Krajowy System Elektroenergetyczny Kuby uległ w poniedziałek po południu temu, co Ministerstwo Energii określiło mianem „całkowitego rozłączenia”. Cała wyspa pogrążyła się w ciemnościach, a przyczyny zdarzenia są badane. Blackout nie jest przypadkowy – następuje w momencie, gdy blokada importu ropy wprowadzona przez Trumpa zredukowała kubańskie zapasy paliwa do niebezpiecznie niskiego poziomu, a między Waszyngtonem i Hawaną toczą się bezprecedensowe rozmowy, które mogą zmienić układ sił na Karaibach.
„Doszło do całkowitego rozłączenia SEN. Przyczyny są badane, a protokoły przywracania zasilania zostały aktywowane” – poinformowało Ministerstwo Energii w serwisie X około godziny 14:00 czasu wschodniego.

Blokada ropy, upadek Maduro i kubańska desperacja
Geneza kryzysu sięga stycznia. Trzeciego dnia tego miesiąca siły USA pojmały wenezuelskiego lidera Nicolása Maduro. Kuba od dawna była bliskim sojusznikiem reżimu Maduro i przez dziesięciolecia polegała na dostawach ropy z Wenezueli. Po odsunięciu Maduro od władzy tymczasowa liderka Wenezueli Delcy Rodríguez przekierowała dostawy ropy do Stanów Zjednoczonych.
Ósmego stycznia Trump wezwał Kubę do zawarcia układu. Dwudziestego dziewiątego stycznia podpisał rozporządzenie wykonawcze nakładające cła na każdy kraj, który bezpośrednio lub pośrednio dostarcza ropę na wyspę.

W rozporządzeniu Trump oskarżył kubański reżim o sprzymierzenie się z „wrogimi krajami, transnarodowymi grupami terrorystycznymi i złowrogimi aktorami”, wymieniając Rosję, Chiny, Iran, a także Hamas i Hezbollah. Efekt był natychmiastowy – Kuba straciła praktycznie wszystkie źródła importu paliwa.
Piętnastego marca Trump powiedział reporterom na pokładzie Air Force One, że „coś z Kubą wydarzy się dość szybko” oraz że Waszyngton podejmie decyzję po zajęciu się wojną w Iranie.
„Kuba również chce zawrzeć układ i myślę, że dość niedługo albo go zawrzemy, albo zrobimy to, co będziemy musieli zrobić” – dodał prezydent.

CYNICZNYM OKIEM: Odcinasz wyspie ropę, czekasz aż zgasną światła, a potem oferujesz rozmowy „na zasadach równości i szacunku”. Dyplomacja w stylu „miłe przyjazne przejęcie” – albo nie tak miłe.
Hawana przyznaje się do rozmów
Trzynastego marca prezydent Kuby Miguel Díaz-Canel po raz pierwszy publicznie potwierdził, że jego rząd negocjuje z amerykańskimi urzędnikami. Było to bezprecedensowe przyznanie się ze strony komunistycznego reżimu.
„Rozmowy te miały na celu poszukiwanie rozwiązań różnic dwustronnych istniejących między oboma narodami na drodze dialogu” – powiedział Díaz-Canel.
Kubański przywódca zaznaczył, że negocjacje muszą odbywać się „na zasadach równości i szacunku dla systemów politycznych obu państw”. Określił proces jako bardzo wrażliwy, prowadzony z powagą i odpowiedzialnością, wymagający ogromnych wysiłków w celu stworzenia przestrzeni do porozumienia pozwalającego odejść od konfrontacji.

Trump skomentował to znacznie mniej dyplomatycznie. Stwierdził, że Kuba stoi przed poważnymi wyzwaniami humanitarnymi i chętnie negocjuje ze Stanami Zjednoczonymi. Dodał, że może dojść do „przyjaznego przejęcia” narodu, ale zastrzegł, iż „może to nie być przyjazne przejęcie”.
Kubański minister spraw zagranicznych Bruno Rodríguez Parrilla opublikował oświadczenie, w którym zaznaczył, że istnieją czynniki międzynarodowe ułatwiające tę wymianę.
CYNICZNYM OKIEM: Kuba przez sześćdziesiąt lat opierała się amerykańskiemu embargo, ale wystarczyło odciąć wenezuelską ropę, żeby komunistyczny reżim usiadł do stołu. Ideologia kończy się tam, gdzie kończy się paliwo w generatorze.
Poniedziałkowy blackout jest najdotkliwszą demonstracją tego, jak krucha stała się kubańska infrastruktura. Bez wenezuelskiej ropy, z zablokowanym importem i zapasami paliwa na niebezpiecznie niskim poziomie, Hawana nie ma wielu kart do rozegrania. Trump to wie i nie spieszy się – najpierw Iran, potem Kuba. Wyspa może jedynie czekać w ciemnościach.


