W środku najściślejszego militarnego sojuszu świata, NATO, jeden z jego założycieli przygotował… model obrony przed drugim. Jak ujawnił The Globe and Mail, kanadyjskie siły zbrojne opracowały symulację hipotetycznej inwazji Stanów Zjednoczonych na Kanadę.
Choć rząd w Ottawie zapewnia, że to „czysto teoretyczny scenariusz, nie plan operacyjny”, sama idea budzi konsternację. To pierwszy taki przypadek w historii kraju – państwa, które od 1949 roku współtworzy NATO i dzieli z USA zintegrowany system obrony powietrznej NORAD.
CYNICZNYM OKIEM: Kanada zawsze wierzyła w miękką siłę dyplomacji. Teraz ćwiczy, jak uginać kolana – ale w zasadzce.
Wojna niemożliwa, a jednak przeliczona
Scenariusz zakłada, że amerykańskie siły zdołają przełamać kanadyjskie linie obrony w ciągu tygodnia – a być może już w dwa dni. Odpowiedź Kanadyjczyków miałaby przypominać strategię partyzancką znaną z Afganistanu – zasadzki, sabotaż i uderzenia z ukrycia.
Nie chodzi o paranoję, lecz o… symetrię. Trumpowska retoryka ostatnich miesięcy – od gróźb wobec sojuszników w NATO, przez plany przejęcia Grenlandii, po flirty z ideą „51. stanu” – sprawiła, że nawet najlojalniejsi partnerzy Ameryki wolą mieć plan awaryjny.
Dla Kanady to bardziej manifest niż przygotowanie. Symboliczny sygnał: Ottawa nie wierzy już bezwarunkowo w stabilność Waszyngtonu.
CYNICZNYM OKIEM: Jeszcze kilka lat temu Kanada planowała wspólne manewry z USA. Dziś planuje, jak je przeżyć.
Armia z mapą, nie z amunicją
Symulacja, jak zastrzegają kanadyjscy urzędnicy, ma charakter „poznawczy” – to analiza ryzyka, nie plan mobilizacyjny. Ale kontekst jest wyjątkowy: Kanada deklaruje chęć wysłania wojsk na Grenlandię, by wspólnie z krajami UE wesprzeć Danię w sporze z USA o kontrolę nad strategicznie położoną wyspą bogatą w surowce.
To decyzja, która – mówiąc delikatnie – nie poprawi relacji z Białym Domem. Trump wielokrotnie dawał do zrozumienia, że widzi w Grenlandii kolejny element amerykańskiej „arktycznej ekspansji”, co postawiło sojuszników w niezręcznej pozycji.
W wojskowym żargonie mówi się o „konflikcie potencjalnym”, w języku polityki – o nowym chłodzie w stosunkach północnoamerykańskich.
Urzędnicy w Ottawie starają się tonować nastroje, wskazując, że żaden realny konflikt z USA nie jest możliwy. Ale fakt, że temat w ogóle został rozważony, świadczy o głębokiej niepewności w relacjach transatlantyckich.
W epoce, gdy Trump otwarcie mówi o kuponach lojalnościowych dla członków NATO, zaufanie staje się surowcem droższym niż ropa z Arktyki.
CYNICZNYM OKIEM: Kanada ma nowy pomysł na przetrwanie – nie wojnę z Ameryką, lecz świadomość, że nawet przyjaciel z bazą wojskową potrafi zmienić zdanie szybciej niż pogodę nad Ottawą.


