Zaciemnienia, niedobory, racjonowanie paliwa oraz puste ulice definiują obecnie codzienne życie na Kubie. Choć trudności te są normą od dziesięcioleci, obecnie osiągnęły katastrofalne rozmiary, gdy wyspiarski naród cierpi na najgorszy kryzys energetyczny i gospodarczy od czasu upadku Związku Radzieckiego. Mieszkańcy Hawany 22 marca 2026 roku ustawiali się w kolejkach, aby napełnić pojemniki z wodą podczas drugiej ogólnokrajowej awarii prądu w ciągu niespełna tygodnia, podczas gdy sieć energetyczna zmagała się ze starzejącą się infrastrukturą i amerykańską blokadą naftową. Infrastruktura energetyczna Kuby zapada się w obliczu ograniczeń w imporcie ropy od jej kluczowego sojusznika, Wenezueli, wraz z amerykańską operacją wojskową, która dodatkowo zakłóciła wenezuelską produkcję i transport morski. Przy osłabionym głównym dostawcy kraju Hawana jest pozbawiona energii potrzebnej do utrzymania stabilności sieci, co prowadzi do rotacyjnych przerw w dostawie prądu i powszechnych niedoborów wszystkiego – od leków po żywność.

Biały Dom dąży do zmuszenia narodu prowadzonego przez komunistów do rozmów i ustępstw. Kombinacja pośredniej presji poprzez zwiększone cła na dostawców ropy dla Kuby oraz bezpośredniej interwencji amerykańskiej Straży Przybrzeżnej w regionie doprowadziła do skutecznej blokady wyspy. W lutym Stany Zjednoczone uczyniły kluczowy wyjątek – sprzedaż paliwa bezpośrednio prywatnym firmom na Kubie, choć przesyłki te są małe i szacuje się, że w tym roku wyniosły dotychczas 30 tysięcy baryłek. Administracja Donalda Trumpa wykazuje pewne oznaki łagodzenia presji, pozwalając tankowcowi pod rosyjską banderą dostarczyć 730 tysięcy baryłek ropy 31 marca, co było pierwszym znaczącym importem na wyspę od trzech miesięcy. Biorąc pod uwagę codzienne potrzeby Kuby wynoszące prawie 80 tysięcy baryłek dziennie w 2025 roku, transport ten zapewnił zapas na mniej niż 10 dni.

CYNICZNYM OKIEM: Pół wieku „rewolucyjnej samowystarczalności” kończy się prośbą o jeden tankowiec, który wystarczy na dziewięć dni. Komunizm okazał się ustrojem na baterie, a baterie właśnie się rozładowały.

Ryzykowna zależność i blokada energetyczna
Importowana ropa jest siłą napędową kubańskiej infrastruktury energetycznej. Import ropy naftowej netto stanowił blisko 60 procent całkowitej podaży kraju w 2023 roku, według Międzynarodowej Agencji Energetycznej. Przez ponad 25 lat import ten pochodził głównie z Wenezueli, na mocy dwustronnej umowy opartej na wymianie barterowej produktów i usług zamiast płatności gotówkowych. Alternatywni dostawcy obejmowali Meksyk z udziałem 25 procent, Rosję z 10 procent oraz Algierię z 4 procent, zgodnie z danymi S&P Global Commodities at Sea.

Nawet przed obecną blokadą import z Wenezueli oraz Meksyku był zagrożony przez trudności tych krajów w utrzymaniu produkcji paliw. Niegdyś kwitnący przemysł naftowy Wenezueli został sparaliżowany przez lata złego zarządzania i sankcji, choć Stany Zjednoczone współpracują obecnie z rządem tymczasowym nad odbudową rozpadającej się infrastruktury energetycznej. Meksykańska państwowa firma Pemex zakończyła rok 2025 z najniższym poziomem produkcji od 46 lat w obliczu operacyjnych i finansowych ograniczeń w sektorze naftowym tego kraju.
Po schwytaniu przez Stany Zjednoczone wenezuelskiego lidera Nicolása Maduro 3 stycznia prezydent Trump przekonał tymczasową liderkę Delcy Rodríguez do wstrzymania eksportu ropy i gazu na Kubę. Mały transport ropy z Meksyku, 86 tysięcy baryłek, dotarł na Kubę 9 stycznia, jednak strumień ten szybko wysechł. Trump 29 stycznia zwiększył presję rozporządzeniem wykonawczym nakładającym cła na każdy kraj, który bezpośrednio lub pośrednio dostarcza ropę na Kubę, a 2 lutego ogłosił, że Meksyk zaprzestanie transportów. Podczas szczytu Shield of the Americas 7 marca prezydent oświadczył, że „w miarę jak osiągamy historyczną transformację w Wenezueli, oczekujemy również wielkiej zmiany, która wkrótce nadejdzie na Kubę. Kuba jest na końcu kolejki. Mają zły reżim, który jest zły od dłuższego czasu. I zwykli dostawać pieniądze z Wenezueli”.

Powrót do stołu negocjacyjnego i exodus pokolenia
Kubański lider Miguel Díaz-Canel ogłosił 13 marca, że reżim otworzył rozmowy ze Stanami Zjednoczonymi, a 20 kwietnia amerykańscy dyplomaci postawili nogę na kubańskiej ziemi po raz pierwszy od 2016 roku. Alejandro García del Toro, zastępca dyrektora generalnego do spraw Stanów Zjednoczonych w kubańskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, oświadczył, że „wyeliminowanie embarga energetycznego wobec kraju było najwyższym priorytetem” tych spotkań. Republikanie w Senacie 28 kwietnia odrzucili ustawodawstwo Demokratów, które miałoby powstrzymać blokadę energetyczną bez zgody Kongresu, co utrwala obecny kurs Białego Domu.
W ciągu ostatnich dwóch dekad Kuba próbowała naśladować swoich sąsiadów – Jamajkę i Dominikanę – którym udało się zrównoważyć zapotrzebowanie na ropę węglem, gazem ziemnym oraz odnawialnymi źródłami energii. Reżim Castro w 2005 roku ogłosił „rewolucję energetyczną”, wprowadzając energię słoneczną i wiatrową, wzmacniając zużycie bioenergii oraz rozszerzając generację rozproszoną. Kierownictwo nie zdołało jednak rozwiązać fundamentalnych problemów, takich jak starzejąca się infrastruktura z ery radzieckiej, niedoinwestowanie, zależność od dotowanej ropy oraz brak długoterminowego planowania. Według analizy Reutersa w 2024 roku Kuba nadal polegała na ropie w 87 procentach swojej energii, przekraczając średnią dla Ameryki Środkowej i Południowej wynoszącą 54 procent. Wyspa przeznacza ponad 80 procent swojej ropy na produkcję energii elektrycznej, a przedsiębiorstwa użyteczności publicznej zużywają ponad dwukrotnie więcej ropy niż wszystkie inne sektory razem wzięte.

CYNICZNYM OKIEM: Rewolucja energetyczna z 2005 roku zakończyła się tym, że dwie dekady później kraj nadal pali wysokosiarkową ropę w radzieckich kotłach. Każdy plan pięcioletni kończy się tu po pięciu dniach bez prądu.
Kubańska infrastruktura termoelektryczna, zasilana ropą o wysokiej zawartości siarki, jest, jak ujął to Jorge Piñon, starszy pracownik naukowy w Instytucie Energii Uniwersytetu Teksasu w Austin, „stara, zmęczona i wysoce nieefektywna”. Aby ożywić swój system energetyczny, Kuba musi zdecentralizować swój model gospodarczy i rozwiązać różnice polityczne ze Stanami Zjednoczonymi. Piñon stwierdził, że kraj musi porzucić nieudany radziecki model scentralizowanej gospodarki nakazowej, oparty na państwowej własności wszystkich środków produkcji oraz transformacji przemysłowej, i przyjąć system gospodarki rynkowej, w którym decyzje dotyczące inwestycji i produkcji są kierowane przez siły rynkowe podaży oraz popytu.

Konsekwencje społeczne są drastyczne. Ponad milion osób uciekło z Kuby od 2021 roku, a analitycy porównują ten exodus do tego obserwowanego podczas „Okresu Specjalnego” w 1994 roku – czasu niedoborów żywności, braków energii oraz zniszczenia rolnictwa po upadku Związku Radzieckiego. Powtórka historii sprzed trzech dekad pokazuje, że kubański model gospodarczy nadal nie ma odporności na zewnętrzne wstrząsy energetyczne, a każde załamanie głównego dostawcy ropy uruchamia tę samą sekwencję – awarie sieci, kolejki, racjonowanie i emigrację. Tym razem różnica polega jedynie na tym, że nacisk pochodzi nie z geopolitycznego zawalenia się protektora, lecz z precyzyjnie zaplanowanej strategii Białego Domu, który traktuje energetykę jako narzędzie wymuszania ustępstw politycznych.



