Niedzielny wieczór wyborczy we Francji przyniósł obraz kraju pękającego wzdłuż linii, której jeszcze kilka lat temu nikt nie brał poważnie. Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen odnotowało najlepszy wynik w historii partii we francuskich wyborach lokalnych, przejmując kontrolę nad dziesiątkami gmin i wprowadzając swojego sojusznika na fotel burmistrza Nicei – piątego co do wielkości miasta kraju. Jednocześnie socjaliści utrzymali kluczowe metropolie – Paryż, Marsylię, Lyon i Lille – potwierdzając, że Francja wchodzi w erę dwóch równoległych rzeczywistości politycznych.
Wyniki drugiej tury głosowania samorządowego stanowią najwyraźniejszy jak dotąd sygnał, że partia populistyczna przestała być jedynie ruchem protestu. RN stało się realną siłą rządzącą w wielu częściach Francji i rosnącym zagrożeniem zarówno dla centrystów prezydenta Emmanuela Macrona, jak i tradycyjnej prawicy – zwłaszcza w perspektywie wyborów prezydenckich w 2027 roku.
Bardella ogłasza przełom, Le Pen mówi o władzy
Jordan Bardella, trzydziestoletni prezes RN i powszechnie uważany za kolejnego kandydata partii na prezydenta, nie krył euforii. Zwracając się do wiwatujących zwolenników, ogłosił tę noc „największym przełomem w całej historii ugrupowania”.
„Wyborcy przekazali wiadomość o głębokim pragnieniu zmian” – stwierdził Bardella.
Marine Le Pen, wciąż walcząca z wyrokiem sądowym, który mógłby uniemożliwić jej start w przyszłorocznych wyborach, wypowiedziała się w podobnym tonie. Partia jest teraz „zakorzeniona wszędzie” i gotowa do sprawowania władzy – oznajmiła.
Lista zdobyczy RN robi wrażenie. Partia utrzymała Perpignan – swoje dotychczas największe miasto – i odniosła nowe zwycięstwa w średnich i mniejszych miejscowościach, takich jak Carcassonne, Castres, Agde, Liévin, Vierzon i La Flèche. Najważniejszym symbolicznym sukcesem okazała się jednak Nicea, gdzie były lider konserwatywnych Republikanów Éric Ciotti – który przeszedł do orbity Le Pen i został za to praktycznie wyrzucony z własnej partii – wygrał walkę o fotel burmistrza.
CYNICZNYM OKIEM: Ciotti został wyrzucony z partii za flirtowanie z Le Pen, a potem wygrał wybory na burmistrza Nicei. We Francji zdrada ideologiczna to najlepsza strategia kariery – wystarczy dobrze wybrać stronę, na którą się przechodzi.
Wieczór nie był jednak całkowitym triumfem. W Marsylii urzędujący lewicowy burmistrz Benoît Payan pewnie wygrał reelekcję z wynikiem około 54 procent głosów, pokonując kandydata RN Francka Allisio, który uzyskał około 39 procent. W Tulonie i Nîmes kandydaci RN przegrali mimo dużej przewagi po pierwszej turze – pokonani przez zjednoczone listy opozycyjne, które zawiązały sojusze taktyczne wyłącznie po to, by zablokować populistów. W Paryżu poparcie dla partii Le Pen pozostało marginalne – zaledwie 1,6 procent głosów.
Frekwencja osiągnęła historycznie niski poziom – około 48 procent. To zarówno symptom zmęczenia wyborców, jak i dowód skuteczności strategicznego głosowania blokowego przeciwko skrajnej prawicy – mechanizmu, który od lat stanowi główną zaporę przed zwycięstwami RN w drugich turach.

Prowincja jako trampolina do Pałacu Elizejskiego
Do tej pory największą słabością Zjednoczenia Narodowego były struktury lokalne. Partia miała trudności z wystawianiem doświadczonych kandydatów, budowaniem koalicji i przekuwaniem wyników z pierwszej tury na realne zwycięstwa w turze drugiej. Niedziela to zmieniła – ugrupowanie wchodzi w następny cykl wyborczy z realnym doświadczeniem administracyjnym, kontrolą nad budżetami w dziesiątkach kolejnych miast i udowodnioną zdolnością do wygrywania na swoich południowych bastionach.
Analitycy wskazują, że zyski RN odzwierciedlają głęboką frustrację wyborców związaną z imigracją, przestępczością i kosztami życia. To tematy, które partia Le Pen nieustannie eksploatuje, jednocześnie konsekwentnie łagodząc swój wizerunek pod przywództwem młodego Bardelli.
Wyniki obnażają również postępujący rozłam na tradycyjnej prawicy. Zwycięstwo Ciottiego w Nicei podkreśla, jak główny nurt konserwatywny rozpada się, a jego części dryfują w stronę RN. Dla partii Les Républicains to kolejny sygnał ostrzegawczy – ich elektorat ucieka w dwóch kierunkach jednocześnie, ku populistom i ku centryzmowi Macrona.
Sam Macron, którego centrowy blok pozostaje osłabiony po wyborach parlamentarnych z 2024 roku – które pozostawiły parlament w zawieszeniu – ma trzynaście miesięcy na odbudowę wiarygodności. Premier Michel Barnier zareagował ostrożnie, stwierdzając, że wyniki „potwierdzają fragmentację naszego krajobrazu politycznego”.

CYNICZNYM OKIEM: Fragmentacja krajobrazu politycznego to elegancki sposób na powiedzenie, że nikt nie kontroluje sytuacji. Macron ma trzynaście miesięcy – wystarczająco dużo, by napisać pamiętniki, za mało, by odbudować partię.
Dla Europy potencjalne zwycięstwo RN w 2027 roku byłoby politycznym trzęsieniem ziemi. Partia zapowiedziała zakwestionowanie unijnych zasad migracyjnych, renegocjację stosunków Francji z Brukselą i zaostrzenie kursu w kwestii wsparcia dla Ukrainy. Prezydentura Le Pen lub Bardelli zbliżyłaby Paryż do populistycznych rządów we Włoszech, na Węgrzech i w Holandii, wywierając nową presję na sojusz transatlantycki – co dla Polski, jako jednego z filarów wschodniej flanki NATO, miałoby bezpośrednie konsekwencje.
Nad świętowaniem wisi jednak los prawny samej Le Pen. Odwołuje się ona od wyroku za nadużycia funduszy Parlamentu Europejskiego, co wiąże się z potencjalnym pięcioletnim zakazem pełnienia funkcji publicznych. Decyzja spodziewana jest latem – jeśli zakaz zostanie utrzymany, kandydatem niemal na pewno zostanie Bardella, młodszy, sprawniejszy medialnie i mniej obciążony toksyczną historią partii. Trzydziestoletni lider, który właśnie ogłosił największy przełom w dziejach ugrupowania, może okazać się groźniejszy od swojej mentorki.


