Brytyjska scena polityczna weszła w fazę otwartego konfliktu wewnątrz rządzącej Partii Pracy, a rynki walutowe natychmiast zareagowały na sygnały rozpadu obozu Keira Starmera. Po rezygnacji ministra zdrowia Wesa Streetinga, który publicznie ogłosił, że stracił zaufanie do przywództwa premiera, na horyzoncie pojawił się kolejny, znacznie groźniejszy rywal. Andy Burnham, burmistrz Wielkiego Manchesteru, otworzył sobie potencjalną drogę do rzucenia wyzwania Starmerowi w walce o fotel premiera. Stało się to możliwe po tym, jak jeden z posłów Partii Pracy zdecydował się zrezygnować z mandatu i wezwał Burnhama do przejęcia jego miejsca w Izbie Gmin.

Według doniesień Bloomberga posłem, który dokonał tego niecodziennego gestu politycznej ofiary, jest Josh Simons, reprezentujący okręg obejmujący obszar Manchesteru. Zwolnienie miejsca w parlamencie ma kluczowe znaczenie, ponieważ bez mandatu w Izbie Gmin Burnham nie może formalnie ubiegać się o przywództwo w partii. W swoim oświadczeniu Simons napisał, jak przytacza prasa, „ustępuję miejsca, aby Andy Burnham mógł wrócić do domu, walczyć o ponowne wejście do Parlamentu i, jeśli zostanie wybrany, przeprowadzić zmiany, o które woła nasz kraj”. Dodał również, że „nic innego, jak pilne, radykalne i odważne reformy nie przyniesie zmiany”.
CYNICZNYM OKIEM: Poseł rezygnuje z mandatu, żeby kolega mógł wystartować, a media nazywają to lojalnością wobec idei. W praktyce to klasyczna gra w fotele, tyle że rozgrywana z patosem reformatora, który właśnie odkrył, że Westminster ma drzwi obrotowe.
Rynki finansowe nie czekały na rozwinięcie tej politycznej intrygi i zareagowały natychmiast. Ponieważ brytyjskie rynki obligacji rządowych pozostawały zamknięte, jedynym ujściem dla nerwowości inwestorów stał się rynek walutowy, na którym kurs funta szterlinga w relacji do dolara gwałtownie zanurkował. Inwestorów zaniepokoiły nie tylko same doniesienia o ruchach kadrowych, ale przede wszystkim zapowiedzi „radykalnych reform”, które w słowniku rynków zwykle oznaczają nieprzewidywalność i ryzyko fiskalne.

Burnham kontra mury Starmera
Burnham nie kryje, że ma w planach poważną kampanię. Jak przekazał w oświadczeniu dla Manchester Evening News, będzie ubiegał się o zgodę Krajowego Komitetu Wykonawczego (NEC) Partii Pracy, czyli organu zdominowanego przez lojalistów obecnego premiera. To ten sam panel, który na początku roku zablokował już podobną próbę startu burmistrza w wyborach uzupełniających, argumentując, że odejście Burnhama z Manchesteru zmusiłoby do organizacji kosztownych wyborów na stanowisko burmistrza miasta.
W swoim wystąpieniu burmistrz Wielkiego Manchesteru postawił sprawę jasno. „Na poziomie krajowym potrzebna jest znacznie większa zmiana, jeśli codzienne życie ma stać się na powrót bardziej przystępne cenowo” – stwierdził. Dodał również, że zabiega o poparcie obywateli, aby przenieść zmianę wprowadzoną w Wielkim Manchesterze na cały kraj i sprawić, by polityka działała należycie na rzecz ludzi. Retoryka ta wyraźnie pozycjonuje go jako alternatywę dla obecnego kierownictwa, oskarżanego o oderwanie od codziennych problemów wyborców.
Sojusznicy Starmera nie zamierzają jednak zwijać szeregów. Mogą ponownie sięgnąć po ten sam argument o kosztach wyborów lokalnych, by zatrzymać Burnhama poza parlamentem. Sama mechanika partyjna staje się więc kluczowym polem bitwy, równie ważnym jak debata programowa. To, kto kontroluje organy decyzyjne, decyduje o tym, kto może w ogóle stanąć w szranki o przywództwo, niezależnie od poparcia w sondażach czy nastrojów wśród szeregowych członków partii.
Streeting odchodzi z hukiem i programem na premiera
Rezygnacja Wesa Streetinga z funkcji ministra zdrowia nie była zwykłą dymisją, lecz starannie zaplanowanym aktem politycznym. W oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych były minister napisał, że choć istniały dobre powody, by pozostać na stanowisku, stracił zaufanie do przywództwa Starmera. Dodał, że pozostanie w rządzie „byłoby niehonorowe i pozbawione zasad”, a obecne kierownictwo nie poprowadzi już Partii Pracy do kolejnych wyborów parlamentarnych.
Streeting wskazał na bezprecedensowe wyniki niedawnych wyborów lokalnych, w których niepopularność rządu okazała się głównym i powszechnym czynnikiem w całej Wielkiej Brytanii. Zwrócił też uwagę na rosnące zagrożenie ze strony partii Reform UK oraz na błędy w polityce dotychczasowej ekipy. W mocnych słowach podsumował kondycję kierownictwa: „Tam, gdzie potrzebujemy wizji, mamy próżnię. Tam, gdzie potrzebujemy kierunku, mamy dryf”. Powszechnie uważa się, że Streeting planuje formalnie rzucić wyzwanie premierowi, choć w samym liście nie ogłosił jeszcze startu kampanii.
Sojusznicy byłego ministra zdrowia nie kryją, że ma on gotowy, kompleksowy plan na rządzenie krajem. W kwestiach gospodarczych Streeting w przeszłości deklarował, że czuje się „bardzo niekomfortowo z poziomem opodatkowania w tym kraju”. Jednocześnie wskazywał, że Wielka Brytania ma poziom zadłużenia, który należy traktować bardzo poważnie, co praktycznie wyklucza obniżki podatków. W przeszłości proponował radykalne zmiany, w tym zrównanie podatku od zysków kapitałowych z podatkiem dochodowym, zastąpienie podatku spadkowego podatkiem od darowizn za życia oraz podniesienie podatku dochodowego od osób prawnych.
W obszarze obronności Streeting wywołał poruszenie sugestią, że oszczędności na finansowanie wojska należy szukać w budżecie na opiekę społeczną. Wykluczył przy tym sięganie po pieniądze z budżetu publicznej służby zdrowia, ale zasygnalizował otwartość na cięcia w obszarze zasiłków. Popierał także plan zwiększenia wydatków obronnych do trzech procent produktu krajowego brutto do połowy lat trzydziestych, broniąc tezy, że Wielka Brytania pozostaje kamieniem węgielnym europejskiej obrony i bezpieczeństwa.
W kwestii Brexitu były minister zdrowia jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych zwolenników pozostania w Unii Europejskiej w obozie rządzącym. Sugerował powrót do unii celnej z Europą, argumentując, że głębsza relacja handlowa z Unią Europejską jest najlepszym sposobem na pobudzenie wzrostu gospodarczego. Jednocześnie podkreślał, że obietnica wyborcza o niepowracaniu do swobodnego przepływu osób musi zostać dotrzymana, co eliminuje powrót do wspólnego rynku. Już w 2018 roku, jako szeregowy poseł, buntował się przeciwko ówczesnemu liderowi Jeremy’emu Corbynowi, wzywając do utrzymania kraju we wspólnym rynku.
Podejście Streetinga do imigracji jest tradycyjnie liberalne i wielokrotnie sygnalizował dyskomfort wobec rządowych restrykcji wizowych i azylowych. Skrytykował głośne przemówienie Starmera o „wyspie obcych” i wcześniej argumentował, że kraj polega na migrantach w opiece nad starzejącym się społeczeństwem. Jednocześnie podkreślał konieczność rozbudowy edukacji i szkoleń dla krajowej siły roboczej, a w rządzie krytykował zależność służby zdrowia od zagranicznych lekarzy, przyznając, że wyborcy stracili zaufanie do systemu imigracyjnego.
W obszarze służby zdrowia jego dziedzictwem już teraz jest spektakularna decyzja. Streeting zlikwidował NHS England, największą organizację pozarządową finansowaną przez państwo na świecie, co było zaskoczeniem dla całego Westminsteru i pokazało jego gotowość do strukturalnych zmian. Za jego kadencji listy oczekujących na świadczenia medyczne skróciły się, choć poszedł również na otwarty konflikt ze związkami zawodowymi medyków, ostrzegając, że żądania płacowe młodszych lekarzy „doprowadziłyby kraj do bankructwa”. Zdecydowanie odrzucał także propozycję Nigela Farage’a dotyczącą rozważenia francuskiego modelu ubezpieczeń publicznych.
CYNICZNYM OKIEM: Minister, który mówi, że podatki są za wysokie, ale obniżek nie będzie, a oszczędności znajdziemy w zasiłkach, to nie reformator, lecz księgowy z ambicjami premiera. Wizja sprowadza się do tego, by ciąć tam, gdzie najmniej krzyczą.
Walka o przywództwo dopiero się zaczyna, a chętnych do udziału w niej przybywa. Była wicepremier Angela Rayner oświadczyła w czwartek rano, że została oczyszczona z zarzutów w dochodzeniu dotyczącym jej spraw podatkowych, co otwiera jej drogę do ewentualnego startu w wyścigu o fotel lidera. Z kolei na lewym skrzydle Partii Pracy działa silna frakcja zabiegająca o zabezpieczenie mandatu parlamentarnego dla Burnhama, bez którego burmistrz Manchesteru nie może w ogóle wystartować.
Procedura formalnego wyzwania jest jednak twarda i wymaga sporej mobilizacji. Aby Starmer musiał stawić czoła otwartej rywalizacji, potencjalny następca musiałby uzyskać nominację od dwudziestu procent posłów Partii Pracy. Partia liczy obecnie 403 deputowanych, co oznacza, że próg ten wynosi osiemdziesiąt jeden głosów. Ostateczna walka zostałaby rozstrzygnięta w głosowaniu preferencyjnym członków oraz organizacji afiliowanych przy Partii Pracy, a dokładne kryteria uprawniające do głosowania ustala organ zarządzający partii, w którym obecnie dominują ludzie premiera.
Reakcja rynków na razie pozostaje ambiwalentna. Na samej rezygnacji Streetinga reakcja na kursie funta szterlinga i brytyjskich obligacjach rządowych była znikoma, ponieważ wielu obserwatorów rynku zakłada, że każde nowe kierownictwo wprowadzi bardziej ortodoksyjną politykę fiskalną z mniejszą skalą rozdawnictwa. Jednak platforma Polymarket pokazuje, że szanse na odejście Starmera do końca maja gwałtownie rosną, a dopiero pojawienie się scenariusza z radykalnym Burnhamem w tle wystarczyło, by funt zaczął szorować po dnie.




„Czuję w kościach”,że zbliża się huragan w gospodarkach,które jechały na kredycie i których rządzący pierwsze co,to patrzą jak rentowności obligacji rano….
Tak na prawdę każda „Zachodnia” gospodarka ma dziś przeogromne problemy, włącznie z Japonią, która jako jedyna w ostatniej dekadzie zaliczyła regress, a to dopiero początek ich kłopotów, próbują ratować jena, ale to nic nie da.
Skutek będzie jeden – wojny domowe.