Kanada zmusza obywateli do mówienia rzeczy, w które nie wierzą

Kto się wyłamuje, ten płaci

Adrian Kosta
7 min czytania
wolność słowa Kanada cenzura przymus ideologia

Podczas gdy cenzura jest najczęściej omawianym zagrożeniem dla wolności słowa, istnieje pokrewne zjawisko, które może wyrządzić równie wiele szkód wolnemu społeczeństwu. Nie polega ono na zabranianiu ludziom mówienia rzeczy, w które wierzą, lecz na zmuszaniu ich do wypowiadania treści, z którymi się nie zgadzają. Mowa przymusowa wymaga od jednostek używania określonych słów lub fraz bądź udziału w podtrzymywaniu konkretnych przekonań ideologicznych. Jest ona równie niebezpieczna dla wolności wypowiedzi co jawna cenzura – a w pewnym sensie nawet bardziej podstępna, bo przybiera maskę szacunku i dobrej woli.

Nieustanne recytowanie tubylczych „uznań ziemi” doskonale ilustruje zwrot Kanady w stronę wymuszonego, masowego posłuszeństwa w skomplikowanych kwestiach społecznych. Oświadczenia te stały się wszechobecne w kanadyjskim życiu publicznym – w szkołach, zakładach pracy, na funkcjach państwowych, ceremoniach i wydarzeniach sportowych. Instytucje zamieszczają je na stronach internetowych, w dokumentach, stopkach e-maili i w mediach społecznościowych. Aktywna osoba w Kanadzie może stykać się z dziesiątkami takich uznań dziennie w różnych kontekstach. Choć przedstawia się je jako opcjonalne gesty szacunku, wiele organizacji wprowadziło polityki nakazujące ich wygłaszanie, a w innych okolicznościach presja społeczna sprawia, że wydają się obowiązkowe, nawet jeśli formalnie takie nie są.

kanada
Na tablicy wyników wyświetlono komunikat wyrażający uznanie dla rdzennej ludności przed meczem hokeja NHL pomiędzy Montreal Canadiens a San Jose Sharks, który odbył się w Montrealu 19 października 2021 r. The Canadian Press/Ryan Remior

Kto się wyłamuje, ten płaci

Uznania ziemi ewoluowały daleko poza proste dzielenie się historią, stając się czymś znacznie bardziej problematycznym – przeobraziły się w rodzaj świętego rytuału o niemal duchowych implikacjach, wiążącego określone grupy etniczne z własnością nad samą naturą. Wyłamanie się z szeregu w tej kwestii może wywołać reakcje od potępienia społecznego po znaczące konsekwencje prawne.

Geoffrey Horsman jest profesorem biochemii na Uniwersytecie Wilfrida Lauriera w Waterloo w Ontario. Jako ojciec trójki dzieci w lokalnym systemie szkolnym zauważył rosnące upolitycznienie regionalnego szkolnictwa. Szczególny niepokój wzbudziła w nim praktyka otwierania każdego spotkania uznaniem ziemi, co zajmowało cenny czas i utrwalało to, co uważa za dzielące założenie.

„Nie sądzę, aby cokolwiek dobrego mogło wyniknąć z idei, że konkretna grupa etniczna jest prawdziwym spadkobiercą tej ziemi” – powiedział Horsman.

Kiedy zgłosił swoje zastrzeżenia, napotkał natychmiastowy opór. Podczas serii spotkań z pracownikami Zarządu Okręgu Szkolnego Regionu Waterloo powiedziano mu, że nawet dyskusja na ten temat nie wchodzi w grę. Od tego czasu wniósł sprawę sądową przeciwko zarządowi.

Catherine Kronas, matka ucznia uczęszczającego do Ancaster High Secondary School w Hamilton w Ontario, straciła w zeszłym roku stanowisko wybranego członka rady szkoły po tym, jak uprzejmie odmówiła głośnego odczytywania oświadczeń dotyczących ziemi przed spotkaniami.

„Rady szkół powinny decydować o tym, co mówi się na ich spotkaniach, a my nie powinniśmy recytować czegoś narzuconego przez rząd” – powiedziała Kronas.

Została przywrócona na stanowisko dopiero po zagrożeniu podjęciem kroków prawnych. Jej przypadek pokazuje, że sprzeciw wobec rytuału oznacza realne konsekwencje – utratę funkcji publicznej za odmowę wygłoszenia słów, które nie są jej własnymi.

CYNICZNYM OKIEM: Kanada wymyśliła formę przymusu tak elegancką, że ofiara ma jeszcze przepraszać za brak entuzjazmu. Wymuszona mowa przebrana za szacunek to jak obowiązkowy uśmiech w korporacji – każdy wie, że jest fałszywy, ale nikt nie śmie tego powiedzieć.

Przypadki Horsmana i Kronas dotyczą tubylczych uznań ziemi, ale kwestie, które podnoszą, sięgają znacznie głębiej. Mogliby oni kwestionować każdą formę narzuconej mowy ideologicznej. W rzeczywistości wiele kanadyjskich rządów i instytucji wykazuje niepokojącą tendencję do prawnego wymuszania ideologicznego języka w wielu tematach.

750 tysięcy dolarów za wyrażenie opinii

Przykładem jest Trybunał Praw Człowieka Kolumbii Brytyjskiej, który nałożył ostatnio zdumiewającą grzywnę w wysokości 750 000 dolarów na Barry’ego Neufelda, byłego członka zarządu szkoły, po tym jak skrytykował on integrację i promowanie transseksualizmu w edukacji publicznej. Neufeld zapowiada apelację od grzywny, która najwyraźniej ma na celu ukaranie go finansowo za wyrażenie braku wiary w to, co trybunał zdaje się uważać za prawdę niepodważalną.

Mowa przymusowa, lub wymuszone wsparcie dla jakiegokolwiek stanowiska, tłumi dyskurs i powoduje rodzaj urazu moralnego. Bez względu na to, czy popiera się ideę uznań ziemi, czy nie, u podstaw tej koncepcji leży fundamentalna sprzeczność – jak słowa mogą wyrażać szacunek, jeśli są wymuszone?

Większość Kanadyjczyków uważa się za osoby uprzejme, miłe i troskliwe – to zazwyczaj chwalebny zestaw cech, który ostatnio został przekształcony w broń. Emerytowany sędzia z Manitoby Brian Giesbrecht zgadza się, że dzisiejsze uznania ziemi „tworzą dzielącą formę przekonania, w której niektórzy ludzie mają prawa jedynie jako osadnicy”.

Aby zmienić tę sytuację, Giesbrecht oferuje listę możliwych sposobów sprzeciwu – od złożenia pisemnej skargi, przez publiczne wyrażenie niezgody, opuszczenie spotkania, aż po wykorzystanie kanałów prawnych do zakwestionowania prób ideologicznego przymusu.

CYNICZNYM OKIEM: Kraj, który zbudował swoją tożsamość na uprzejmości, zamienił ją w pułapkę. Bycie „miłym” oznacza teraz recytowanie narzuconych formułek bez mrugnięcia okiem – a kto odmówi, ten dowie się, ile kosztuje w Kanadzie wolność milczenia.

Przyszłość dostatniej, funkcjonalnej i zjednoczonej Kanady zależy od możliwości mówienia tego, w co się wierzy, oraz posiadania wolności do zachowania milczenia, gdy się w coś nie wierzy. Następnym razem, gdy napotkasz przekonanie, w którym nie chcesz uczestniczyć, rozważ powstrzymanie się od głosu lub uprzejmy sprzeciw. Jeśli wszyscy oprą się tym naciskom, autentyczne i zgodne z prawdą postępowanie przestanie być aktem odwagi – a zacznie być po prostu normą.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *