Z całej Rosji napływają doniesienia o nagłych problemach z działaniem Telegrama – najpopularniejszego komunikatora w kraju, z którego korzysta około 90 milionów użytkowników. Fala zakłóceń podsyca spekulacje, że Kreml może testować ogólnokrajową blokadę przed rzekomo planowaną na przyszły miesiąc rozprawą z platformą.
„W ciągu ostatnich 24 godzin Telegram praktycznie przestał działać u niektórych dostawców, jeśli korzysta się z rosyjskich adresów IP” – powiedział portalowi Kommiersant FM obserwator sektora technologicznego Władisław Wojtenko.
„Jeśli chodzi o korzystanie z Telegrama przez internet mobilny, można o tym w zasadzie zapomnieć” – dodał.
Awaria czy celowe dławienie
Główne Centrum Częstotliwości Radiowych, organ podległy regulatorowi mediów Roskomnadzor, poinformowało, że fala skarg zaczęła pojawiać się w weekend. Co najmniej jedna trzecia zgłoszeń pochodziła z Moskwy, kolejne z Petersburga i innych miast rozlokowanych w 11 strefach czasowych kraju.
Serwisy monitorujące awarie – Downdetector i Sboi.rf – wykazują gwałtowny wzrost liczby zgłoszeń. Użytkownicy opisują, że platforma ledwo funkcjonuje – aplikacja się nie otwiera, wiadomości nie są wysyłane, a zdjęcia i filmy się nie ładują.
Analitycy technologiczni twierdzą, że zakłócenia wyglądają mniej na usterkę techniczną, a bardziej na celowe dławienie sygnału przez władze. Telegram jest niezwykle trudny do monitorowania i cenzurowania przez rządy, co od lat stanowi źródło frustracji Kremla.
CYNICZNYM OKIEM: Rosja zakazuje platformy, z której korzysta 90 milionów jej obywateli, bo nie może ich tam szpiegować. Kiedy państwo nie potrafi cię kontrolować, problem zawsze leży po stronie technologii – nigdy po stronie państwa.
Wcześniejsze próby ograniczenia Telegrama przez rosyjski rząd, szczególnie w latach 2018 i 2020, zakończyły się spektakularnym niepowodzeniem. Zarówno użytkownicy, jak i sama firma wielokrotnie skutecznie omijali środki stosowane przez Kreml.
Tym razem jednak stawka jest wyższa. Moskwa wierzy, że Telegram jest wykorzystywany przeciwko Rosji w kontekście wojny na Ukrainie. FSB twierdzi, że posiada „wiarygodne informacje, iż ukraińskie siły zbrojne i agencje wywiadowcze są w stanie szybko pozyskiwać informacje zamieszczane w komunikatorze Telegram i wykorzystywać je do celów wojskowych”.
Podważa to wiarygodność założyciela serwisu Pawła Durowa, który zaprzeczył współpracy z zagranicznymi służbami. Sam Durow został głośno zatrzymany we Francji w 2024 roku – tamtejszy rząd zarzucał mu nieograniczanie oszustw i brak ochrony danych użytkowników.
CYNICZNYM OKIEM: Paradoks godny Kafki – Francja aresztuje Durowa za to, że nie cenzuruje treści, a Rosja blokuje Telegrama za to, że nie pozwala jej cenzurować. Niezależnie od kontynentu, wolna platforma to wróg publiczny numer jeden.
Oficjalnie władze zaprzeczyły planom zablokowania Telegrama 1 kwietnia, ale nie ma wątpliwości, że komunikator stał się w Rosji postacią kontrowersyjną. Zakłócenia zbiegają się z zarzutami o brak zgodności platformy z lokalnym prawem. Zachód określa coraz bardziej restrykcyjne rosyjskie regulacje internetowe mianem „cyfrowej żelaznej kurtyny” – i najnowsze wydarzenia zdają się potwierdzać trafność tego porównania.


