Prezydent Kuby Miguel Díaz-Canel zrobił coś, czego komunistyczny reżim w Hawanie unikał jak ognia – publicznie potwierdził w państwowej telewizji, że jego rząd prowadzi rozmowy z administracją Trumpa. To pierwsze oficjalne przyznanie, mimo że amerykańskie media informowały o kontaktach nieoficjalnie od tygodni. Powód przełamania tabu jest prozaiczny i brutalny: wyspa nie otrzymała transportów paliwa od trzech miesięcy, a zapasy ropy naftowej i oleju napędowego wyczerpią się do końca marca.
Díaz-Canel ostrożnie dobierał słowa, mówiąc o „określeniu gotowości obu stron do podjęcia konkretnych działań dla dobra mieszkańców obu krajów”. Przyznał jednak, że rozmowy są dopiero w fazie początkowej – „budowane są agendy, negocjacje są w toku, prowadzone są rozmowy i osiągane porozumienia – rzeczy, od których wciąż jesteśmy daleko”. Wymianę tę ułatwili bliżej nieokreśleni aktorzy międzynarodowi, a kontekst wskazuje na Watykan – minister spraw zagranicznych Bruno Rodríguez spotkał się dwa tygodnie temu z papieżem Leonem.
CYNICZNYM OKIEM: Sześćdziesiąt lat rewolucyjnej retoryki o imperializmie yankesów kończy się tam, gdzie zawsze – przy pustym baku i telefonie do Waszyngtonu.
Blokada jako dźwignia
Strategia administracji Trumpa wobec Kuby opiera się na prostej mechanice: wielomiesięczna blokada transportów ropy drastycznie zwiększyła presję na reżim, doprowadzając do niestabilności krajowej sieci energetycznej i codziennych przerw w dostawach prądu. Trump nie ukrywa swoich intencji. Podczas konferencji w Białym Domu stwierdził wprost: „Kuba jest na końcu drogi. Nie mają pieniędzy. Nie mają ropy”. Dodał, że porozumienie z Hawaną jest bliskie i zapowiedział „wielką zmianę, która wkrótce nadejdzie na Kubie”.
Kubański reżim wysyła sygnały ustępstw. W czwartek Hawana ogłosiła plan uwolnienia 51 więźniów – gest, który w dyplomatycznym kodzie oznacza gotowość do negocjacji na poważnych warunkach. Kuba wpisuje się w szerszą kampanię administracji Trumpa na rzecz zmiany układu sił na półkuli zachodniej, rozpoczętą od usunięcia socjalistycznego przywódcy Wenezueli Nicolása Maduro od władzy. Jak zauważają obserwatorzy, w erze Trumpa układ sił w obu Amerykach przesuwa się z lewicy na prawicę.

CYNICZNYM OKIEM: Wypuszczenie więźniów politycznych brzmi jak humanitarny gest, ale przy pustych magazynach paliwowych to raczej obniżenie kosztów utrzymania cel.
Łatwiejsze niż Iran, trudniejsze niż wygląda
Analitycy wskazują, że zmiana reżimu w Wenezueli i na Kubie wydaje się znacznie mniej skomplikowana niż operacja „Epic Fury” prowadzona przez Trumpa w Iranie. Blokada naftowa nie wymaga lotnictwa ani rakiet – wystarczy odciąć dostawy i poczekać.
Hawana nie dysponuje zasobami asymetrycznymi porównywalnymi z irańskim Korpusem Strażników Rewolucji ani kontrolą nad strategicznym szlakiem morskim. Pytaniem pozostaje jednak, co konkretnie Waszyngton zażąda w zamian za odkręcenie kurka z ropą i jak daleko Díaz-Canel jest gotów się posunąć, zanim kubańskie generatory zgasną na dobre.



