Retailleau

Lider National Rally Jordan Bardella miażdży: „To autorytarna pokusa samotnego człowieka, który szuka kontroli informacji”. Bruno Retailleau z Republikanów w Senacie ostrzega na X: „Żaden rząd nie ma prawa filtrować mediów ani dyktować prawdy”.

Élysée kontratakuje nietypowo – publikując sarkastyczne klipy Prauda z etykietą „uwaga fałszywa informacja”.

Macron dementuje: „Nie będzie etykiety państwowej ani ‘ministerstwa prawdy’”, twierdzi rzecznik. Ale krytycy widzą hipokryzję – istniejące narzędzia cenzorskie nie wystarczą, więc lewicowy prezydent pcha na całość, by narzucić jedną narrację.

CYNICZNYM OKIEM: Prezydent dementuje własne plany, ale francuska prawica drwi: certyfikacja mediów to nie cenzura? Bardziej jak smycz na niewygodne głosy, zanim Macron straci resztki władzy.

Macronowski pęd ku super-cenzurze obnaża pęknięcia francuskiej demokracji – gdy wolność słowa staje się wrogiem „dezinformacji”, konserwatyści krzyczą totalitaryzm, a pałac ripostuje memami. Czy to ochrona przed fake newsami, czy narzędzie do kneblowania opozycji? Francja patrzy z niepokojem.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *