Niedawno w brytyjskiej telewizji wyrósł polityczny labirynt absurdu, gdy lider jednej z głównych partii politycznych, Zack Polanski, na pytanie prowadzącego „Piers Morgan Uncensored” o to, czy kobieta może mieć penisa, odpowiedział bez cienia wahania: „Tak”. Ta deklaracja nie była błyskotliwym żartem, lecz świadomym neonem sygnalizującym głęboki chaos pojęciowy i ideologiczny, który ogarnia politykę tożsamości na Wyspach.
Jak do tego doszło? Od konfliktów światowych do genderowych ekstrawagancji
Debata zaczęła się od poważnych tematów: konfliktu Izrael-Hamas, protestów prorosyjskich – by za chwilę chylić się ku tematom surrealistycznym: zaprzeczaniu biologii, redefinicji płci i kwestionowaniu podstaw ludzkiej natury.
Polanski, nowo wybrany lider Zielonej Partii Anglii i Walii, jakby na przekór zdrowemu rozsądkowi, zlekceważył biologiczny podział płci określając go jako „niekoniecznie binarny” i mówiąc, że zna się na tym lepiej niż brytyjski Sąd Najwyższy.
Autor poleca: Zieloni w UK chcą zlikwidować prywatnych właścicieli nieruchomości
CYNICZNYM OKIEM: To jakby szewc zaczął uczyć ortopedii. Kto dał temu człowiekowi prawo mówienia za kobiety? Wielki teatr zagubionych idei, gdzie prawda to tylko przycisk do wyłączania niewygodnych pytań.
Na pytanie prowadzącego: „Czy kobieta może mieć penisa?” zapadła odpowiedź: „Tak”. Polanski opowiadał o „spektrum” płci, o skomplikowanej biologii, twierdząc, że ludzie nie rodzą się wyłącznie jako mężczyźni lub kobiety.
Morgan, z niedowierzaniem i szyderczym śmiechem, nazwał tę odpowiedź „absolutnie niedorzeczną” i zarzucił Polanskiemu niezrozumienie podstawowego pojęcia kobiety – tej fundamentalnej biologicznej prawdy.
Kiedy prawa kobiet są okładane pięścią ideologii
W czasach, gdy prawa kobiet są poddawane podważaniu i erozji – od ograniczania dostępu do opieki zdrowotnej po usuwanie ich z przestrzeni przeznaczonych dla jednej płci – taki nihilizm wobec biologicznej prawdy jest nie tylko niebezpieczny, lecz wręcz lekceważący. Jak można traktować poważnie lidera partii, która twierdzi, że opiera swoją politykę na nauce i dowodach, a jednocześnie neguje te podstawy?
CYNICZNYM OKIEM: To jest wyrok na zdrowy rozsądek – polityka tożsamości przebiegła tak daleko, że zaczyna zjadać swoje własne ogony, przeradzając się w teatr absurdu, gdzie fakty są elastyczne, a rekwizyty to emocjonalne manipulacje.
Polanski próbował uciec od trudnych pytań, mówiąc że takie dyskusje „uderzają w ludzi transpłciowych” i odciągają uwagę od prawdziwych problemów, takich jak edukacja i opieka zdrowotna. Jednak ta zmiana tematu to tylko podkreślenie absurdu; dlaczego lider polityczny nie potrafi pogodzić inkluzywności z faktami biologii, nie wyginając słów na potrzeby ideologicznego performansu?
Ta sytuacja to nie wyjątek – podobne wypowiedzi padały już z ust premiera Keira Starmera, który sam kiedyś miał problem z definicją kobiety. Polanski idzie jednak krok dalej, pokazując, że ideologia góruje nad nauką, a zdrowy rozsądek zamienia się w towar deficytowy na rynku politycznej mody.
Zieloni od dawna próbują wygrywać nad Laburzystami i Konserwatystami, podkreślając progresywizm i społeczną sprawiedliwość. Wersja inkluzywności Polanskiego, choć radykalna, ma przypodobać się młodym, miejskim wyborcom pochłoniętym ideologicznymi sporami bardziej niż realiami życia.
Polanski został za ten spektakl nazwany mizoginem i błaznem nawet przez swoich własnych partyjnych krytyków, którzy obawiają się utraty poparcia kobiet i rozsądku. Czy to szczera wiara, czy cyniczna zagrywka polityczna? Trudno powiedzieć, ale efekt jest jasny – partia dzieli się sama, zamiast jednoczyć.
Arogancja ponad prawo – Polanski kontra Sąd Najwyższy
Kto by pomyślał, że ktoś ośmieli się powiedzieć, że wie więcej o płci niż jednogłośny Sąd Najwyższy Wielkiej Brytanii? W orzeczeniu z kwietnia 2025 roku Sąd wyraźnie stwierdził, że płeć to biologiczny stan przy urodzeniu, niezależny od późniejszej zmiany tożsamości płciowej. Orzeczenie chroni prawa kobiet biologicznych i podważa praktyki, które mogą je naruszać.
Polanski zlekceważył ten wyrok, nazywając go „złą legislacją” i wzywając do wsparcia osób transpłciowych ponad prawem. To nie jest znak mądrości, lecz kompletnej arogancji i pogardy dla systemu prawnego.
Zobacz także: Jak aktywiści transpłciowi lat 80. zaplanowali przejęcie „nauki”?
Ten teatr absurdu, który był kiedyś marginesem internetowych echo-kamerek, przeniknął do serca brytyjskiej polityki. Gdzie zdrowy rozsądek zamienił się w performans, a nauka została zastąpiona wyznaniami ideologicznymi. Liderzy polityczni stają się aktorami w spektaklu, który coraz rzadziej śmieszy, a częściej niepokoi.
CYNICZNYM OKIEM: To nie jest już kwestia definicji słów, lecz przyszłości społeczeństwa, które właśnie w imię tolerancji i postępu może stracić kontakt z rzeczywistością. Bo nawet największa inkluzywność nie nadpisze faktów – a te, jak zawsze, mają tendencję do powracania z hukiem.


