Ludzie znikają, a pieniądz traci sens. Awaria systemu, na którym stoi świat

Gdy społeczeństwa tracą wiarę w przyszłość, nie podejmują decyzji, które tę przyszłość budują

Jarosław Szeląg
9 min czytania

Najgłębsze problemy współczesnych społeczeństw można sprowadzić do jednego, brutalnie prostego faktu: załamania wskaźników reprodukcji. To nie jest pojedyncza anomalia statystyczna ani chwilowy kryzys nastrojów, lecz objaw awarii w mechanizmie, który miał wytwarzać ciągłość pokoleń. Gdy ludzie tracą wiarę w przyszłość, nie podejmują decyzji, które tę przyszłość budują.

Spadek urodzeń przestał być wyłącznie zjawiskiem „Zachodu”. Chiny weszły w otwarty proces kurczenia się populacji i to już od około roku, co uderza w fundamenty systemów politycznych i społecznych projektowanych pod stały wzrost liczby ludności oraz produktywności. Tam, gdzie planowano nieprzerwaną ekspansję, pojawia się konieczność zarządzania kurczeniem się – a to jest inny świat, z inną matematyką i inną psychologią.

Autor poleca: Polska bez wnuków, Europa bez dziedzictwa. Kronika wymierania

Państwo dobrobytu na kruszącym się fundamencie

Model, który działał przy rosnącej populacji, zaczyna się rozpadać w momencie starzenia się społeczeństwa. Niemcy widzą to wprost: narastające konflikty dystrybucyjne i społeczne napięcia uderzają w system emerytur repartycyjnych oraz w ochronę zdrowia dla szybko starzejącej się populacji. Demograficzna baza państwa opiekuńczego zaczyna się kruszyć, bo została zbudowana na założeniu, że „jutro” będzie liczniejsze niż „dziś”.

W tym samym czasie klasa polityczna, poprzez bezprecedensowo naiwną politykę migracyjną, działa jak dynamo, które nie rozwiązuje problemu, lecz przyspiesza i wzmacnia procesy destabilizujące. Presja migracyjna rośnie, bo świat demograficznie nie spada równomiernie: jedne regiony kurczą się, inne nadal rosną dynamicznie. W efekcie Europa staje się polem strategicznych pomyłek o konsekwencjach kulturowych, włącznie z planami relokacji milionów osób kulturowo obcych na kontynent.

Niemcy, przekształcone w rodzaj globalnego biura socjalnego, tworzą sytuację osobliwą: przy kontynuacji polityki otwartych granic populacja może nawet wzrosnąć. Czy to powód do świętowania, pozostaje wątpliwe, biorąc pod uwagę stan społeczeństwa i logikę systemu, który coraz trudniej finansować i coraz trudniej legitymizować.

Polityczne „zachęty” i wieczny powrót tych samych błędów

W odpowiedzi na spadek urodzeń nowoczesna polityka sięga po arsenał bodźców: dodatki na dzieci, ulgi podatkowe, preferencje dla małżeństw, wspólne rozliczenia i kolejne pakiety zachęt. Problem w tym, że te narzędzia w większości zawiodły. Nie udało się trwale ustabilizować dzietności, a tym bardziej jej zwiększyć.

Mechanizm porażki jest stary jak państwo. Gdy Imperium Rzymskie pod rządami Augusta obserwowało spadek liczebności rdzeniowej populacji Italii, odpowiedziało mieszanką zachęt finansowych dla młodych rodziców i drakońskich kar podatkowych dla bezdzietnych z klasy senatorskiej. Efekt był znikomy. Uderza coś innego: jak konsekwentnie ludzie i systemy polityczne odtwarzają rozwiązania, których nieskuteczność jest historycznie udokumentowana.

Chiny dostarczają wariantu niemal ironicznego. W czasie boomu demograficznego obowiązywała tam surowa, sankcjonowana polityka jednego dziecka, a populacja i tak rosła. Dziś, gdy reprodukcja się załamuje, przywództwo przejmuje zachodni odruch: zasiłki na dzieci, podczas gdy przedszkola w widoczny sposób pustoszeją. Prognoza jest twarda: Chiny mogą stracić około 20 procent populacji w ciągu 30 lat.

dzietność

Demografia nie kończy się na statystyce. Jej skutki przenoszą się na ceny, produkcję, handel i stabilność polityczną. W przypadku Chin reakcja jest odruchowa: by kompensować wewnętrzne zniekształcenia, kraj odpowiada agresywnymi subsydiami dla silnika eksportowego, próbując neutralizować presje deflacyjne, które ujawniają się w gospodarce przy kurczącej się populacji.

Na poziomie globalnym populacja świata ma osiągnąć szczyt za około dziesięć lat, na poziomie około 9,79{,}79,7 mld, wobec około 8,28{,}28,2 mld dziś. Równocześnie Chiny i Europa wpadają w spiralę spadkową, podczas gdy Indie i duże części Afryki nadal rosną dynamicznie. Ta asynchroniczność działa jak pompa migracyjna i katalizator napięć, zwłaszcza tam, gdzie polityka próbuje rozwiązać problem demograficzny ruchem administracyjnym, a nie zmianą struktury bodźców.

infografika trend dzietnosci

Interwencjonizm kontra dostosowanie do kurczenia

Dostosowanie gospodarki do malejącej populacji staje się tym trudniejsze, im większy jest stopień interwencji politycznej. To problem nie tylko Chin, ale też Niemiec i całej Europy. Interwencjonizm tworzy dodatkową lepkość: systemy są ustawione na wzrost, a gdy wzrost znika, próbuje się go „wymusić” pieniędzmi, regulacją i transferem. Efektem są konflikty o podział, bo przy kurczeniu się tortu rośnie agresja wobec tego, kto dostaje większy kawałek.

W tym samym czasie zachodzi proces cichszy, lecz fundamentalny. Państwo dobrobytu przeniosło odpowiedzialność za starość z rodziny na instytucję, finansowaną składkami pracujących. Dawniej starość była zabezpieczana przez dzieci, dziś tę rolę przejęło państwo. Ten ruch rozluźnia więź międzypokoleniową emocjonalnie i ekonomicznie, tworząc przyczynowe „odsprzęgnięcie”: posiadanie dzieci przestaje być realnym warunkiem bezpieczeństwa, a staje się wyborem obciążonym kosztami i ryzykiem.

Emocjonalna utrata znaczenia rodziny w tej konfiguracji jest trudna do przecenienia, bo znika konieczność dużych rodzin. Gdy konieczność znika, pozostaje kalkulacja. A kalkulacja w świecie niepewności zwykle kończy się decyzją o odroczeniu lub rezygnacji.

Szok pieniądza fiducjarnego, którego nie chcemy widzieć

W analizach demografii często pomija się czynnik, który spina gospodarkę, ceny aktywów i warunki życia rodzin: system pieniężny po końcu standardu złota. Zamknięcie tzw. złotego okna w 1971 roku przez prezydenta USA Richarda Nixona zakończyło wymienialność dolara na stały ekwiwalent złota i rozpoczęło epokę kredytowego pieniądza fiducjarnego.

Od tego momentu pieniądz przestał być powiązany z realną rzadkością. Można go było politycznie kształtować deficytem i rozszerzać skalą kredytu w sposób bezprecedensowy. Kredyt stał się pieniądzem, a produkty kredytowe, takie jak obligacje państwowe, stały się fundamentem globalnego systemu monetarnego.

To „odsprzęgnięcie” ma konsekwencje daleko poza bankowością. Państwa podporządkowują banki centralne finansowaniu trwałych deficytów, próbując ściągnąć przyszłą siłę nabywczą do teraźniejszości i uzyskać przestrzeń fiskalną. W praktyce ten manewr prowadzi do spirali, którą widać także w Niemczech: dług, bańki aktywów i inflacja.

Mieszkanie jako instrument finansowy i cichy sabotaż rodziny

Jednym z najbardziej namacalnych skutków tej epoki jest zmiana aktywów, zwłaszcza nieruchomości. Nieruchomości przestały być dobrem konsumpcyjnym, a stały się instrumentem finansowym, czymś w rodzaju skarbonki w walce z systemową dewaluacją pieniądza. To przestawia całe życie rodzinne, bo mieszkanie – podstawowy warunek stabilizacji – staje się aktywem wymagającym gry na kredycie, a nie przestrzenią do życia.

Dla młodych rodzin zakup domu bez wejścia w ogromne zadłużenie staje się prawie niemożliwy. Model dwóch dochodów staje się koniecznością, a nie wyborem. W tej konfiguracji wychowanie dzieci nie tylko traci status społeczny w falach ideologicznej presji, ale staje się praktycznie niewykonalne dla wielu ekonomicznie. W gospodarce napędzanej kredytem życie przestaje być „czasem”, a staje się zasobem deficytowym.

Powstaje konflikt strukturalny: dzieci konkurują z karierą, dochodem i prywatnym planowaniem starości. To śmiertelna dysfunkcja fabryki społecznej, bo system bodźców, który powinien wytwarzać co najmniej tyle dzieci, by stabilizować populację, zaczyna premiować strategie bezdzietności lub odkładania rodzicielstwa w nieskończoność.

Jeżeli istnieje punkt, w którym gospodarka i demografia spotykają się w jednym węźle, to jest nim pieniądz. W tej logice powrót do zdrowego pieniądza jawi się jako potencjalny klucz do zwrotu ekonomicznego i społecznego, także w społeczeństwach u kresu osuwania się.

Taka zmiana oznaczałaby równocześnie koniec postmodernistycznego hiperstanu, który poprzez manipulację kredytem głęboko ingeruje w ekonomiczne dyspozycje jednostek. Przy zdrowym pieniądzu i postępie technologicznym ludzie mogliby odzyskiwać siłę nabywczą poprzez zdyscyplinowane oszczędzanie – czyli realnie zamieniać pieniądz na czas, a czas na rodzinę. Stabilne procesy monetarne tworzą warunki, by znów dało się patrzeć w przyszłość bez poczucia, że przyszłość jest pożyczką na lichwę.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *