Po weekendowej operacji amerykańskich sił specjalnych, która zakończyła się pojmaniem Nicolása Maduro, sąsiedzi Wenezueli szykują się na nowy kryzys humanitarny. Rządy Kolumbii i Brazylii zmobilizowały wojska i zamknęły kluczowe przejścia graniczne, obawiając się masowego napływu uchodźców z kraju ogarniętego politycznym chaosem.
Minister obrony Kolumbii Pedro Sánchez ogłosił rozmieszczenie 30 tysięcy żołnierzy wzdłuż 1300‑milowej granicy z Wenezuelą. Jednocześnie wprowadzono specjalne procedury pomocy humanitarnej dla cywilów, którzy już próbują przedostać się na drugą stronę.
Na moście Simón Bolívar nad rzeką Táchira, głównym przejściu łączącym Cucutę z San Antonio del Táchira, pojawił się ciężki sprzęt pancerny i posterunki wojskowe – choć ruch graniczny wciąż odbywa się w miarę normalnie.

CYNICZNYM OKIEM: Ameryka Południowa po raz kolejny dowiaduje się, że kiedy Waszyngton „wprowadza porządek”, sąsiedzi muszą wprowadzać kontrole graniczne.
Granica, narkotyki i niepokój. Brazylia w stanie gotowości
Kolumbijski resort obrony przyznał, że oprócz uchodźców istnieje ryzyko przeniesienia walk zbrojnych grup z Wenezueli. Aktywizować mogą się szczególnie oddziały ELN i Segunda Marquetalia, które od lat korzystają z niedostępnych terenów przygranicznych jako kryjówek i szlaków przerzutowych narkotyków.
Premier Gustavo Petro potwierdził, że kraj nie zamierza angażować się militarnie w konflikt, ale „nie dopuści do destabilizacji regionu”. Kolumbia już wcześniej potępiła interwencję USA, ostrzegając, że „siłowa zmiana reżimu nigdy nie kończy się na jednym kraju.”
Na południowym wschodzie kontynentu także rośnie napięcie. Brazylijski stan Roraima, główny punkt przekroczenia granicy z Wenezuelą, został zamknięty w sobotę o świcie. Siły bezpieczeństwa przygotowują punkty recepcyjne w przypadku „masowego napływu” ludności cywilnej, jak określił to rzecznik rządu w Brasílii.
Według szacunków ONZ ponad 8 milionów Wenezuelczyków – niemal jedna czwarta narodu – już wcześniej opuściło kraj, uciekając przed inflacją, głodem i represjami. Fala migrantów obciążyła budżety i infrastrukturę krajów sąsiednich, doprowadzając do napięć społecznych i przypadków przemocy wobec uchodźców.
Caracas znów pod żelazną ręką
Tymczasem w samej Wenezueli nowa prezydent, Delcy Rodríguez, przejęła władzę po Maduro – i według relacji lokalnych mediów wraca do dawnych metod. Ulice Caracas patrolują funkcjonariusze kontrwywiadu wojskowego i bojówki colectivos, mające tłumić protesty.
Siedmiu dziennikarzy zostało zatrzymanych w poniedziałek w okolicach Zgromadzenia Narodowego, a mieszkańcy donoszą o kontrolach telefonów przez uzbrojone patrole.
Świat przygląda się z niepokojem – bo choć Maduro już siedzi w amerykańskim areszcie, jego duch autorytaryzmu trzyma Wenezuelę w żelaznym uścisku. A kolejne tysiące ludzi ruszają na północ, przekonane, że najpewniejszym sposobem przetrwania jest ucieczka.


