W Paryżu rozpoczął się proces apelacyjny, który może zadecydować o losach jednej z najbardziej wpływowych postaci europejskiej prawicy. Marine Le Pen, liderka ugrupowania Zjednoczenie Narodowe (Rassemblement National, RN), walczy o unieważnienie wyroku pozbawiającego ją prawa do pełnienia funkcji publicznych na pięć lat. Jeśli apelacja zakończy się niepowodzeniem, Le Pen nie będzie mogła wystartować w wyborach prezydenckich w 2027 roku.
Sprawa dotyczy malwersacji środków unijnych – chodzi o 4 miliony euro, które według sądu Le Pen i jej współpracownicy wykorzystali na finansowanie partyjnych pracowników w czasie, gdy ich pensje miały być opłacane z budżetu Parlamentu Europejskiego. W pierwszej instancji polityczka została skazana na cztery lata więzienia (z czego dwa w zawieszeniu), areszt domowy i 100 tysięcy euro grzywny.
CYNICZNYM OKIEM: W kraju, gdzie polityka to sport kontaktowy, Le Pen właśnie gra o finał – z sędziami jako sędziami głównymi i Macronem na trybunach.
Wybór między sądem, a sukcesorem. Prawo, polityka i… Waszyngton
Apelacja potrwa od 13 stycznia do 12 lutego, a ostateczny wyrok ma zapaść latem. W razie porażki kandydatem RN na prezydenta zostanie Jordan Bardella, 30-letni protegowany Le Pen, aktualny prezes partii.
RN – obecnie największa siła opozycyjna we Francji – od lat rośnie w siłę na fali antyimigracyjnych nastrojów i konserwatywnego zwrotu Francuzów. W sondażach partia regularnie wyprzedza ugrupowania centrowe, a jej zwolennicy postrzegają liderkę jako ofiarę „systemowej zemsty”.
CYNICZNYM OKIEM: Jeśli Le Pen rzeczywiście zostanie wyeliminowana z gry, Francuzi w 2027 roku będą głosować nie tylko na prezydenta, ale też na definicję demokracji.
Wyrok Le Pen odbił się szerokim echem poza Francją. Były prezydent USA Donald Trump i członkowie jego administracji publicznie poparli francuską liderkę, wskazując jej sprawę jako przykład „upolitycznienia wymiaru sprawiedliwości w Europie.”
Niemiecki „Der Spiegel” twierdzi, że w amerykańskim Departamencie Stanu toczyły się nawet rozmowy o możliwych sankcjach wobec francuskich prokuratorów i sędziów. Informację tę zdementowała podsekretarz stanu Sara B. Rogers, nazywając ją „fake newsem”.
Tymczasem prawnik Parlamentu Europejskiego Patrick Maisonneuve zapowiedział, że będzie zabiegał o utrzymanie wyroku i zwrot 3 milionów euro odszkodowania dla Parlamentu. Samo RN zostało zobowiązane do zapłaty kolejnych 2 milionów euro grzywny, z czego połowa została zawieszona.
Werdykt, który ukształtuje Francję
Dla Le Pen to być albo nie być – zarówno polityczne, jak i symboliczne.
Jeśli zachowa możliwość kandydowania, pozostanie kluczową rozgrywającą na prawicy i główną konkurentką Emmanuela Macrona. Jeśli przegra – Francja może wejść w nowy etap politycznej niepewności, w której drugi plan stanie się pierwszym.
Na razie pozostaje tylko jedno pewne: proces Le Pen to nie tylko sprawa o fundusze, lecz o przyszłość francuskiej demokracji – rozpiętej między sądem, populizmem, a europejską biurokracją.


