Rynki finansowe stoją przed pytaniem, które sprowadza się do jednej zmiennej: czy operacja „Epic Fury” jest zdarzeniem epizodycznym z przewidywalnym zakończeniem, czy początkiem długotrwałej kampanii nastawionej na zmianę reżimu w Iranie. Te dwa scenariusze mają fundamentalnie różne implikacje rynkowe – i sobotnie komentarze Trumpa wzywające Irańczyków do „odzyskania kontroli nad własnym rządem” utrudniają założenie, że to pierwsze.
Zanim jednak przejdziemy do scenariuszy, warto odnotować pewien szczegół z piątkowych sesji. Ktoś nabywał agresywnie opcje sprzedaży na fundusz SPY i opcje kupna na złoto i srebro tuż przed zamknięciem rynków. Odpowiedź na pytanie, kto i skąd wiedział, nie jest znana. Fakt, że ktoś wiedział – jest.
CYNICZNYM OKIEM: Rynek opcji telegrafował w piątek, że nadchodzi coś dużego. Regulator rynku zbada tę sprawę mniej więcej wtedy, gdy zostaną wyjaśnione wszystkie inne tajemnice Wall Street – czyli nigdy, lub po upływie terminu przedawnienia.
Scenariusz pierwszy – opanowane wydarzenie
Historia dostarcza precedensów dla szybkiej normalizacji. Atak na Kasema Sulejmaniego w styczniu 2020 roku, operacja „Rising Lion” Izraela, operacja „Midnight Hammer” na irańskie obiekty nuklearne z czerwca 2025 roku – wszystkie te zdarzenia wywołały gwałtowne, krótkotrwałe ruchy, po których rynki wróciły do normalnych narracji.

Strateg makro Bloomberga Michael Ball formułuje warunki, które musiałyby zostać spełnione, by ten scenariusz się zmaterializował: produkcja ropy nienaruszona, przepływ przez Cieśninę Ormuz utrzymany, odwet Iranu ograniczony i przewidywalny. W takim układzie premia za ryzyko geopolityczne wygasa stosunkowo szybko – ceny energii skaczą na chwilę, zmienność opada, a do połowy tygodnia narracja wraca do wyników spółek, AI i polityki Rezerwy Federalnej.
Kontrakt futures na złoto i ropę mogą otworzyć się luką wzrostową, by następnie oddać część zysków, zanim otworzy się sesja kasowa. Tak było przy każdym poprzednim incydencie izraelsko-irańskim. Inwestorzy z doświadczeniem z tych epizodów wiedzą, że „sprzedaj na emocjach, kup na faktach” jest zasadą, która sprawdzała się historycznie.
Scenariusz pierwszy wymaga jednak jednego kluczowego założenia: że Trump mówił o operacji wojskowej, gdy zapowiadał jej krótki czas trwania, a nie o kampanii politycznej, gdy wzywał do zmiany reżimu. To są dwie różne rzeczy i mogą mieć różne harmonogramy.

Scenariusz drugi – eskalacja bez kontrolowanego zakończenia
Ball jest bezpośredni w opisie alternatywy: długofalowa kampania nastawiona na zmianę przywództwa wydłuża okno niepewności, zwiększa prawdopodobieństwo ekstremalnych scenariuszy ryzyka, utrzymuje wysokie ceny ropy i dużą zmienność, a szerokie premie za ryzyko muszą odzwierciedlać bardziej niepewne tło dla wzrostu i inflacji.
Najgorszy wariant obejmuje przewlekły konflikt z aktywacją irańskich grup proxy w Libanie, Iraku i Syrii, próby zakłócenia żeglugi przez Cieśninę Ormuz i uderzenia w regionalną infrastrukturę energetyczną. Przy cenie ropy skaczącej ostro w górę, globalny wzrost – już kruchy – dostaje dodatkowe obciążenie.
CYNICZNYM OKIEM: Najgorszy scenariusz dla rynków to niekoniecznie największa katastrofa humanitarna – to długotrwała niepewność bez jednoznacznego rozwiązania. Rynki potrafią wycenić wojnę. Nie potrafią wycenić permanentnej mgły.
Tu pojawia się kontekst, który sprawia, że margines błędu jest mniejszy niż w poprzednich epizodach. Dane o inflacji PPI z ubiegłego tygodnia były niepokojące.
Akcje banków były agresywnie wyprzedawane. Sektor kredytów prywatnych pokazuje pierwsze pęknięcia – co jest istotne, bo ten sektor był jednym z filarów płynności wspierających ryzykowne aktywa w ostatnich latach. Rezerwa Federalna ma „związane ręce” przez uporczywą inflację, która ogranicza możliwości łagodzenia polityki w warunkach zaostrzenia finansowego.
Jeśli do tego układu dodamy wstrząs energetyczny, który podbije oczekiwania inflacyjne, rentowności obligacji mogą rosnąć w tym samym czasie, gdy oczekiwania wzrostu spadają. To stagflacyjna mieszanka, z którą rynki akcji historycznie radzą sobie bardzo źle. Wskaźnik Shiller PE na poziomie 40x nie pozostawia dużo przestrzeni na błąd.

Pozycjonowanie – przygotowanie, nie prognozowanie
Kluczowa lekcja z analizy jest taka, że poniedziałkowe otwarcie może wyglądać bardzo różnie: zielone kontrakty futures zakładające opanowanie sytuacji, gwałtownie czerwone otwarcie jeśli ropa skoczy luką, skok zmienności który wygaśnie do południa – albo „dziura powietrzna” jeśli kredyty prywatne i banki zaczną się sypać jednocześnie.
Korelacje w warunkach kryzysu płynności zrównują się do jedności – wszystko spada jednocześnie, bez różnicy między sektorami i klasami aktywów. To jest rodzaj rynku, gdzie zdywersyfikowany portfel przestaje pełnić swoją funkcję.
Historyczna prawidłowość jest jednak pocieszająca dla inwestorów z horyzontem dłuższym niż tydzień: znacząca zmienność zwykle poprzedza interwencję polityczną, a nie po niej następuje. Decyzje podejmowane w pierwszych 72 godzinach paniki rzadko wyglądają dobrze po sześciu miesiącach.
To co jest pewne to że narracja zmieniła się w ciągu jednego weekendu z inflacji i kredytów prywatnych na wojnę regionalną. Takie przejścia przypominają, że rynki są refleksyjne i patrzą w przyszłość – ale nie są wszechwiedzące. Pewność siebie buduje się cicho podczas długich rajdów. Gwałtowne załamania przychodzą bez zapowiedzi. Beztroska zabija – nawet na rynkach, które wydają się mieć permanentne wsparcie.


