Na dnie zimnowojennego archiwum znowu robi się głośno. Rosyjski kanał wojskowy Rybar opublikował analizę ostrzegającą, że agresywna postawa Stanów Zjednoczonych wobec Kuby i Wenezueli w połączeniu z nowym kursem Waszyngtonu może doprowadzić do sytuacji przypominającej Kryzys Kubański sprzed 60 lat.

Analitycy Rybara twierdzą, że „przy takim zachowaniu Amerykanów pytanie nie brzmi czy, ale kiedy nastąpi uderzenie na Kubę”. W ich scenariuszu, gdyby Hawana zdecydowała się stawić opór, mogłaby otrzymać wsparcie rosyjskich dronów typu Geran‑2 – broni używanej obecnie przez siły rosyjskie w wojnie przeciw Ukrainie.
CYNICZNYM OKIEM: Historia podobno się nie powtarza, ale wygląda na to, że w Moskwie przepisano ją na format drona i przesłano na Telegramie.
Geran‑2 – „kosiarka wojny”
Geran‑2 to rosyjska wersja irańskiego drona Shahed‑136 – taniej, ale skutecznej broni kamikadze. Ma zasięg do 2000 kilometrów, przenosi ładunek wybuchowy o masie 30–50 kg i kosztuje ułamek ceny klasycznego pocisku manewrującego. Ukraińscy żołnierze rozpoznają go po charakterystycznym dźwięku – przypomina kosiarkę w niebie.
Według Rybara, gdyby takie systemy rozmieszczono na Kubie, zasięg ich rażenia obejmowałby Waszyngton, Florydę, rafinerie naftowe, amerykańskie bazy wojskowe oraz centra danych. Taka konfiguracja stworzyłaby – jak to określono w analizie – „parasol odwetu tanim kosztem”, który znacząco podniósłby ryzyko niezamierzonej eskalacji.
CYNICZNYM OKIEM: Największy horror Pentagonu? Że kolejna „rakieta z Kuby” będzie odpalona przez laptopa z Petersburga.
Od historii do cyberwojny
Eksperci ostrzegają, że Kuba może wrócić na mapę światowych napięć, tym razem nie jako platforma rakiet balistycznych, lecz baza bezzałogowych systemów bojowych. W świecie, gdzie sprzęt wojskowy tanieje szybciej niż dyplomacja, drony stają się nową walutą odstraszania.
Cameron Rowe, założyciel amerykańskiego startupu Sentradel, specjalizującego się w technologii przechwytywania dronów, uważa, że nadchodzi era „wojen wyczerpania”:
„W przyszłych konfliktach autonomiczne systemy będą walczyć między sobą. Obrona miast będzie wymagała masowej, sieciowej produkcji tanich, inteligentnych rozwiązań, a nie kilku superdrogich rakiet.”
Niezależnie od tego, czy wizja Rybara to propaganda, czy scenariusz planowany w sztabach, konsekwencje dla bezpieczeństwa regionu są oczywiste. Karaiby znów mogą stać się punktem zapalnym między dwiema nuklearnymi potęgami, tyle że tym razem broń nie będzie startować z wyrzutni, lecz przyleci w ciszy – jak wszystko, co dziś zastępuje historię nowymi technologiami.


