Europa od lat flirtuje z wizją strategicznej samodzielności, jednocześnie polegając na Stanach Zjednoczonych w niemal każdym aspekcie swojego bezpieczeństwa. Teraz, gdy napięcia wokół Ukrainy i Bliskiego Wschodu testują faktyczną gotowość bojową kontynentu, fasada militarnej niezależności zaczyna pękać w najbardziej spektakularny sposób. Symbolem tej pęknięcia stało się wyznanie brytyjskiego parlamentarzysty, które obnaża skalę problemu z brutalną szczerością.
Tom Tugendhat, były minister ds. bezpieczeństwa, na łamach The Telegraph przyznał wprost, że Wielka Brytania nie posiada niezależnych zdolności wojskowych potrzebnych do przeprowadzenia operacji ratunkowej własnego lotnika – operacji porównywalnej z niedawną akcją USA w Iranie. Jego słowa nie pozostawiają pola do interpretacji.
„Nie mamy odpowiednich platform, satelitów, zasięgu ani masy. Nasz plan ratunkowy, gdyby lotnik był Brytyjczykiem, polegałby na zadzwonieniu do USA” – stwierdził Tugendhat.

Baza pod atakiem, niszczyciel w porcie
Tugendhat ostrzegał przed sytuacją w Iranie już w marcu, publicznie pytając, dlaczego premier Keir Starmer nie rozmieścił w regionie odpowiednich środków obrony powietrznej do ochrony brytyjskich obywateli i sojuszników przed atakami rakietowymi i dronami. Starmer mierzy się z rosnącą krytyką za opóźnienie w wysłaniu okrętu HMS Dragon na Cypr po ataku na brytyjską bazę RAF Akrotiri.
Były minister nie krył konsternacji, komentując sprawę dla stacji GB News.
„Moje zdanie jest proste – mogliśmy nie zgadzać się z pierwotną decyzją o uderzeniu, to decyzja amerykańska i izraelska… Ale nie widzę absolutnie żadnego powodu, dla którego nie mieliśmy zasobów w regionie, dlaczego nie mieliśmy tam niszczycieli typu 45, aby chronić naszych obywateli i sojuszników. To dla mnie zdumiewające” – powiedział Tugendhat.
CYNICZNYM OKIEM: Wielka Brytania ma ambicje mocarstwa, budżet średniaka i plan awaryjny sprowadzający się do jednego numeru telefonu – z kierunkowym na Waszyngton.
Europa bez żołnierzy i bez przekonania
Problem wykracza daleko poza jedną nieudaną decyzję logistyczną. Gotowość militarna Europy okazała się w ostatnich latach drastycznie niewystarczająca, a u podstaw kryzysu leży coś znacznie głębszego niż brak sprzętu. Rekrutacja do brytyjskiego wojska jest znacznie poniżej potrzeb – armia i Królewska Marynarka Wojenna konsekwentnie osiągają jedynie 60% swoich celów kadrowych.
Główny podział między administracją Trumpa a krajami NATO dotyczył od początku wydatków na obronność. Większość członków sojuszu przeznacza na ten cel około 2% PKB, a gdy poproszono ich o budżety rzędu 5%, rządy europejskie zgodziły się na osiągnięcie tego celu dopiero za dekadę.
Kluczowym problemem, którego rządy nie chcą otwarcie przyznać, jest fakt, że większość młodych mężczyzn po prostu nie chce za nie walczyć. W systemie ochotniczym rządy muszą wyznawać wartości zbliżone do tych, które wyznają ludzie wysyłani na pole bitwy.
Dr Mike Martin, poseł Liberalnych Demokratów i były oficer brytyjskiej armii, stwierdził w marcu 2025 roku, że jeśli Wielka Brytania zaangażuje się w wojnę powszechną z Rosją, „będziemy przeprowadzać pobór ludności – co do tego nie ma wątpliwości”. Temat przymusowej konskrypcji jest jednym z głównych wątków w brytyjskich mediach od dwóch lat, co rodzi podejrzenie, że establishment stopniowo oswaja opinię publiczną z tą ideą.
Niemcy poszły jeszcze dalej. Od 1 stycznia 2026 roku niemieccy mężczyźni w wieku od 17 do 45 lat muszą uzyskać pozwolenie z Centrum Kariery Bundeswehry przed wyjazdem za granicę na dłużej niż trzy miesiące. Berlin wyciągnął wnioski z Ukrainy, gdzie na początku wojny miliony młodych mężczyzn uciekły z kraju.
CYNICZNYM OKIEM: Europa planuje obronę kontynentu w jedyny znany sobie sposób – regulacjami, formularzami i pozwoleniami na opuszczenie kraju.
Szczególnie wymowna jest reakcja europejskiej opinii publicznej na amerykańską operację ratunkową w Iranie, podczas której siły specjalne wylądowały dwoma samolotami MC-130 na prowizorycznym pasie startowym, aby ewakuować odciętego lotnika. Samoloty utknęły w piasku i musiały zostać zniszczone, by nie wpadły w ręce Irańczyków. W mediach społecznościowych pojawiła się narracja, że USA „zmarnowały” sprzęt wart miliony dolarów dla ratowania „tylko jednego” człowieka.
To wysoce znaczące, że poświęcenie sprzętu dla ratowania zaginionego żołnierza jest dla wielu Europejczyków niezrozumiałe. Obnażone zostaje coś więcej niż luka w budżetach obronnych – brak lojalności po obu stronach równania, między rządami a obywatelami, których te rządy mogłyby pewnego dnia poprosić o oddanie życia.



