Komisja Europejska chce Twojej wolności słowa. X tylko stoi jej na drodze

W zeszłym tygodniu platforma złożyła przełomowy pozew do Sądu Unii Europejskiej

Adrian Kosta
6 min czytania

W grudniu ubiegłego roku Komisja Europejska nałożyła na platformę X karę w wysokości 140 milionów dolarów – pierwszą grzywnę w historii wystawioną na mocy Aktu o usługach cyfrowych, czyli unijnego prawodawstwa, które jego krytycy nazywają wprost ustawą o cenzurze. Oficjalnym powodem były rzekome naruszenia w zakresie przejrzystości i procedur. Ale oficjalne powody w Brukseli mają to do siebie, że rzadko opowiadają całą historię. Prawdziwy powód jest prostszy – X pod rządami Elona Muska odmawia wprowadzenia cenzury na żądanie unijnych urzędników, i to w skali globalnej.

W zeszłym tygodniu platforma złożyła przełomowy pozew do Sądu Unii Europejskiej, kwestionując zarówno samą karę, jak i scentralizowane uprawnienia, które Komisja przyznała sobie na mocy DSA. Sprawa trafiła do instancji rozpatrującej skargi o najwyższej wadze dotyczące działań regulacyjnych UE. Rozprawa ustna spodziewana jest do końca 2026 roku, a jej wynik może przedefiniować sposób, w jaki każda duża platforma technologiczna funkcjonuje na europejskim rynku – i nie tylko.

Prawo, które cenzuruje wszystko i nic konkretnego

Akt o usługach cyfrowych wszedł w życie w 2024 roku i wymaga od tak zwanych bardzo dużych platform internetowych – tych z ponad 45 milionami użytkowników miesięcznie, takich jak X, Meta czy Google – usuwania tak zwanych nielegalnych treści. Problem zaczyna się w momencie, gdy próbujemy zrozumieć, co właściwie oznacza nielegalne.

Definicja opiera się na mozaice przepisów poszczególnych krajów UE, z których każdy ma własne pomysły na to, co wolno mówić w internecie. W Niemczech na przykład obraza polityka jest przestępstwem na mocy artykułu 188 kodeksu karnego. W praktyce oznacza to, że sarkastyczny komentarz pod adresem ministra, który w Polsce czy Stanach Zjednoczonych nie wzbudziłby niczyjego zainteresowania, w niemieckim internecie może stanowić podstawę do usunięcia treści i nałożenia kary na platformę.

Ustawodawstwo dodatkowo wymaga od platform łagodzenia tak zwanych ryzyk systemowych – w tym negatywnych skutków dla dyskursu obywatelskiego, procesów wyborczych oraz przemocy ze względu na płeć. Do tego dochodzą kodeksy postępowania dotyczące dezinformacji, mowy nienawiści oraz wytyczne w sprawie ochrony procesów wyborczych i małoletnich. Łącznie wygenerowało to 153 strony dodatkowych regulacji, które nigdy nie zostały poddane pod głosowanie. Platformom grożą kary sięgające sześciu procent globalnego rocznego obrotu, a w skrajnym przypadku ich działalność w UE może zostać zawieszona.

Niejasne terminy użyte w przepisach są tak szerokie i pozbawione precyzyjnych definicji prawnych, że stają się idealnym narzędziem do selektywnego stosowania. Kto decyduje, co jest dezinformacją? Kto ustala, które treści mają negatywny wpływ na dyskurs obywatelski? Komisja Europejska – ta sama instytucja, która jednocześnie tworzy zasady, wszczyna dochodzenia i nakłada kary. Sędzia, prokurator i kat w jednej osobie, bez żadnego znaczącego zewnętrznego nadzoru.

CYNICZNYM OKIEM: W Finlandii parlamentarzystka Päivi Räsänen czeka na werdykt Sądu Najwyższego po sześciu latach ścigania karnego za opublikowanie wersetu z Biblii na Twitterze. Ścigano ją na podstawie rozdziału o zbrodniach wojennych i zbrodniach przeciwko ludzkości. Cytowanie Pisma Świętego jako zbrodnia wojenna – nawet Orwell nie posunąłby się tak daleko w satyrze.

Bruksela celuje w świat, nie tylko w Europę

Zasięg DSA nie kończy się na granicach Unii Europejskiej i właśnie to czyni całą sprawę tak niebezpieczną. Niedawny raport Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów USA wykazał, że wielkie platformy technologiczne znajdują się pod ogromną presją Komisji Europejskiej, aby dostosować swoje globalne zasady moderacji treści do standardów wyznaczonych przez DSA. Oznacza to w praktyce, że prawo uchwalone w Brukseli kształtuje reguły wypowiedzi nie tylko w Europie, ale również w Stanach Zjednoczonych, Ameryce Łacińskiej, Azji – wszędzie tam, gdzie działają te same platformy. Urzędnicy UE de facto eksportują swoją wizję dopuszczalnej debaty publicznej do każdego zakątka internetu.

Bruksela nigdy nie ukrywała swojej wrogości wobec X po przejęciu platformy przez Muska. Były komisarz Thierry Breton w 2023 roku ostrzegał publicznie – „możesz uciekać, ale się nie schowasz. Walka z dezinformacją będzie prawnym obowiązkiem”. Była wiceprzewodnicząca Komisji Věra Jourová dodała, że działania X będą badane rygorystycznie i w trybie pilnym. Grudniowa grzywna nie była zaskoczeniem – była komunikatem wysłanym do wszystkich platform technologicznych o tym, co czeka tych, którzy odmówią podporządkowania się.

I właśnie dlatego pozew X ma znaczenie wykraczające daleko poza spór jednej firmy z jedną instytucją. Platforma kwestionuje sam model, w którym Komisja jednocześnie ustala reguły gry, prowadzi dochodzenia i wymierza kary – bez jakiegokolwiek podziału władzy czy mechanizmu kontroli. Argumentuje, że taki układ narusza prawo do rzetelnego procesu i jest sprzeczny z zasadą praworządności. Jeśli sąd przyzna rację Komisji, UE zyska niekwestionowaną zdolność do kontrolowania globalnej debaty publicznej – precedens, którego konsekwencje odczuje każdy użytkownik internetu na świecie.

CYNICZNYM OKIEM: Komisja Europejska stworzyła prawo tak szerokie, że teoretycznie może nim objąć każdą wypowiedź, która komuś się nie spodoba. A potem dziwi się, że ktoś to zaskarżył. W Brukseli nazywają to ochroną demokracji.

Jeśli podstawa nałożenia grzywny zostanie uznana za niezgodną z innymi prawami UE, konkretne przepisy DSA mogą zostać unieważnione. To byłby pierwszy przypadek w historii, w którym sąd pociągnąłby Komisję do odpowiedzialności za próbę objęcia roli globalnego cenzora. Wynik tej sprawy zadecyduje o tym, czy internet pozostanie przestrzenią otwartej debaty, czy stanie się salonem, w którym wolno mówić tylko to, co nie urazi żadnego urzędnika w promieniu trzech tysięcy kilometrów od Brukseli.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

Komentarze
  • Anonim says:

    Tego typu teksty zawsze mnie skłaniają do refleksji jak to z tym IT jest. Przy odpowiednich zasobach finansowych daje niby wręcz nieograniczone możliwości. Wydawało się gwarantem wielu naszych wolności, z internetem przekraczającym granice państw i kontynentów.

    A można by odnieść wrażenie, że jednak słowo na kartce papieru jest potężniejsze od tysięcy linii jakościowego kodu. Ktoś napisze, parafrazując, „cenzura albo milionowe kary” i kod staje się drugorzędny.

    Ale MOŻE pierwszorzędne w tym wszystkim jest nasze lenistwo. Nasz brak solidarności. Nasz brak spójności poglądów. Gdyby dla wszystkich było jasne, że pora w Europie zacząć wszystkich amerykańskich platform używać przez VPN (bez odgórnej kampanii platformy, okresowego spadku liczby użytkowników itd) to cała dyskusja by się skończyła?

    Czy wtedy ktoś by napisał na kartce „dostawcy internetu mają blokować ruch wyglądający na VPN albo milionowe kary”……

    To kamień czy nożyce? Znaczy kartka czy kod?

    Odpowiedz
    • Cynicy says:

      Cześć, świetny wywód, to lubimy 🙂
      Podobnie jest z technologią blockchain – z jednej strony daje nieograniczone możliwości przesyłania danych/informacji/środków na całym świecie, a z drugiej strony nigdy nie było tak łatwego do inwigilacji narzędzia dla władzy.
      Co do słowa na kartce papieru dokładnie tak, dlatego to ironia naszych czasów – cyfrowa rewolucja, która nie może istnieć bez fizyczności, bez surowców, materiałów, energii, wody itd. stąd takie przetasowanie na świecie.
      Lenistwo i brak solidarności to trafione w sedno źródło obecnego stanu rzeczy.
      Ludzie rządzą, ale ludzie podzieleni i ogłupieni są rządzeni, a nawet tego pragną. To prosty mechanizm. To poniekąd powód dla którego powstał ten projekt… 🙂
      Dzięki za czytanie, komentowanie i serdeczne pozdrowienia!

      Odpowiedz

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *