Jeszcze niedawno był symbolem heroizmu, uosobieniem walki demokracji z tyranią, ulubieńcem międzynarodowych mediów i polityków Zachodu. Dziś Wołodymyr Zełenski staje się bohaterem śledztwa antykorupcyjnego, które może zakończyć jego polityczną karierę – i pogrzebać mit „nowego Churchilla”.
„Rząd Zełenskiego sabotował nadzór, pozwalając na rozprzestrzenianie się korupcji” – taki tytuł pojawił się w The New York Times, gazecie, która przez blisko cztery lata kreowała Zełenskiego na globalny symbol wolności.
Jak pisze dziennik: „administracja prezydenta obsadziła rady nadzorcze lojalistami, wstrzymała ich działalność lub całkowicie unieruchomiła ich pracę, pozwalając na wydatkowanie setek milionów dolarów poza jakąkolwiek kontrolą”.
CYNICZNYM OKIEM: Bohater wojny zawsze przestaje być świętym w chwili, gdy kończą się pieniądze i zaczynają audyty.
Śledztwo, które zaczyna pachnieć przewrotem
Według analityków, ukraińskie śledztwo antykorupcyjne rozkręca się jak polityczny walec, który zamiast oczyszczać system, może go całkowicie przewrócić. Wcześniej doprowadziło do upadku Andrija Jermaka – „szarej eminencji” Zełenskiego, a tym samym osłabiło koalicję, która trzymała prezydenta przy władzy.
Teraz śledczy zbliżają się niebezpiecznie do samego Zełenskiego. The New York Times ujawnił, że polityczne ingerencje dotyczyły nie tylko Energoatomu – ukraińskiego giganta energetycznego, ale także państwowego operatora sieci Ukrenergo oraz Agencji Zamówień Obronnych.
„To był celowy paraliż nadzoru” – przyznaje gazeta, dodając, że w momencie, gdy machina kontroli została rozbrojona, system korupcyjny osiągnął skalę niespotykaną od lat.
Zachód wiedział – ale milczał
Nie mniej znaczące od samych ustaleń jest to, co wiemy teraz o reakcji Zachodu. Europejscy przywódcy, jak pisze NYT, „od lat prywatnie krytykowali ukraińską korupcję, ale ją tolerowali”, uznając, że kluczowy jest opór wobec Rosji. W praktyce oznaczało to jedno – miliony euro dalej płynęły do Kijowa, nawet gdy system nadzoru był wyłączony.
Dla Zełenskiego był to milczący kredyt zaufania, którego teraz już nikt nie chce przedłużać. „Ściany się zbliżają” – komentuje autor tekstu – „a sojusznicze media próbują zachować resztki wiarygodności, zanim będzie za późno”.
CYNICZNYM OKIEM: Zachód nie przymyka oczu na korupcję – on po prostu otwiera je w momencie, gdy winny przestaje być potrzebny.
Dlaczego właśnie teraz? Upadek mitu i kalkulacja realna
Zmiana tonu w amerykańskich mediach nie jest przypadkowa. Zełenski przestaje być użyteczny. O ile w latach 2022–2024 był wygodnym symbolem oporu przeciwko Putinowi, o tyle w roku 2025 stał się przeszkodą w szerszej układance.
Waszyngton – niezależnie od partyjnych podziałów – szuka nowej formuły zakończenia wojny. Donald Trump, po powrocie do Białego Domu, mówi otwarcie o „nowym odprężeniu” z Moskwą, a nawet o strategicznym partnerstwie gospodarczo‑energetycznym z Rosją po wojnie. Dla takiego scenariusza Zełenski, osłabiony aferami i zależny od zachodnich środków, jest raczej problemem niż rozwiązaniem.
Tymczasem nawet jego dotychczasowi medialni sojusznicy – „liberalni globaliści” z redakcji NYT i innych tytułów – przeszli do fazy kontrolowanego odwrotu. Lepiej ujawnić skandal samemu, niż dać się zaskoczyć politycznym przeciwnikom, którzy mogą wykorzystać go do pogrzebania całej dotychczasowej narracji o „czystej” Ukrainie.
Zachodnie elity – zarówno liberalne, jak i konserwatywne – zaczynają mówić jednym głosem: Zełenski stał się obciążeniem. Oficjalnie mówi się o „oczyszczeniu z korupcji”, ale prawdziwym celem jest „faza kontrolowanej wymiany przywództwa” – pozbycie się prezydenta, zanim upadnie cały system wsparcia dla Ukrainy.
Rozpoczęła się gra o narrację. Jedni – wciąż wierzący w „proeuropejską Ukrainę” – chcą ocalić resztki prestiżu Zachodu przez wymianę lidera. Drudzy, zwłaszcza w obozie Trumpa, widzą w tym okazję do przeforsowania wizji twardego pokoju z Moskwą – bez idealizmu i bez mitów.
Koniec świętego w garniturze
Zachodni świat przez lata potrzebował Zełenskiego jako symbolu. Aktor, prezydent, bojownik o wolność – ta historia sprzedawała się dobrze, dopóki pasowała do politycznej opowieści. Ale teraz nawet ta opowieść zużyła się jak propagandowy plakat, który zaczyna odpadać od ściany.
Niektórzy mówią o „końcu epoki Zełenskiego”. Inni – o jej ostatecznym demaskowaniu. Pozostaje pytanie, czy ukraińskie państwo przetrwa kolejny szok, kiedy postać dotąd czczona przez Zachód zostanie przedstawiona jako symbol skorumpowanego systemu, który miał zwalczać.
CYNICZNYM OKIEM: Nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż polityk, który uwierzył w swój PR. Szczególnie wtedy, gdy jego PR właśnie zmienia stronę.
Jeśli śledztwo pójdzie dalej, Zełenski może stać się pierwszym przywódcą Ukrainy obalonym nie przez Rosję, lecz przez własnych sponsorów. I to byłby finał, który nawet dla scenarzysty z jego doświadczeniem byłby zbyt przewidywalny.


