Amerykański sąd federalny w Phoenix orzekł, że Uber musi zapłacić 8,5 miliona dolarów odszkodowania kobiecie, która twierdzi, że została zgwałcona przez kierowcę aplikacji. To pierwszy proces z całego pakietu ponad 3 tysięcy pozwów dotyczących napaści seksualnych, które zostały połączone we wspólne postępowanie w sądzie federalnym w San Francisco.
Poszkodowana, Jaylynn Dean z Oklahomy, złożyła pozew w 2023 roku – miesiąc po incydencie w Arizonie. Sąd uznał, że kierowca działał jako „agent Ubera”, a zatem firma ponosi częściową odpowiedzialność za jego czyny. Ława przysięgłych przyznała jej odszkodowanie w wysokości 8,5 mln dolarów, ale odrzuciła wniosek o dodatkowe kary finansowe (punitive damages), których prawnicy domagali się w wysokości ponad 140 mln dolarów.

CYNICZNYM OKIEM: Uber reklamował się hasłem „Bezpieczny powrót do domu”. Nikt nie dopisał gwiazdki: „jeśli dopisze ci szczęście.”
Sprawa precedensowa dla tysięcy ofiar
Dean zarzuciła firmie, że od lat ignorowała rosnącą liczbę napaści seksualnych, mimo wewnętrznych raportów i doniesień mediów. Jej adwokatka Alexandra Walsh przypomniała ławie, że Uber budował wizerunek jako „bezpiecznej alternatywy dla kobiet podróżujących nocą”, a jednocześnie nie wdrożył skutecznych mechanizmów weryfikacji kierowców. „Wiedzieliśmy, że świat jest niebezpieczny. Uber kazał nam wierzyć, że przynajmniej w jego samochodzie jesteśmy bezpieczne” – mówiła Walsh.
Firma odpierała zarzuty, twierdząc, że kierowcy to niezależni kontraktorzy, a sam sprawca miał nienaganną historię pracy i 10 tysięcy ukończonych kursów. – „Czy Uber mógł to przewidzieć? Odpowiedź musi brzmieć: nie” – przekonywała prawniczka koncernu, Kim Bueno.
Odpowiedzialność platform pod lupą
Sędzia Charles Breyer, prowadzący cały pakiet federalnych spraw przeciwko Uberowi, uznał, że ten wyrok może stać się wzorem dla dalszych postępowań w USA. Firma ma również ponad 500 podobnych spraw w sądach stanowych Kalifornii.
W jednej z nich, zakończonej jesienią, ława stanęła po stronie korporacji, uznając, że choć Uber był niedbały, to nie ponosi bezpośredniej winy za przestępstwo.
Ekonomista Mark Giarelli z Morningstar ocenił, że wyrok z Arizony może wymusić zmiany w branży aplikacji przewozowych i dostawczych: „To przypomnienie, że w świecie platformowych usług kontakt między użytkownikiem a wykonawcą to zawsze relacja ryzyka.”
Po ogłoszeniu wyroku Uber zapowiedział apelację. W oświadczeniu rzecznik firmy napisał, że „werdykt potwierdza, iż Uber działał odpowiedzialnie i znacząco inwestuje w bezpieczeństwo użytkowników.”
Tymczasem obrońcy ofiar uznali decyzję sądu za moralne zwycięstwo tysięcy kobiet, które odważyły się mówić o przemocy.
CYNICZNYM OKIEM: Uber wciąż twierdzi, że to tylko „incydenty”. Tyle że przy kilku tysiącach „incydentów” zaczyna to brzmieć jak model biznesowy.


