Gdy rakiety latają nad Bliskim Wschodem, a słowo „eskalacja” pojawia się w każdym serwisie informacyjnym, najbogatsi i najpotężniejsi na świecie robią to, co zawsze – zabezpieczają własną przyszłość, zanim zaczną martwić się o cudzą. Ron Hubbard, właściciel Atlas Survival Shelters z Teksasu, mówi bez ogródek: od wybuchu konfliktu z Iranem liczba zapytań wzrosła dziesięciokrotnie. Jest dosłownie zasypywany telefonami.
Wśród nowych klientów znaleźli się – według doniesień „The Telegraph” – dwaj wysocy rangą członkowie gabinetu Trumpa. Jeden z nich miał wysłać Hubbardowi SMS-a z pytaniem: „Kiedy mój bunkier będzie gotowy?” – co w obliczu trwającego konfliktu brzmi mniej jak pytanie, a bardziej jak wyznanie.

CYNICZNYM OKIEM: Członkowie gabinetu, który prowadzi wojnę, kupują bunkry na wypadek jej konsekwencji. Rzadko kiedy hipokryzja władzy jest tak dosłowna i tak kosztowna jednocześnie.
Stal, beton i złudzenia
Atlas buduje wszystko – od podstawowych schronów za 20 000 dolarów po wielomilionowe kompleksy wyposażone w kina domowe, baseny i strzelnice. Pancerne drzwi przeciwbombowe, systemy oczyszczania powietrza, hartowana stal – oferta przypomina luksusowy apartament, tyle że zakopany kilka metrów pod ziemią. Wśród wcześniejszych klientów firmy znajdują się Mark Zuckerberg i Andrew Tate – zestawienie, które mówi o epoce więcej niż niejedna analiza polityczna.
Jednak sam Hubbard nie ukrywa granicy możliwości swojego produktu. „Żaden bunkier na świecie nie jest zaprojektowany tak, aby wytrzymać uderzenie bomby penetrującej z amerykańskiego bombowca” – stwierdził. I dodał z brutalną szczerością: „Jeśli Amerykanie chcą twojej śmierci, to nie żyjesz. Nie sądzę, aby jakikolwiek bunkier na świecie mógł cię ochronić przed Amerykaninem, który chce cię zabić”.

CYNICZNYM OKIEM: Człowiek sprzedający schrony przed wojną przyznaje, że jego produkt nie chroni przed najgroźniejszym graczem na rynku. Lepszej reklamy swojej własnej bezsilności nie można sobie wyobrazić – a mimo to telefon nie milknie.
Biznes rośnie globalnie. Nowe biuro Hubbarda w Dubaju przyjmuje pilne zlecenia po tym, jak irańskie rakiety uderzyły w miasto. „Myśleli, że nigdy nie zobaczą spadających bomb” – skomentował właściciel firmy, opisując lokalnych klientów z charakterystyczną dla siebie bezceremonialnością.
Liczby mówią same za siebie. Atlas notował średnio 2 miliony dolarów miesięcznej sprzedaży w bieżącym roku. W przyszłym miesiącu firma spodziewa się 50 milionów dolarów – wzrost dwudziestopięciokrotny. Hubbard porównuje swój biznes do rolnictwa: „Kiedy nadchodzi czas żniw, musisz zebrać tyle, ile zdołasz”. W tym przypadku plony to ludzki strach – i nigdy nie były tak obfite.



