Jeszcze tego lata lotniskowiec o napędzie atomowym USS Gerald R. Ford ma przesyłać energię elektryczną ze swoich dwóch reaktorów A1B bezpośrednio do bazy Naval Station Norfolk w Wirginii. Cumujący przy nabrzeżu superlotniskowiec wart 13 miliardów dolarów zasili tym samym największą bazę marynarki wojennej na świecie, pełniąc rolę pływającej elektrowni.
Wiadomość przekazał 14 maja pełniący obowiązki sekretarza Marynarki Wojennej Hung Cao podczas przesłuchania przed Komisją Sił Zbrojnych Izby Reprezentantów w sprawie budżetu na rok 2027. „Tego lata baza Naval Station Norfolk w Wirginii będzie zasilana z lotniskowca. Zamierzamy przesłać energię z lotniskowca do bazy” – powiedział wprost. Pierwszy test ma odbyć się jeszcze w tym roku.

Pływający generator awaryjny na wypadek awarii sieci
Cel jest jasny. Rzecznik marynarki potwierdził, że przedsięwzięcie wpisuje się w szersze działania na rzecz zapewnienia „stabilnej energii podstawowej” oraz ciągłości misji w obiektach wojskowych.
Okręt nadaje się do tej roli wyjątkowo dobrze. USS Gerald R. Ford powrócił właśnie do Norfolk po rekordowej, trwającej 326 dni misji.
Jego reaktory A1B, zbudowane przez firmy Bechtel i BWXT, dostarczają o około 25 procent więcej energii niż starsze jednostki A4W na lotniskowcach klasy Nimitz. Wymagają przy tym mniejszej liczby marynarzy do obsługi i wykazują większą gotowość operacyjną.
Próba pokaże, czy zadokowany okręt może służyć jako pływający generator awaryjny podczas awarii sieci, ataków lub katastrof. Pojawił się też pomysł, by energię tę wykorzystywać w rejonach dotkniętych suszą do produkcji wody pitnej.

CYNICZNYM OKIEM: Okręt za 13 miliardów dolarów zbudowany do projekcji siły kończy jako gigantyczny agregat dla portu. Najdroższa awaryjna prądnica świata cumuje przy nabrzeżu i czeka, aż padnie miejska sieć.
Rosja od lat ma to, co USA dopiero testują
Koncepcja pływającej energetyki jądrowej nie jest nowa. Sięga lat 70., gdy spółka Westinghouse-Tenneco zaproponowała masową produkcję elektrowni o mocy 1200 MW na betonowych barkach u wschodnich wybrzeży USA. Pomysł utknął w martwym punkcie z przyczyn regulacyjnych i politycznych, ale stało się tak tylko w Stanach Zjednoczonych.
Rosja taką jednostkę faktycznie zbudowała i eksploatuje. Akademik Łomonosow, wyposażony w dwa reaktory KLT-40S dostarczające około 70 MWe oraz ciepło sieciowe, od 2019 roku zaopatruje odległe arktyczne miasto Pewek na Czukotce.
Jednostka ta zastąpiła starzejącą się elektrownię atomową w Bilibinie oraz elektrociepłownię węglową. Rosatom promuje już kolejne projekty z reaktorami RITM-200M na potrzeby przedsięwzięć górniczych, takich jak Bajmska, przy czym część prac produkcyjnych przeniesiono do chińskich stoczni.
W Europie projekty te pozostają głównie w sferze koncepcyjnej. Duńska firma Copenhagen Atomics analizuje technologię reaktorową dla pływających barek norweskiej Ocean-Power, a brytyjska Core Power współpracuje z Samsungiem przy reaktorach ze stopionymi solami. Na razie nie doszło jeszcze do cięcia blach.
Na tym samym przesłuchaniu szef Operacji Morskich admirał Daryl Caudle wyszedł z większą inicjatywą. Wezwał do stworzenia pilotażowego programu reaktorów Marynarki Wojennej na wzór armijnej inicjatywy Janus, która wyłoniła już dziewięć baz w kraju i wykorzystuje umowy zadaniowe DIU dla mikroreaktorów planowanych na 2026 rok.
Wzorem może być też program ANPI Sił Powietrznych, który wybrał firmy Antares Nuclear i Radiant, celując w uruchomienie pierwszego zasilania około 2030 roku. „Choć Armia może zostać wyznaczona do pełnienia roli głównego lidera, nie widzę możliwości, w której Marynarka Wojenna nie byłaby częścią tej dyskusji. Musimy jednak ustanowić program pilotażowy, wyznaczyć datę docelową i go uruchomić” – oświadczył Caudle, domagając się konkretnego terminu startu.



