Korea Północna pokazuje pierwszy atomowy okręt podwodny

Kim i Putin „w jednym okopie”. Sojusz zrodzony z wojny

Adrian Kosta
4 min czytania

Kim Dzong Un ogłosił, że Korea Północna i Rosja „dzielą krew, życie i śmierć w tym samym okopie”, nazywając rok 2025 „najbardziej znaczącym w historii ich partnerstwa”. To słowa, które potwierdzają to, co świat od miesięcy obserwował z rosnącym niepokojem – sojusz polityczny i militarny między Pjongjangiem, a Moskwą przerodził się w faktyczny układ wojenny.

Kiedy na początku wojny w Ukrainie pojawiły się pogłoski o północnokoreańskich żołnierzach walczących u boku Rosjan, Kreml i Pjongjang milczeli. Dziś już nikt nie zaprzecza – ponad 10 tysięcy żołnierzy Kima wspierało rosyjskie siły w rejonie Kurska, a państwowa telewizja Korei Północnej pokazała nawet trumny z ich ciałami, okryte narodowymi flagami.

Autor poleca: Kubańczycy na froncie Rosji w Ukrainie – tysiące młodych umiera za Kreml

CYNICZNYM OKIEM: Kiedy sojusz cementuje się krwią, umowy handlowe są tylko formalnością.

Atomowy symbol prowokacji

W tym samym czasie Pjongjang ujawnił zdjęcia pierwszego w historii „nuklearnego” okrętu podwodnego.

korea

Oficjalna agencja KCNA pokazała Kim Dzong Una w otoczeniu oficerów i córki, wpatrzonego w nowy symbol jego ambicji – okręt, który ma rzucić wyzwanie dominacji USA na Pacyfiku.

korea 2

Choć szczegóły techniczne pozostają tajemnicą, samo ogłoszenie ma znaczenie strategiczne i propagandowe. Budowę okrętu Kim zapowiedział jeszcze w 2021 roku, określając ją jako „kamień węgielny narodowego bezpieczeństwa”. Teraz, w rocznicę Bożego Narodzenia, pokazał światu efekt – zbudowany, jak twierdzi, w ramach pięcioletniego programu rozbudowy armii, który obejmuje również hipersoniczne pociski, nowe niszczyciele i satelity szpiegowskie.

„Superpotężne zdolności ofensywne to najlepsza tarcza dla naszego bezpieczeństwa” – oświadczył Kim.

CYNICZNYM OKIEM: Na Zachodzie Boże Narodzenie to czas pokoju. W Korei Północnej – idealny moment na wodowanie broni atomowej.

Zbrojenia w cieniu lojalności

Korea Północna odwdzięcza się Moskwie nie tylko słowami – także amunicją. Z doniesień wywiadów wynika, że dostarcza Rosji pociski artyleryjskie, rakiety i wyrzutnie dalekiego zasięgu, a w zamian otrzymuje technologie wojskowe, żywność i energię.

Kilka dni przed noworocznym wystąpieniem Kim polecił zwiększyć produkcję pocisków balistycznych, a według źródeł z Moskwy, jego inżynierowie już uczestniczą w projektach modernizacji rosyjskiej artylerii.

Nieoficjalnie mówi się też o udziale Korei Północnej w rozminowywaniu terenów wokół Kurska, gdzie zginęło dziewięciu północnokoreańskich saperów. Kim uczcił ich jako „bohaterów wspólnej walki narodów czerwonej krwi”.

Dla Putina, który po latach izolacji szukał nowych sojuszników, Kim stał się nieoczekiwanym sprzymierzeńcem – autokratą, który nie boi się gróźb Zachodu, bo nie ma już czego stracić. Dla Kima z kolei Rosja jest źródłem technologii i legitymacji – dowodem, że Korea Północna nie stoi sama przeciw światu.

Podwodna groźba, której nikt nie sprawdzi

Eksperci zachodni zwracają uwagę, że „nuklearność” nowego okrętu może oznaczać jedynie zdolność do przenoszenia głowic, nie zaś napęd atomowy. To jednak niewielka różnica w polityce strachu – Kim wie, że dla świata liczy się sam obraz: stalowy kolos, który ślizga się po wodzie jak obietnica apokalipsy.

Choć w tym roku jeden z nowych północnokoreańskich niszczycieli przewrócił się przy wodowaniu, propagandowa maszyna Pjongjangu odmalowuje to jako symbol wytrwałości. „Naprawiono i zwodowano ponownie”, głosi KCNA. W języku tamtego reżimu nie ma słowa „porażka” – są tylko „lepsze przygotowania do kolejnego startu”.

Kim kończy rok 2025 z tonem triumfu i groźby zarazem. W liście do Putina nazwał ich kraje „broniącymi się ramię w ramię przeciw imperialistycznemu światu” i zapowiedział, że „rok 2026 będzie jeszcze bardziej znaczący” dla wspólnego sojuszu.

To język, który przypomina czasy zimnej wojny, ale brzmi bardziej jak jej sequel – z bronią atomową w tle i brakiem kogokolwiek, kto naprawdę chciałby ją zakończyć.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *