Prezydent Miguel Díaz-Canel ogłosił, że Kuba jest gotowa do negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi, jeśli tylko odbędą się one „na zasadach równości, bez nacisków i warunków wstępnych.”
Oświadczenie padło w momencie, gdy administracja Donalda Trumpa prowadzi agresywną kampanię ekonomicznego duszenia wyspy, otwarcie licząc na upadek komunistycznego reżimu.
Kubański przywódca podkreślił, że rozmowy mogą dotyczyć „każdego tematu” – od handlu po prawa człowieka – jednak bez ingerencji w suwerenność kraju. Wyraźnie zaznaczył, iż wyspa jest ofiarą „wojny psychologicznej i medialnych kampanii oszczerstw.”
CYNICZNYM OKIEM: Hawana mówi o równym dialogu, choć rozmowa z najsilniejszym mocarstwem świata przypomina szachy, w których druga strona ma wszystkie figury i zegar.
Sankcje jako narzędzie presji
Trump nie ukrywa, że celem presji energetycznej jest zmiana władz w Hawanie. Po upadku Nicolása Maduro w Wenezueli Biały Dom może skutecznie zablokować dostawy ropy, które stanowiły kręgosłup kubańskiej gospodarki.
Również Meksyk wstrzymał eksport paliw na wyspę, obawiając się sankcji wtórnych. Kubańczycy zaczynają więc liczyć na Moskwę – rosyjski ambasador Wiktor Koronielij zapewnił, że rosyjska ropa „nadal będzie docierać do Hawany.”
Ale nawet z rosyjską pomocą, kubańska gospodarka chwieje się pod ciężarem amerykańskich restrykcji, a zwykli obywatele coraz boleśniej odczuwają niedobory energii i leków.
Trump: „Zrobimy Kubę wolną”
Prezydent USA natomiast przedstawia sankcje jako moralną misję wobec kubańskiej diaspory. „Wielu ludzi żyjących w naszym kraju jest źle traktowanych przez Kubę. Chcemy, żeby mogli wrócić do swoich rodzin, do kraju, który zobaczą wolny” – powiedział.
Jednocześnie podczas weekendowego spotkania z mediami Trump dodał: „Zaczynamy rozmawiać z Kubą. Myślę, że oni przyjdą do nas po umowę. Kuba będzie wolna.”
Kulisy są jednak mniej idealistyczne. Według The Wall Street Journal, Biały Dom aktywnie szuka „insiderów” w kubańskim aparacie władzy, którzy mogliby doprowadzić do „pokojowej zmiany reżimu jeszcze w tym roku.”
CYNICZNYM OKIEM: Waszyngton nie negocjuje z rządem, tylko z jego potencjalnym następcą.
Dla Kuby wojna gospodarcza ze Stanami stała się wojną o przetrwanie. Dla Trumpa natomiast jest to polityczny prezent dla amerykańskich Kubańczyków, kluczowych wyborców na Florydzie.
Hawana mówi o suwerenności, Waszyngton o „wyzwoleniu,” a obie strony grają o więcej niż paliwo – o rząd dusz i władzę nad Karaibami.
To dialog, w którym nikt jeszcze nie mówi po cichu. Ale już słychać, kto ma mikrofon.


