Kiedy wiceminister spraw zagranicznych Kuby mówi w amerykańskiej telewizji, że armia przygotowuje się na możliwość agresji militarnej, a jednocześnie kubański prezydent przyznaje, że prowadzi negocjacje z administracją Trumpa – wiadomo, że na Karaibach dzieje się coś znacznie poważniejszego niż zwykła retoryka zimnej wojny. Komunistyczny reżim w Hawanie, odcięty od dostaw ropy i pogrążony w kryzysie energetycznym, po raz pierwszy od dekad otwarcie mówi o własnym końcu – nawet jeśli oficjalnie zaprzecza, że taki scenariusz jest możliwy.
Kluczem do zrozumienia sytuacji Kuby nie jest sama wyspa, lecz globalna szachownica, na której Donald Trump rozstawia pionki z precyzją, której niewielu się po nim spodziewało. Według nowej analizy Zoltana Pozsara – jednego z najbardziej wpływowych strategów finansowych świata, autora notatek w ramach firmy doradczej Ex Uno Plures – administracja Trumpa metodycznie buduje portfel strategicznych aktywów, których celem jest wywieranie maksymalnej presji na Chiny.
Portfel Trumpa – energia jako broń
Pozsar wyjaśnia, że działania Waszyngtonu koncentrują się na strategicznych węzłach dostaw energii i morskich punktach dławiących, tak zwanych chokepoints, które historycznie umożliwiały Pekinowi tani import ropy. Na liście znajdują się Kanał Panamski, wenezuelskie przepływy ropy, irańska wyspa Chark oraz Cieśnina Ormuz – każdy z tych elementów to potencjalny dźwignia nacisku na chińską gospodarkę.
Kontekstem dla tej strategii jest zeszłoroczna wojna handlowa, w której Chiny ograniczyły eksport metali ziem rzadkich w ramach polityki odwetu. Administracja Trumpa odpowiada na to budowaniem arsenału geopolitycznego, który uderza w najczulszy punkt Pekinu – uzależnienie od importu energii.
Pozsar idzie jednak o krok dalej. Podejrzewa, że Kuba zostanie dopisana do tego samego portfela strategicznego, jeśli komunistyczny reżim w Hawanie upadnie. A wszystko wskazuje na to, że taki scenariusz jest coraz bardziej prawdopodobny.
CYNICZNYM OKIEM: Trump nie gra w szachy – on wykupuje całą planszę. Kanał Panamski, Iran, Wenezuela, a teraz Kuba. Brakuje tylko paragonu fiskalnego i napisu „półkula zachodnia – pod nowym zarządem”.
Hawana obserwowała z niedowierzaniem, jak w styczniu operatorzy Delta Force schwytali socjalistycznego lidera Wenezueli Nicolása Maduro. Ten moment był dla kubańskich komunistów jak zimny prysznic – jeśli Waszyngton jest gotów sięgnąć po siłę wobec Caracas, nic nie stoi na przeszkodzie, by następna w kolejce była Hawana.
Armia gotowa, ale diesel się kończy
„Nasza armia jest zawsze przygotowana” – powiedział wiceminister spraw zagranicznych Carlos Fernandez de Cossio w niedzielnym programie NBC Meet the Press.
„I faktycznie, przygotowuje się ona w tych dniach na możliwość agresji militarnej. Bylibyśmy naiwni, gdybyśmy patrząc na to, co dzieje się na świecie, tego nie robili. Ale mamy szczerą nadzieję, że do tego nie dojdzie” – kontynuował de Cossio.
W tym samym wystąpieniu kubański dyplomata próbował zachować pozory normalności. Stwierdził, że Kuba jest otwarta na biznes, jednocześnie zaznaczając, że zmiana polityczna podyktowana przez Stany Zjednoczone nie wchodzi w grę.
„Natura rządu kubańskiego, struktura rządu kubańskiego oraz członkowie rządu kubańskiego nie podlegają negocjacjom” – powiedział stacji NBC.
„Kuba nie znajduje się w stanie upadku. Jesteśmy tak kreatywni, jak to tylko możliwe” – dodał de Cossio.
Rzeczywistość na wyspie opowiada jednak zupełnie inną historię. Zapasy oleju napędowego wyczerpują się, a kryzys związany z brakiem prądu rozprzestrzenia się na cały kraj. Reżim był wielokrotnie podtrzymywany przy życiu dzięki dostawom paliwa tankowcami z Meksyku i Rosji – ale te dostawy miały jedynie kupić czas, nie rozwiązać problemu.
CYNICZNYM OKIEM: Kuba nie upada, jest po prostu kreatywna. Kreatywnie nie ma prądu, kreatywnie nie ma jedzenia i kreatywnie negocjuje z krajem, który otwarcie planuje jej likwidację. Kreacja w najczystszej postaci.
Tymczasem kubański prezydent Miguel Díaz-Canel został zmuszony do przyznania w państwowej telewizji, że trwają negocjacje z administracją Trumpa mające na celu znalezienie rozwiązań poprzez dialog w sprawie długoletnich różnic między oboma krajami. Sam fakt, że komunistyczny przywódca publicznie przyznaje się do rozmów z Waszyngtonem, świadczy o skali desperacji.
Osobnym wątkiem, który dodaje tej historii groteskowego kolorytu, jest obecność amerykańskich skrajnie lewicowych organizacji non-profit na Kubie. W miniony weekend ich członkowie przybyli na wyspę – niektórzy lecieli pierwszą klasą i zatrzymali się w luksusowych hotelach wyposażonych w agregaty prądotwórcze na diesla. Biali amerykańscy liberałowie bawili się więc na Kubie, podczas gdy kubański naród głodował w ciemnościach. Dlaczego amerykańska lewica tak osobliwie ciąży ku komunistom w Hawanie – to pytanie, które według źródeł zadają sobie już Departament Stanu i Skarbu Państwa USA.
Świat jest dzielony na nowo. Jak zauważa Pozsar, unipolaryzm umarł, a rozdrobnienie ustępuje miejsca rzeczywistości, w której wszystko jest do wzięcia. Władimir Putin zrozumiał to podczas inwazji na Ukrainę w 2022 roku. Trump rozumie to w kontekście obu Ameryk – od zabezpieczenia półkuli zachodniej po wymuszanie przesunięć politycznych z lewicy na prawicę. A komuniści w Hawanie rozumieją to najlepiej ze wszystkich – bo to właśnie ich reżim może znajdować się w swoich ostatnich tygodniach lub miesiącach.



