Klęska proroków klimatu – o pewności, która zawsze się myli

Od pół wieku każda generacja ekspertów obiecuje koniec świata

Adrian Kosta
6 min czytania

Katastrofizm klimatyczny ma jedną niezłomną cechę: nigdy się nie sprawdza, ale zawsze powraca. Od pół wieku każda generacja ekspertów obiecuje koniec świata. Zmieniają się argumenty, daty i wykresy, lecz ton pozostaje ten sam – absolutna pewność połączona z moralnym szantażem wobec sceptyków.

Od epoki lodowcowej po globalne grzanie

W latach 70. największym problemem miało być ochłodzenie klimatu. Czołowe magazyny ostrzegały przed nową mini-epoką lodowcową, a naukowcy nakreślali scenariusze śniegu po kolana w Rzymie. Potem prognozy nagle się odwróciły: od lat 80. zaczęło się globalne ocieplenie, i znów „mieliśmy tylko dziesięć lat na ratunek planety”.

W 1989 roku wysoki urzędnik ONZ, Noel Brown, zapewniał, że do 2000 roku całe państwa zostaną zalane przez oceany, jeśli nie powstrzymamy efektu cieplarnianego. Minęło ćwierć wieku – Malediwy, które miały zniknąć pod wodą, mają się świetnie i przyjmują rekordowe liczby turystów.

W 2009 roku Al Gore przekonywał na konferencji ONZ, że Arktyka straci lodową pokrywę latem do 2016 roku. W 2026 lód wciąż tam jest – i bywa więcej niż za jego czasów w Białym Domu.

A w 2000 roku brytyjski Independent cytował naukowca, który prorokował, że „brytyjskie dzieci za dekadę nie będą wiedziały, co to śnieg”. Dobrze, że dzieci wciąż mogą mu to wypominać, lepiąc bałwana w każdej zimie.

CYNICZNYM OKIEM: Każdy błąd to tylko wstęp do nowego ostrzeżenia. Klimatyzm to jedyna dziedzina, w której pomyłka zwiększa prestiż.

Glacjologia proroków

Amerykańskie parki narodowe stanowią dziś naturalne pomniki tego zawodowego hurraoptymizmu nauki alarmu. Na początku XXI wieku naukowcy twierdzili, że wszystkie lodowce w Glacier National Park znikną do 2020 roku. Potem przesunęli termin na 2030, następnie 2050. Dziś badania sugerują, że „niektóre” przetrwają do końca stulecia.

Podobnie Nowy Jork miał się znaleźć pod wodą w ciągu dekady po huraganie Irene w 2011 roku. Dziś woda nie zalała miasta – jedynie jego budżet.

To, że katastrofy nie nadchodzą, wcale nie przeszkadza apostołom klimatu. Każda błędna prognoza staje się dowodem, że… „jest gorzej, niż sądziliśmy.”

Nowe raporty ONZ i think tanków zmieniły tylko język: zamiast tonących miast straszą „ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi.” Jednego roku grożą powodzią, w następnym – suszą. Obie prognozy można pogodzić, jeśli wystarczająco mocno wierzyć w model komputerowy.

Ekonomista Martin Krause z UNEP powtarza dziś dobrze znany refren: „Klimat się zmienia, a jeśli nie zrobimy czegoś natychmiast, konsekwencje będą poważne.” Ta fraza nie ma daty ważności – można ją powtarzać co dekadę, tylko zmieniając nazwisko mówcy.

CYNICZNYM OKIEM: Klimatyczne raporty przypominają horoskopy – każdy znajdzie w nich coś, co się zgadza z pogodą za oknem.

Głos rozsądku z nieoczekiwanego źródła

W tym chóralnym alarmizmie zdarzają się jednak wyjątki. Noah Kaufman, były ekonomista Rady Doradców Ekonomicznych Białego Domu i badacz z Columbia University, napisał w magazynie The Atlantic artykuł, który powinien być obowiązkową lekturą dla jego kolegów.

Choć sam wierzy w antropogeniczne ocieplenie, przyznaje, że precyzyjne prognozy są niemożliwe. Modele klimatyczne opierają się na założeniach tak wrażliwych, że „niewielkie zmiany parametrów prowadzą do skrajnie różnych wniosków – od katastrofy po umiarkowany wzrost temperatury.”

Pełnych skutków zmian klimatu nie da się dziś oszacować,” pisze Kaufman. „Zamiast budować politykę na strachu, potrzebujemy rozmowy, która oswoi nas z niepewnością.”

To proste stwierdzenie, ale w epoce medialnej paniki brzmi jak herezja. A jednak to właśnie takie głosy mogą uratować debatę o klimacie przed własnym fanatyzmem.

Nauka czy religia? Czas na oddech

Klimatyzm od dawna przestał być dziedziną badawczą – stał się systemem wiary o cechach mesjanicznych. Grzesznym jest wątpić, heretyckim – pytać o dane, niemoralnym – wskazać sprzeczności. Każdy sceptyk zostaje natychmiast przypisany do „obozu denialistów”, jak w dawnych procesach o bluźnierstwo.

A przecież właśnie sceptycyzm jest podstawą nauki. „Nie wiemy” – to zdanie, które otwiera drogę do postępu. „Wiemy wszystko” – kończy każde badanie debatą w studiu telewizyjnym.

Rozsądni naukowcy nie negują, że klimat się zmienia. Zmieniał się zawsze. Problem w tym, że współczesna nauka zbudowała wokół tego faktu machinę polityczną, która zamiast szukać rozwiązań, rozdziela pieniądze i winę.

Jak pisze Kaufman, granica między rzetelną troską, a moralną histerią dawno się zatarła. Jeśli naprawdę chcemy mówić o przyszłości planety, musimy najpierw odzyskać zdolność trzeźwego namysłu.

CYNICZNYM OKIEM: Globalne ocieplenie może nie spalić Ziemi, ale już spaliło rozsądek wielu jej mieszkańców.

Nie ma nic złego w badaniu klimatu. Ale przemiana nauki w moralną krucjatę to droga donikąd. Świat potrzebuje mniej proroków końca, a więcej uczciwych analityków, którzy potrafią powiedzieć „nie wiemy” bez strachu przed utratą grantów.

Bo jeśli cokolwiek naprawdę ociepla atmosferę, to nie dwutlenek węgla – tylko emocje tych, którzy nigdy nie wątpią.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *